wtorek, 18 marca 2014

Rozdział 6

Trochę długo nic nie było,ale już jest.Zachęcam do czytania,komentowania,pozdrawiam i życzę miłej lektury.



Kiedy Miona i Zabb zostali sami,każde pogrążyło się w swoich myślach ,ale oboje uśmiechali się pod nosem.Herm wciąż analizowała,jak w tak prosty sposób, udało się zbliżyć do siebie pokłóconych kumpli.Blaise natomiast myślał co by tu zrobić,aby przysporzyć sobie sposobności do pocałunku i zbliżenia się do gryfonki,która powoli stawała się dla niego bardzo ważna.W końcu postawił na naturalność i prostotę,w końcu jak ma się zakochać ,to w nim prawdziwym a nie udawanym.To też stanowiło pewien problem. Zabini od lat żyjący w cieniu wielkiego Draco Malfoy'a cierpiał na niską samoocenę i tylko bezczelnością nadrabiał w swoim mniemaniu nieciekawe usposobienie.Chłopak myślał,że większość jego podbojów kończyła się sukcesem tylko dlatego,że albo był nagrodą pocieszenia po koszu od przyjaciela,albo po prostu niektóre dziewczyny nie mierzą zbyt wysoko.
Teraz obawiał się,że z Hermioną będzie tak samo.Nie może-choć pewnie bardzo by chciała-być ze smokiem bo w końcu jak sama stwierdziła,on zawsze dostaje to co najlepsze.W tym ją!Ale nie tym razem.Blaise zrobi wszystko aby dziewczyna chciała być z nim.Potrzebował tylko czasu,aby pokazać jej,że nie zawsze badboy'e wygrywają najlepsze laski.
-Hermiona muszę ci podziękować,że podjęłaś się próby pogodzenia mnie ze smokiem.Wszystko co powiedziałaś było prawdą,ale ja po prostu boję się,że on mi cię odbierze.-Chłopak nerwowo przestępował z nogi na nogę i w duchu liczył,że ona zaprzeczy i rozwieje targające nim wątpliwości.
-Słuchaj Blaise,ja was obydwu lubię,szanuje i w ogóle,ale nie możemy wszystkiego stawiać,aż tak na ostrzu noża,bo oszalejemy z Ginny a wy się pozabijacie.
-O czym ty mówisz?-Zabb patrzył na nią z wyjątkowo tępym wyrazem twarzy,co trochę otrzeźwiło gryfonkę. Przecież ty masz nic nie wiedzieć o ich układzie z Profesorem idiotko! -Pomyślała w panice.
-Po prostu....myślę,że musimy się lepiej poznać i jakoś ogarnąć to wszystko,nie uważasz?Jesteśmy prefektami,mieszkamy razem,więc to naturalne,że się do siebie zbliżymy.Zaufaj mi.-To jak rzucanie psu kości.-Pomyślała Hermiona ze zgrozą.
-Masz rację współlokatorko,poznajmy się lepiej.
-Ok,ale musisz też poznać Ginny i zakończyć te głupie waśnie z Draconem.
-Pod warunkiem,że on też skończy mieszać.
-Oj skończy możesz być pewien.-Brązowooka powiedziała to pewnie ale wcale nie była taka przekonana co do prawdziwości tych słów.

*

Tymczasem Ginny i Draco gawędzili jak najlepsi kumple w wielkiej sali czekając na swoich przyjaciół.
Wcale nie przeszkadzało im,że absolutnie wszyscy gapili się na tą niecodzienną sytuację,nawet nauczyciele zerkali nerwowo na stół ślizgonów,jakby zaraz miała wybuchnąć ogromna kłótnia.Nic takiego jednak się nie stało,wszystko było w jak najlepszym porządku. Ginny właśnie zamieniła pudding Draco w naleśniki.Chłopak spojrzał na nią zszokowany.
-Skąd wiedziałaś?
-Słyszałam kiedyś,jak mówiłeś Pansy,że zawsze na urodziny mama robiła ci naleśniki bo to twoje ulubione danie.-Dziewczyna zaczerwieniła się uroczo.
-Tak,to strasznie miłe co zrobiłaś.
-Żaden problem.-Tutaj posłała mu swój firmowy uśmiech.Tak,Ginny Weasley też ma swój firmowy uśmiech dzięki któremu już nie raz i nie dwa udało jej się zdobyć jakiegoś przystojniaka.Tym sposobem zaskarbiła sobie sympatię blondyna i w razie czego-pomoc.Widziała to w jego oczach,był wyraźnie zafascynowany i bardzo jej to odpowiadało. Draco Malfoy bardzo jej się przyda do realizacji karkołomnego planu.Polegał on na zdobyciu serca pewnego ciemnoskórego ślizgona,w którym Weasley'ówna było od jakiegoś czasu zakochana.Nikt jednak o tym nie wiedział,dlatego musiała się nieźle nagimnastykować,aby jej plan i fortel nie spaliły na panewce.Intuicja podpowiadała jej,że jeśli się dobrze postara,Malfoy nawet o tym nie wiedząc pomoże jej podbić serce Blaisa,a może nawet sam zdobędzie Hermionę,co by jej bardzo odpowiadało.Czuła,że jej współlokatorka,czuje mięte do kumpla ,ale nie była pewna do którego. Ginny po prostu delikatnie jej to zasugeruje....
 Do stolika podszedł Zabini. Troszkę zdziwił go widok ślizgona i gryfonki zaśmiewających się z czegoś radośnie,ale nawet nie dał tego po sobie poznać,aby nie robić niepotrzebnej sensacji.
-To jak gołąbeczki idziemy do Hogsmeade?-Odezwał sie Blaise dziarskim tonem.
-Jasne tylko wezmę szalik bo trochę wieje.-Draco już podniósł się z miejsca.-Poczekajcie w hallu ok?-Smoku to od razu zawołaj Hermionę pewnie nadal siedzi i szuka idealnego stroju na tę okazję.-Ginny puściła do Draco oczko.
-Ok do zobaczenia za chwilę.

Kiedy jednak chłopak dotarł do ich prefekckiego dormitorium nigdzie nie mógł znaleźć szatynki.
W końcu jednak zawędrował pod drzwi jej pokoju,jednak nikt nie odpowiadał na wołanie.Wyraźnie jednak słyszał jakiś ruch po drugiej stronie.Postanowił w końcu wejść do środka,może coś jest nie tak?Delikatnie przekręcił gałkę w drzwiach i stanął w progu oniemiały.Dziewczyna stała w samej bieliźnie tyłem do niego i szukała czegoś koszu na ciuchy.Tuż obok stało wielkie,mosiężne lustro pięknie zdobione. Kiedy się wyprostowała,mógł w odbiciu zobaczyć wszystkie jej wdzięki i krągłości.Coś zaczęło palić go żywym ogniem od środka.Nawet gdyby ktoś groził mu teraz bronią to nie wycofałby się do salonu,tylko stał dalej i patrzył jakby miał jej już nigdy więcej nie widzieć.Nie myślał już o Ginny o tym jak świetnie im się gadało.Teraz liczyła się tylko Hermiona...Ona nigdy nie będzie twoja smoku,opanuj głupie pożądanie.To tylko popęd.Doskonale zdawał sobie sprawę,że nie chodzi tylko o fizyczność.Wpadł jak śliwka w kompot,bo mógł jednocześnie z nią siedzieć,śmiać się,milczeć i patrzeć na jej piękne ciało,które aż wołało o pieszczotę. Niee ona nie jest taka!Fakt nie jest.Więc ja też będę ponad to.Zachowam się jak dżentelmen.
-Hej Hermiona wszędzie cię szukałem.-Udał,że nie może złapać oddechu,choć w sumie nie musiał udawać bo w chwili w której dziewczyna odwróciła się przodem do niego to dosłownie zdębiał.
-Jeeezu Malfoy ale mnie przestraszyłeś...
-Wybacz nie chciałem.-Udał skruchę.-Słuchaj ubieraj się i idziemy do Hogsmeade bo potem mamy jeszcze ten szlaban.
-Co?Aaaaa Malfoy jak możesz sobie tak stać kiedy paraduję przed tobą praktycznie naga?-Dziewczyna zakryła piersi rękoma i zaczęła biegać w te i wewte po pokoju.
-Uspokój się przecież nie ma na co patrzeć.-Musiał z niej zakpić inaczej głos mógł go zawieść i zdradzić zdenerwowanie i podniecenie.
-Jesteś świnią!Wynoś się stąd,już!-Dziewczyna rzuciła w niego poduszką,którą zręcznie złapał.
-Jesteś Granger nie panikuj,nic się nie stało,tak?-Teraz to on już był zbity z tropu jej nagłym wybuchem.
-Właśnie,że się stało,nie powinieneś tak stać i się gapić na mnie...
-Bo?
-Bo ktoś znów mógłby wejść i dziwnie to odebrać..
-A to tu cię boli...Boisz się,że Blaise znów pomyśli,że coś jest między nami..
-A jest?-Popatrzyła na niego z mało skrywaną nadzieją w oczach.
-Nooo nie wiem,to chyba zależy już tylko od nas nie sądzisz?-Draco zrobił krok w jej stronę,nieznacznie się zbliżając.
-Czego ty chcesz Malfoy?Mam na myśli,czego naprawdę oczekujesz.
-Sam nie wiem...Weasley,jest naprawdę fajną babką,ale nie ma między nami takiej chemii jak..
-Jak co?-Teraz Hermiona już ewidentnie ciągnęła go za język,aby usłyszeć jakieś konkretne wyznanie.
-Jak między tobą i Zabinim.-Wyznał po chwili.
-Między nami nie ma żadnej chemii..
-Sama nie wierzysz w to co mówisz..
-Skąd wiesz?-Chłopak był już tak blisko niej,że dziewczyna bezwiednie cofnęła się o malutki kroczek do tyłu,ale i tak na niewiele się to zdało.
-Widzę jak na niego patrzysz,jak on zerka na ciebie.Oboje znamy już finał tej historii.
-Finał podyktowany przez Dumbledore'a!-Krzyknęła zrozpaczona dziewczyna.
-Wcale nie musi tak być...
-Nie?
-Sami możemy zdecydować jak to się potoczy..-Stał już bardzo blisko niej i starał się utrzymywać kontakt wzrokowy,aby przypadkiem nie stracić  kontroli nad swoim ciałem.
-A nie odpowiada ci taki stan rzeczy?-Gryfonka praktycznie wymruczała mu to do ucha.
-Nie,jeśli tobie też nie.-Ciężko przychodziło mu wypowiadanie czegokolwiek,jej bliskość i drżenie ciała wprawiły go w dziwny stan,którego jakoś nie potrafił nazwać,a może nawet nie chciał.Brązowooka wciąż stała drżąc,kiedy zdała sobie sprawę,że stoi przed nim tylko w bieliźnie i cieniutkim szlafroczku,a on również ciężko oddychając cały czas patrzy jej w oczy.Jego spojrzenie wyrażało takie pożądanie i niepewność,że mogłaby utonąć.Nie chcesz być z tym ślizgonem.-Przemknęło jej gdzieś w zakamarkach podświadomości.Chcesz być z Blaisem...ale czy na pewno?Musisz z nim być.Taki jest plan.Pieprzyć plan.Bitwa w jej głowie zakończyła się tak,że gryfonka zarzuciła blondynowi ręce na szyję i oplotła go ciasno.Chłopak zbyt zaskoczony by cokolwiek powiedzieć tylko stał,ciężko łapiąc powietrze i patrząc na nią tymi zafascynowanymi oczami o stalowej barwie.Stali tak blisko siebie,objęci,że postronny obserwator pomyślałby:Zakochana do szaleństwa para.Kiedy dziedzic pochylił się nad dziewczyną,wreszcie przyszło otrzeźwienie.
-Przestań Draco.-Powiedziała hardo jednak głos zdradził ją,że wcale nie chce aby się zatrzymywał.
-Mam przestać?-W chłopaku dosłownie się zagotowało.-Doprowadziłaś mnie praktycznie na skraj szaleństwa,tylko stojąc tu w tej imitacji stroju i każesz mi przestać?W co ty grasz Hermiona?Byłaś tu tak samo jak ja czułaś to co ja,nawet nie zaprzeczaj.-Wykonał gest ręką,mający uciszyć jej protesty,które już chciała wypowiedzieć.-Pragnęłaś mnie tak samo,jak ja ciebie i mówisz mi przestań?To chore dziewczyno,zastanów się czego chcesz...kogo chcesz!
-Nie wiem...ja...przepraszam..
-Aha,rozumiem.Oszukujesz samą siebie.Jak już dojdzie do ciebie,że zniszczyłaś coś pięknego,to daj znać,będę najprawdopodobniej na ślubnym kobiercu z twoją przyjaciółką,która przynajmniej ma oczy i potrafiła stawić czoła swoim pragnieniom.Ale ciebie to nie obchodzi prawda?
-O czym ty mówisz?
-Ruda leci na Blaise'a,nie wiedziałaś?
-Nie,nic mi nie mówiła.
-Widać nie jesteście aż takimi przyjaciółkami,skoro nie chciała się tym z tobą podzielić.
-A ty skąd to wiesz?-Teraz Hermiona już prawie krzyczała.Podniecenie już wyparowało,teraz zastąpił je smutek.
-Sama mi powiedziała.
-Nie wierze,powiedziała tobie a nie mi?
-Widzisz widocznie więcej osób dostrzega to czego ty,w ogóle.
-?
-Nie potrafisz się zdecydować.Kluczysz między nami,bo się boisz.Musisz spełnić wolę Profesora,ale chciałabyś inaczej.Przejmujesz się Blaisem, ale nie na tyle by pomyśleć o nim chwilę przed tym jak praktycznie zdarliśmy z siebie ciuchy...no..tobie to już nie było potrzebne.-Spojrzał wymownie na wystające spod szlafroka krągłości okryte tylko koronką.W tym momencie dziewczyna szczelniej okryła się materiałem,nie wiedząc czy może już ufać instynktom swoim i blondyna.Niby teraz się kłócili,ale elektryzujące przyciąganie między nimi było wręcz namacalne.
-Nie będę wysłuchiwać kazania od byłego śmierciożercy,które przeleciał połowę Hogwartu. Sama wiem co robię nie tak i nie bój się,naprawię to.-Wyminęła go zręcznie i zaczęła zbierać porozrzucane ciuchy z podłogi.
-Czyli znów uciekasz?Nie rób tego,proszę!-Chwycił ją za ramiona i znów przycisnął do tej samej ściany.
-Draco puść,trzeba się zbierać do Hogsmead.
-Obiecaj mi,że nie będziesz uciekać,przed własnymi pragnieniami,spójrz na mnie.-Podniósł jej podbródek na wysokość własnego.-Obiecaj.-W jego oczach była taka desperacja,że dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić:pocałować go i uciec,wyminąć go i uciec,dać mu w twarz i uciec?Nie zdążyła jednak rozważyć tego problemu bo chłopak już ją puścił i wybiegł z pokoju trzaskając drzwiami. Hermiona osunęła się po ścianie i załkała cicho.Czemu to wszystko musi być takie trudne.Przeklęty Dumbledore!

Musiała teraz zadecydować.Zachować się jak dawna Hermiona,wybrać Blaisa,bo tak trzeba czy wybrać Draco i zrujnować dotychczas skrzętnie zbudowany mur?Mur który blondyn zdawał się burzyć jednym swoim spojrzeniem?To nie jest chłopak dla ciebie.-Myślała.-Zabini jest przystojny,zabawny i miły i bezpieczny.Nie potrzebujesz bezpieczeństwa!Przeżyłaś pieprzoną wojnę,dasz sobie radę z jednym marnym blondynem.Marnym?Kiedy tak trzymał ją w ramionach,czuła wszystko co powinna była czuć przy Blaisie.Podniecenie,radość,spełnienie i o dziwo satysfakcję.Czuła się chciana,akceptowana,pożądana.A na tym jej najbardziej zależało.Wbrew wszystkiemu podjęła już decyzję,jednak musi najpierw znaleźć rudą i wyjaśnić z nią to wszystko.Niewiele myśląc ubrała się w cokolwiek i pobiegła na dół pod wielką salę.

czwartek, 13 marca 2014

PODZIĘKOWANIE!

Witajcie!
Nowy rozdział pojawi się na dniach,a w nim wreszcie zacznie się właściwa akcja dramione.
Chciałam bardzo serdecznie podziękować przemiłej osóbce.
Lúthien-jesteś wielka.
Dziękuję za szablon,polecenie u siebie i za to,że jesteś!
Dziękuję również za każde wyświetlenie i komentarz.
Oby było ich więcej.
Życzę wam miłego dnia!

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 5

Jeśli ktoś to czyta,proszę o malutki komentarzyk,tak dla własnej satysfakcji.
DZIĘKUJE!

Rozdział 5

Draco pobiegł pod salę,w której zawsze były eliksiry.Zastał pod nią Zabiniego wesoło gawędzącego z Ginny Weasley. Trochę zbiło go to z tropu,jednak nie chciał dać mu tej satysfakcji z zagięcia go.Podszedł do przyjaciela z niepewnym uśmiechem i zagadnął dziarsko,choć drżenie jego głosu zdradzało napięcie.
-Blaise,możemy pogadać?
-Yyy nie jestem pewien.
-Daj mi dwie minuty,potem znikam.Tak przy okazji,ładnie wyglądasz Weasley.-Ślizgon oczywiście posłał jej swój firmowy uśmiech,na co Ginny zaczerwieniła się i uciekła spojrzeniem gdzieś w bok.
-OK chodź,a my Ginny jeszcze wrócimy do tej rozmowy.

Kiedy chłopcy odeszli do Ginny podbiegła zmieszana Hermiona.
-Gdzieś ty była i co to za tajemnice o jakich wspominał twój przystojniak?
-Gadałaś z Draco?
-HA! wiedziałam,że wystarczy cię podejść i już wygadasz prawdę!A więc podoba ci się?-Nie,po prostu myślałam o nim i tak jakoś nasunęło mi się samo..
-Hm myślałaś...a ja myślałam,że go nienawidzisz,jest ci obojętny i wcale ci się nie podoba!
-Nie krzycz bo jeszcze cię usłyszą.
-No przyznaj nieźle cię wzięło.
-Lepiej powiedz o czym rozmawiałaś z Blaisem.
-Ten słodziak wprowadzał mnie w plan podbicia świata.
-Poważnie się pytam.
-Ojeej nie umiesz się bawić.Chciał wiedzieć co sądzę o smoku,czy mi się podoba jak mi się z wami mieszka itp.
-A ty powiedziałaś..?
-Znasz mnie, próbowałam go poderwać,ale średnio się dawał.
-Cooo?-Gryfonka była nieźle poirytowana zachowaniem przyjaciółki i nie potrafiła już tego ukrywać.Teraz kiedy wiedziała,że musi być z Blaisem a w sumie to nawet chce to Ginny nie mogła tak po prostu go podrywać.Niech sobie weźmie Malfoya.Albo nie,ja go chcę.Wcale nie! 
Sama już nie wiedziała,czego chce,kogo,czy w ogóle kogoś.Dosłownie utknęła.Nic już nie było proste.
Przyjaciółka przyglądała jej się uważnie,ale i z niepokojem.
Chodźmy już Miona, później się nad tym wszystkim zastanowimy na spokojnie.To powiedziawszy Ruda pociągnęła koleżankę do sali.

Tymczasem chłopcy,kawałek dalej nadal nie doszli do konsensusu.
-Słuchaj Blaise.Przepraszam.Nie powinienem się tak unosić,sabotować waszych relacji itp.Wybaczysz mi?
-Nie wiem czy jestem w stanie smoku.Zachowałeś się jak jakiś pieprzony zazdrosny mąż,a ty jej nawet nie lubisz!-Kilkoro uczniów popatrzyło na nich z rozbawieniem.Kłócący się ślizgoni to częsty widok na korytarzach szkoły.
-Skąd ci przyszło do głowy,że nie zmieniłem nastawienia do niej i do Weasley?
-A zmieniłeś?
-TAK
-To jesteś jeszcze większym hipokrytą niż myślałem,najpierw nienawidzisz gryfonek przez tyle lat.Gówno cię obchodzą ich uczucia,a teraz kiedy zawarliśmy ten nieszczęsny układ,próbujesz mi odbić Hermionę bo jest ładniejsza tak?
-Phi..wcale nie jest ładniejsza.
-Serio?To czemu cały czas rozbierasz ją wzrokiem?
-Wcale nie.
-Taaa smoku przyznaj się,nie możesz znieść myśli,że ona ci się podoba,ale woli mnie.
-A skąd ty to wiesz?
-Niby dlaczego miałaby chcieć ciebie?
-Bo jestem przystojniejszy?
-A nie przyszło ci na myśl,że może jej też zależy na prawdziwym uczuciu,cieple, zwykłej rozmowie i akceptacji?
-Przyszło i..
-No właśnie.A skoro nie potrafisz jej tego dać to nie odbieraj mnie takiej możliwości tylko dlatego,że jest jedyną dziewczyną, która na ciebie nie leci i chcesz jej kosztem udowodnić mi,że jestem gorszy od ciebie.
-Zabini co ty bredzisz,nigdy tak nie myślę!
-Serio?Ja sądzę,że zawsze tak myślałeś,a teraz stało się dla ciebie jasne,że mam u niej większe szanse dlatego chcesz mi ją odbić a potem zostawić..
-Nigdy bym tego nie zrobił...
-Myślę,że dokładnie to byś zrobił.Jesteś cynicznym dupkiem,który dba tylko o siebie i po trupach idzie do celu.Założę się,że zrobiłbyś jej przykrość bez wahania,nawet teraz po sojuszu.
-Nie mów tak Blaise...-Chłopak poczuł się bezsilny.Słowa kolegi zabolały go o wiele bardziej niż był w stanie przyznać.Po części na  pewno miał rację,jednak z tym jednym przesadził.Nie zostawiłby jej gdyby jednak chciała być jego.Ze słów kolegi wynikało,że nie chciała,ale to już jakby przestało się liczyć.Jeżeli on i Blaise,nie dojdą do porozumienia,a pewnie nie dojdą, to wszystko inne traciło sens.Byli przyjaciółmi od zawsze.Nie wyobrażał sobie,że mógłby go teraz stracić.
-Zabini,nie kłóćmy się o kobietę proszę.Przepraszam za swoje zachowanie,poprawie się i będzie jak dawniej.
-Nic nie będzie jak dawniej.-Przerwał mu czarnoskóry.
-CO chcesz przez to powiedzieć?
-Że od tej pory Draco,jesteśmy tylko współlokatorami i nie próbuj więcej mieszać między mną a Hermioną,zajmij się Ginny i wszyscy będą hepi.
Po tych słowach ślizgon wszedł do sali nawet się nie oglądając. Draco stał dalej osłupiały z bezsilności.
To nie może być prawda..Blaise,czemu mi to robisz!Mieliśmy być kumplami do końca świata i jeden dzień dłużej...nie zostawiaj mnie!
Nawet nie zauważył jak osunął się po zimnej ścianie lochów i zaczął szlochać zakrywszy twarz dłońmi.
Nie przypuszczał nawet,że całą scenę oglądała pewna gryfonka, która wyszła by skorzystać z toalety.
To co zobaczyła,ścisnęło ją za serce o wiele za mocno.Współczuła chłopakowi,jednak nie wiele usłyszała z ich rozmowy i nie bardzo wiedziała jaki teraz wykonać ruch.Podejść i spróbować go pocieszyć czy iść do łazienki i dać mu czas samemu uporać się z tym problemem?Biłaby się z myślami nadal,gdyby chłopak nagle nie podniósł na nią załzawionych oczu.
-Ile tu stoisz?Ciesz się,że widzisz mnie w takim stanie,teraz twój kochany Blaisik wyda ci się jeszcze bardziej cudowny. Idz sobie do niego i zostaw mnie w spokoju.Nie potrzebuje żadnego z was,żyjcie sobie razem szczęśliwi,a ja sobie tutaj posiedzę,aż zapłaczę się na śmierć.Tylko na mój grób nie przychodźcie ok?Bo będę was nawiedzał w sypialni. HAha,już mi odbija.
-A jeśli zostanę?-zapytała nieśmiało
-To Blaise jeszcze bardziej się wkurzy i nigdy mi nie wybaczy
-Czego?
-On uważa,że próbuje mu ciebie odbić.
-Przecież to szaleństwo.
-Wiem, to samo mu powiedziałem,on nie wie,że znasz prawdę i myśli,że specjalnie mieszam bo jestem zazdrosny.
-A nie jesteś?
-Nie no co ty.-Powiedział to pewnie,ale oczy zdradzały,że nie był do końca szczery.
-Spróbuje z nim pogadać i wyjaśnić mu to ok?
-Zrobisz to?
-Jasne.
-Dlaczego?
-Zawarliśmy sojusz,nie pamiętasz?
-Tak sojusz,w którym miałem ci pomóc z Blaisem,a nie ty mi.
-A co to za różnica,po prostu chcę ci pomóc.
-To prawda,co mówią o gryfonach...
-Co masz na myśli?
-Pomagacie każdemu,to leży w waszej naturze,czy to rodzina czy największy wróg,zawsze wyciągniecie pomocną dłoń?
-Dokładnie tak.A teraz wstawaj,mamy przyjaźń do uratowania.-Dziewczyna wyciągnęła w jego stronę rękę,aby pomóc mu wstać.Chłopak chętnie ją przyjął, jednak jego waga spowodowała,że zamiast wstać,pociągnął Hermionę na siebie i wpadła mu w objęcia.Sytuacja z boku musiała wyglądać nader komicznie,jednak nastolatkowie czuli się raczej skrępowani,próbując jakoś się podnieść.W końcu ślizgon uniósł lekko dziewczynę za nadgarstki i kiedy podniosła na niego twarz ich oczy znów się spotkały.I znów oboje poczuli to dziwne przyciąganie. Gryfonka nie mogła wyjść z podziwu nad głębią tego spojrzenia.Natomiast chłopak,zaczynał poważnie żałować tych wszystkich lat,kiedy zamiast na poważnie potraktować dziewczynę i zawalczyć o szczęście wolał torturować ją słowem i czynem bo tak bardzo nią gardził.
-Pieprzone słomki..-Mruknął cicho,jednak dziewczyna i tak go usłyszała.
-Co mówisz?
-Że trzeba się już zbierać,żeby Snape nie odebrał nam punktów.-Podniósł się z ziemi,przetarł wilgotne oczy i jednym ruchem postawił dziewczynę na równe nogi.Dziewczyna z kolei,zaskoczywszy samą siebie,podeszła do dziedzica i złożyła na jego policzku delikatny pocałunek i odeszła w stronę klasy.
-Pieprzone słomki!-Była to jedyna reakcja blondyna na gest brązowookiej.Tym sposobem dała mu odpowiedz na nęcące go pytanie.


-Granger,Malfoy nie wiem co zajęło wam tyle czasu,ale nie macie wyjścia dziś pracujecie w parze bo wszystkich innych już przydzieliłem.-Profesor Severus Snape zawsze był złośliwy i cyniczny,ale dziś dosłownie,choć nie świadomie, zakpił sobie z nich.
-Profesorze,a nie mogłabym pracować z Blaisem?-Odezwała się niepewnie gryfonka. Wszyscy wiedzieli,że od zawsze Snape troszkę ją przerażał.
-Nie Panno Granger,Blaise ma już partnerkę i jak widzę idzie im świetnie więc nie będzie im pani psuć współpracy.Siadaj z Malfoyem i do roboty,już!
Granger zdążyła jeszcze spojrzeć przez ramię z kim pracuje Zabini. Ginny?Czyżby dziewczyna sama zgodziła się na tę współpracę?Nie,na pewno nie.Chociaż,sama wspominała,że Blaise jej się podoba.Tak jak Draco. Jakie to wszystko pogmatwane.
-Hej pomóż mi sam nie będę pracował.-Głos Malfoya przywrócił ją do rzeczywistości.
-Wiem,już czytam instrukcję.
-OK
-Zrobimy tak,po zajęciach zagadasz gdzieś Ginny a ja pójdę z Blaisem do naszego dormitorium i wyjaśnię mu wszystko i powiem,że musicie się pogodzić.
-Noo dobra,zróbmy tak.
-Tylko bądź miły dla mojej  przyjaciółki,bo jak ją skrzywdzisz to mnie popamiętasz...
-I tak popamiętam..-Blondyn zrobił minę zbitego psa,jakby zapomniał się,że nie może okazywać dziewczynie prawdziwych odczuć.
-Co mówiłeś?
-Że sprawię aby było jej jak w raju.-Uśmiechnął się przy tym zniewalająco.
-Nie waż się do niej dobierać!-Gryfonka powiedziała to na tyle głośno,że parę osób się na nich obejrzało.
-A co Granger zazdrosna,że to nie tobie będzie dane dzielić,życie z tak wspaniałym kochankiem jak ja?
-Wcale,że nie.
-Wcale że tak.
-Nie
-Tak
-CISZA!-Nawet nie zauważyli jak za nimi pojawił się nauczyciel i gniewnie na nich patrzył.
-Szlaban,jutro o 20 proszę się do mnie zgłosić,a jak nie uważycie tego eliksiru W CISZY to go podwoje!
W sali zalegała cisza jak makiem zasiał,a wszystkie pary oczu zwrócone były na nich.Niestety,Blaise i Ginny również się gapili.Kiedy spojrzenia dziewczyn się spotkały Ginny prawie nie zauważalnie mrugnęła i posłała tej drugiej lekki uśmieszek.
-Wracajcie do pracy,tylko bez gadania.-Profesor nadal grzmiał nad ich głowami,jednak teraz w jego głosie czuć było zadowolenie,że im dopiekł i jakąś dziwną satysfakcję.
Reszta zajęć upłynęła im na zgodnej pracy w ciszy.Co jakiś czas tylko posyłali sobie nieśmiałe uśmiechy lub ukradkowe spojrzenia.
Kiedy w końcu oddali eliksir do oceny Hermiona spieszyła się,aby dogonić Blaise'a. Draco tymczasem,już "bajerował"" Rudą.
-Hej Blaise możemy pogadać?
-Jasne.
-Posłuchaj ja wiem,że jesteś cholernie wkurzony na Draco i jak to wszystko wygląda,ale muszę ci wyjaśnić,że między nami nic nie ma.Masz rację,że jest dupkiem,który zawsze musi postawić na swoim i mieć wszystko co najlepsze ale nie zapominaj,że również w jednej kwestii Malfoy jest kolekcjonerem tego co najwspanialsze.
-Co masz na myśli?
-Ciebie.-Widząc zdziwioną minę chłopaka,kontynuowała.-Jesteście przyjaciółmi od przypomnij mi kiedy?Od zawsze Blaise.Gdyby Draco na tobie nie zależało już dawno nie bylibyście kumplami,ta znajomość jest dla niego najważniejsza na świecie.
-Widocznie nie jest aż tak ważna skoro chce ją zniszczyć,jak zawsze pragnąc dla siebie tego co najlepsze.
-Może i masz racje,przesadził z tym sabotażem itp. ale nie możesz odmówić mu tego,że zawsze kiedy go potrzebowałeś,jak nikt inny był tam dla ciebie.Sam też przyznałeś,że oddałby za ciebie życie gdyby była taka potrzeba. Znajdź mi w Hogwarcie drugą taką osobę.
-Nie ma jej.
-No właśnie.
-Ale ty nie wiesz wszystkiego.Nie wiesz, co on próbuje zrobić.Nie usprawiedliwiaj go i nie ufaj mu bo zrobił do ciebie słodkie oczka.
-Eh to nie jest tak.Ja wiem,że się Draco nie podobam,on to wie i ty też powinieneś.On nie postawiłby na dziewczynę jeśli miałby w ten sposób stracić ciebie.Poza tym między nami nic nie ma.Słyszałam za to,że Ginny mu się podoba i bardzo dobrze bo ją chyba też do niego ciągnie.
-Serio?
-Tak Blaise,nie masz się czego obawiać,że smok stanie między nami.Możemy wszyscy w czwórkę się przyjaźnić i nic tego nie zepsuje.-Celowo użyła słowa przyjaźń, mając nadzieje,że chłopak zrozumie jej aluzję,że nie chce się zbytnio spieszyć.
-Może faktycznie zbyt mocno go potraktowałem.Jesteśmy kumplami od zawsze.Tyle razy smok uratował mi życie,że nawet nie zliczę.
-No widzisz!
-Ale teraz ty znów masz z nim szlaban,skąd mam wiedzieć,że nie będzie się do ciebie dobierał?
-A czemu miałby?
-Bo mu się podobasz?
-Myślałam że już ustaliliśmy,że jest między nami tylko kumplowska sympatia.Zaufaj mi nic się nie wydarzy.
-Mam nadzieje.-Ja też.-Dodała dziewczyna w myślach.
-Umówmy się,że powiedzmy w sobotę pójdziemy wszyscy razem na kremowe piwo,co ty na to?
-A nie moglibyśmy pójść tylko we dwoje?
-Kurcze ja tyle czasu już nie rozmawiałam z Rudą,chciałabym się z nią wreszcie spotkać i pogadać na spokojnie przed tym szlabanem.
-No dobrze a więc chodźmy w czwórkę.
-I pogodzisz się z Draco.
-Pogodzę się z Draco jak dasz się zaprosić na randkę.
-No...dobrze niech będzie.-W co ty się wpakowałaś Miona?! Malfoy kupi mi cały kontener kremowego piwa jak usłyszy przebieg tej rozmowy.


                                                                       *


W dormitorium prefektów panowała napięta jednak dość wesoła atmosfera.Działo się to za sprawą dwóch gryfonek,które przed wyjściem do Hogsmeade urządziły w salonie istny pokaz mody śmiejąc się do rozpuku. Ślizgoni z kolei patrzyli na to z lekkim politowaniem i zdziwieniem,że jednak osoba może posiadać, aż tyle ciuchów.Nadal się do siebie nie odzywali jednak już nie warczeli na siebie wrogo.
W pewnym momencie Ginny wyszła zza parawanu ubrana tylko w kusą małą czarną i niebotyczne szpilki a jej szyję "zdobiło" okropne boa we wściekle zielonym odcieniu.Pozostała trójka zastanawiała się skąd Ruda wytrzasnęła takie okropieństwo.Kiedy dziewczyna zaczęła tańczyć w rytm muzyki i kręcić szalem śmiejąc się,Miona niewiele się zastanawiając dołączyła do niej. Ginny podeszła do Blaisa i zarzuciła mu na szyje pierzasty dodatek i zaczęła kołysać biodrami dając mu do zrozumienia ,że ma zrobić to samo.Chłopak choć początkowo oporny w końcu dał się porwać i po chwili już tańczyli razem uśmiechnięci i rozbawieni.Wtedy Ginny ręką wskazała na Mionę,dając Blaisowi znać,że ona zatańczy z Draco i tym sposobem cała czwórka znalazła się na prowizorycznym parkiecie.Tańczyli tak sami nie wiedzieli ile co chwilę zamieniając się partnerami aż w końcu zapanowało takie zamieszanie,że nawet się nie zorientowali ,że Blaise tańczy z kolegą a gryfonki razem.Jak na trzy-cztery wszyscy wybuchnęli głośnym,niepohamowanym śmiechem i opadli bez sił na podłogę.Tak,niewątpliwie takie rozładowanie emocji było im wszystkim potrzebne.
-Ktoś mógłby pomyśleć,że przesadziliśmy z ognistą,nie sądzicie?-Powiedziała Hermiona,której pierwszej udało się opanować chichot.
-Tak, smok tylko po alkoholu daje się zmusić do wejścia na parkiet, więc trochę to podejrzane,że tak łatwo porwałaś go do tańca Ginny. Moje gratulacje.-Blaise podszedł i przybił z Rudą piątkę,na co wszyscy znów wybuchnęli śmiechem.
-Tak,ale to z tobą,tańczyło mu się najlepiej,zgraliście się jakby często zdarzały wam się takie dzikie pląsy!
-Smoku przykro mi ale ja....wole dziewczyny.-Chłopak posłał Granger zniewalające spojrzenie,na co a tylko się zaczerwieniła.
-Oj no dobra Blaise,nie chcesz mnie to nie. Chodź Ginny nie chcą nas tutaj.-Blondyn parsknął śmiechem i objął rudą w pasie.Kiedy nie poczuł żadnego protestu zrobiło mu się nawet miło.Zostawili dwójkę przyjaciół samych sobie.














czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 4



-Lucjusz Malfoy

Chłopak wręcz wstrzymał oddech.Tego się nie spodziewał.To wszystko zmienia.On nie chciał mieć z ojcem przyjaciela nic wspólnego,nie po tym wszystkim czego doświadczył w jego towarzystwie.Widział po dziewczynie,że dużo go kosztowało powiedzenie tego i otworzenie starych ran.Jeśli teraz nie okaże jej należnych uczuć zaprzepaści swoją szansę.
-Słuchaj Hermiona,ojciec Draco siedzi w Azcabanie,myślę że gorszej kary mu nie wymierzysz.Traci duszę,resztki człowieczeństwa i zmysły.Nie sądzę,aby był jeszcze sens się mścić na człowieku który praktycznie traci duszę.
-Ja to wiem.Nie chce się mścić,to nie ludzkie.Po prostu jestem bezsilna,kiedy pomyślę,że taki potwór,morderca wydał na świat dziecko,owoc miłości,jest w stanie robić takie rzeczy.Nie potrafię znaleźć w sobie odrobiny współczucia,ani wybaczenia dla niego.Przez to nienawidzę samej siebie.Bo przecież gryfon od początku ma zakodowane w sobie wybaczanie,miłosierdzie,odwagę i współczucie prawda?A ja boję się, że nie będę zdolna mu nigdy tego wybaczyć choćbym nie wiem jak się starała.
-Serio?Chłopak siedział zszokowany wyznaniem,był w stanie wydukać tylko to ciche niepewne pytanie.
-Ja nie znoszę Draco,za te wszystkie lata upokorzeń,które mi zafundował,ale myślę,że to tez dlatego,że jego ojciec doświadczał go w podobny,lecz o wiele bardziej dotkliwy sposób.Wpoił mu te wszystkie bzdury,razem z Czarnym Panem zrobili z niego wyprutą z uczuć maszynkę do nienawidzenia,a przecież on musi mieć serce,musi cierpieć tak samo jak ja czy ty prawda?Powiedz mi,że mam rację,że on nie jest tak bardzo zepsuty i najważniejsze powiedz mi Blaise,że nie mogę nienawidzić Draco za to co zrobił Lucjusz...powiedz,że mogę mu wybaczyć i żyć z myślą,że zrobiłam dobrze...
-Tylko,jeśli ty sama tego chcesz i uważasz to za słuszne.
-Nie wiem!Właśnie o to chodzi,że mam mętlik w głowie i nie potrafię tego rozstrzygnąć!Dumbledore powiedział,że obwinianie syna za uczynki ojca,jest nie mądre i krzywdzące.Czuję,że on ma rację,ale równocześnie, chcę by Malfoy cierpiał tak jak ja kiedy mnie poniżał.
-A nie sądzisz,że on właśnie każdego dnia przeżywa jeszcze gorsze katusze niż ty?Sama wiesz,że zostaliśmy przyuczeni i zmuszeni do bycia w szeregach Voldemorta. Żaden z nas nie pisał się na to.
-A skąd wiesz?Draco to cholerny dupek,jakoś nigdy mnie nie przeprosił za to wszystko i chętnie torturował naszych ludzi przed bitwą i podczas niej.
-Tak ale robił to na wyraźny rozkaz.Od tego zależało jego życie,zresztą nie tylko,również moje i jego matki.
-Dlaczego tak usilnie go bronisz?
-Draco nie zasłużył na żadne ciepłe uczucia z twojej strony,to fakt,ale na dozgonną nienawiść też nie.
-Czyli twierdzisz,że mam o tym wszystkim zapomnieć i żyć dalej akceptując,że mieszkamy razem i jesteśmy w jakiś tam stosunkach?
-Nie,nie każę ci zapomnieć,pamiętaj o tych wszystkich chwilach ale tylko dlatego,aby wciąż przypominały ci motywy jego działań kiedy znów cię zrani.Bo zrobi to napewno. Draco to Draco i mimo iż nie ma już czystości krwi i podziałów to nie sądzę aby nagle zapragnął się z tobą ożenić.Pewnie nadal będzie ci docinał i dogryzał,ale już bez nienawiści w spojrzeniu,kto wie może nawet się zaprzyjaźnicie?
-Nie chce jego przyjaźni!Ale twojej za to tak,udowodniłeś mi jaki z ciebie dobry człowiek i...wybaczam ci Blaise.
-Jezu Miona dziękuję!Nie zawiodę cię zobaczysz.-To mówiąc przytulił dziewczynę mocno,a ona o dziwo oddała uścisk.W ten oto sposób narodził się między nimi sojusz. Gryfonka wdychała zapach chłopaka jakby chciała go na zawsze zapamiętać.Kiedy spojrzała mu w oczy dostrzegła w nich rozbawione iskierki które podpowiadały jej,że on też cieszy się z zaistniałej sytuacji.W pewnym momencie Blaise pochylił się nad brązowooką w bardzo sugestywny sposób i poszukał w jej oczach przyzwolenia na to co miało się zaraz stać.Jednak w jej oczach czaił się niepokój dlatego chłopak w ostatniej chwili się wycofał.
-Pójdę już-mruknął zmieszany
-Blaise poczekaj.Możesz tu zostać jeśli chcesz.
-Poważnie?U mnie i tak śpi smok więc w sumie,czemu nie.Posuń się
Gryfonka zrobiła mu koło siebie miejsce,po czym odwróciła się w jego stronę i złapała go za ramię.
-Świetny z ciebie przyjaciel ślizgonie.-Pocałowała go w policzek,po czym odwróciła się do niego tyłem i zamknęła oczy.Mruknęła jeszcze tylko dobranoc.
Chłopak z kolei był zbyt zszokowany aby zasnąć.Co chwilę go zaskakiwała.Podobała mu się coraz bardziej i to o wiele za bardzo niż był w stanie przed sobą przyznać.Bał się tego uczucia jak cholera.A jeszcze bardziej tego odrzucenia i słów przyjaźń.Nie tego chciał.Pragnął,że by stworzyli dobre zgrane małżeństwo.Czuł jednak,że nie będzie to takie proste.Coś wyraźnie ją blokowało. Kiedy było już grubo po północy do głowy przyszła mu pewna myśl.A może ona się kocha w smoku?I dlatego tak się bije z myślami?Dość zaczynasz wariować.Granger nienawidzi smoka.I dobrze.Czyżbym był zazdrosny?On ma Rudą i to z nią będzie musiał dzielić życie.Ale widziałeś jak na nią patrzył.Jakby była jego.Przecież to niemożliwe.Oni się nienawidzą.
Nawet nie zauważyli kiedy wstał świt.
Ślizgon najdelikatniej jak potrafił szturchnął Hermionę w ramię aby ją obudzić.
Wstała,przetarła oczy i popatrzyła na niego z niepokojem.
-Posłuchaj Blaise najlepiej będzie jeśli pozostaniemy w zwykłych stosunkach,nie komplikujmy życia sobie i innym.
-Co?czemu się na mnie zamykasz?Nie odtrącaj mnie tylko dlatego,że jestem ślizgonem!
-Nie o to chodzi,ja po prostu nie chce wprowadzać cię w błąd.Zrozum!-Herm nawet nie zdawała sobie sprawy,że wydziera się na całe dormitorium o 6 rano.
-Zrozumiałem,jesteśmy tylko współlokatorami i nic więcej.
-Nie Blaise nie o to mi chodziło.
-A więc o co?
-Jest tu wiele rzeczy których jeszcze nie rozumiem i muszę wyjaśnić,nie chce cię odtrącać w żaden sposób..
-ok chodź tu daj Blaisowi przytulasa i możemy iść na śniadanie.
Dziewczyna znów z radością wtuliła się w jego silne ramiona,jednak coś przeszkadzało jej w rozkoszowaniu się tą chwilą.
-Co tu się dzieje?.-W tym momencie do dormitorium wszedł Draco
-EHMM właśnie rozmawialiśmy...
-Tak i dlatego Blaise nie wrócił na noc a teraz się obściskujecie?
-Czy ty smoku jesteś zazdrosny?
-o co?
-o mnie i Herm?
-Taaaak stary o niczym innym nie marzę jak rozbić ci twój idealny związek i pokrzyżować plan zasilenia świata małymi zabini-grangerami.
-Nie wiem o czym mówisz,stary naprawdę przeginasz!Blaise już prawie krzyczał na przyjaciela.
-Tak?to może wyjaśnisz,jej dlaczego tak zależy ci na akceptacji i jej sympatii?
-A może zajmij się rudą i nie wtrącaj w moje sprawy?
-A to teraz są już twoje sprawy?Nie poznaje cię Blaise.

Gryfonka stała z boku i po cichu przypatrywała się tej burzliwej wymianie zdań nie mogąc pojąć o co w tym  wszystkim chodzi.Kłócili się o nią tak jakby każdemu z nich zależał bardziej a przecież do niedawna była tylko szlamą w ich oczach.

-Nie zrobisz tego!-Gryfonka jakby obudziła się z transu jednak to co usłyszała wcale nie przybliżyło jej do zrozumienia chłopaków, wręcz przeciwnie kompletnie ją to skołowało.
-Powiem jej o naszej małej umowie z DUMBLEM i ciekawe jak wtedy zareaguje,ciekawe czy nadal będziecie się obściskiwać jak jacyś zakochani.
-Jeśli to zrobisz,ostrzegam cię,koniec naszej znajomości.
-To sam jej powiedz, chyba ma prawo znać prawdę!
-W swoim czasie smoku,daj mi zrobić to po swojemu.
-Nie
-Dlaczego?
-Bo to niesprawiedliwe,że ty dostałeś tę lepszą!
Kiedy to powiedział,zrozumiał jak wielki błąd popełnił. Hermiona patrzyła na nich zdumiona,nie mogąc się ruszyć. Ślizgoni mierzyli się groźnymi spojrzeniami a każdy z nich był gotów do ataku.
-Trzeba było o tym pomyśleć,zanim przez te wszystkie lata wyżywałeś się na niej!
-Ja?a ty to co?święta krowa?
-Ja przynajmniej chce zasłużyć na przebaczenie i godne życie i w przeciwieństwie do ciebie,mam na to duże szanse.
Z tymi słowami Blaise wyminął przyjaciela i wyszedł z komnaty.
-Na co czekasz biegnij za swoim kochasiem,GRANGER bo ci ucieknie.
-Najpierw powiesz mi o co chodzi.Nic nie rozumiem z waszej rozmowy,a te wściekłe spojrzenia nie pasują do was...jesteście przyjaciółmi...
-Najwyraźniej już nie.
-Dlaczego?
Przez chwilę walczył sam ze sobą i gdy ktoś po paru latach zadał mu pytanie dlaczego pomimo zakazu złamał zasadę i wyjawił jej prawdę,nadal cicho odpowiadałby "nie wiem".Prawda jednak była taka ,że Draco wbrew własnej woli,marzył o wybaczeniu i pełnej akceptacji ze strony gryfonki,bardziej niż o czymkolwiek innym.Czuł bowiem,że tylko ona może uratować go od potępienia na wieczność za jego haniebne czyny.Nie potrafił też wyjaśnić tej palącej zazdrości,kiedy widział ją z Blaisem.Zwalał to na pragnienie fizycznej bliskości i chęć dopieczenia kumplowi,jednak o tym razem oszukiwał samego siebie.
-Kiedy postanowiliśmy pojednać się,ze skrzywdzonymi przez nas ludźmi i odkupić swoje śmierciożerskie czyny Dumbledore zaproponował nam układ.Mieliśmy obiecać poprawę,ale i tutaj był haczyk.Profesor stwierdził,że nic tak nie jednoczy czarodziejów jak małżeństwo.Postanowił z nas czystkrwistych zakpić i wzorując się na naszych małżeństwach,tylko z członkami rodów,kazał obiecać,że zrobimy wszystko aby po zakończeniu szkoły poślubić ciebie i Rudą.W ramach totalnego pojednania!
-Co za bzdura,nie wierzę,aby Dumbledore wymyślił coś tak przebiegłego.
-A jednak
-Czyli ty masz ożenić się z Ginny, której nawet nie lubisz,a Blaise ze mną tak?
-Tak wypadło.-Blondyn przez sekundę popatrzył jej w oczy tak,że ujrzała tam żal,że to nie ona jest mu pisana. Gryfonka sama nie wiedziała co ma o tym myśleć.
-Przecież on wie że się nienawidzimy,jak mógłby chcieć tak zniszczyć nam życie?
-Mnie nie pytaj,ja prawie pobiłem się o to z kumplem
-Kurcze ale się porobiło.
-No mało powiedziane.
-Nie chce wychodzić za Blaisa...
-Nie?.-Mogłaby przysiądź,że dostrzegła w jego spojrzeniu ulgę.
-Nie,ja darzę uczuciem kogoś innego.
-Kogo?
-A co ciebie to obchodzi?
-Masz rację nic...ale może daj Blaisowi szansę?
-Czemu tak mówisz?
-Bo on się zmienił,jest dobrym facetem i naprawdę może cię uszczęśliwić.
-Naprawdę chcesz abym z nim była?
-Nie,tak naprawdę chce żebyś była ze mną!Haha,ale masz minę,tylko żartowałem!
-Jeju już się wystraszyłam,nie żartuj z tego proszę
-Ok nie będę,po prostu daj mu szansę a nie pożałujesz.
-Ok Malfoy tak zrobię,pod warunkiem,że ty dasz szansę mnie.
-Tzn?
-Przestańmy się nienawidzić,pomóż mi z Blaisem a ja pomogę ci z Ginny.
-HM...ok niech stracę.
Popatrzyli sobie głęboko w oczy sami nie wiedząc co myśleć o tym dziwnym sojuszu.
Jakie on ma piękne oczy-nawet nie wiedziała jak ta myśl znalazła się w jej głowie i to już nie pierwszy raz.
Ślizgon utopił się w tym jej brązowym spojrzeniu i mógłby tak stać wieczność.Teraz kiedy już zrzucił ten ciężar,powinno mu być lepiej,jednak miał dziwne uczucie,że właśnie wplątuje się w coś niebezpiecznego i niewłaściwego.Jednym ruchem stanął przed gryfonką i przytulił ją do siebie.Ona zaskoczona tylko wtuliła się w niego bez słowa protestu i stali tak chłonąc siebie nawzajem,sami nie wiedzieli ile.
Kiedy w końcu się od siebie odsunęli,każde pognało w inną stronę nawet na siebie nie patrząc.


Coś dziwnego się stało,jakby nagle wszystko stało się równocześnie prostsze, ale też coraz bardziej zagmatwane.Bez własnej woli wplątali się w dziwny trójkąt miłosny, w którym, każdy mógł wygrać,ale równie dobrze każdy mógł stracić o wiele więcej niż kilka galeonów.
Dla Hermiony kilka rzeczy stało się jasnych.Wreszcie zrozumiała motywy ich postępowania,jak i swoje również,ale nie mogła pojąć jak dyrektor śmiał zrobić im coś takiego?Może nie widział innego wyjścia?Próbowała go rozgryźć,ale wciąż jej się to nie udawało.No i pozostaje jeszcze Draco i to dziwne przyciąganie,podsycane latami nienawiści.Co powinna zrobić?Wyjść za Blaisa,dać się porwać kiełkującemu uczuciu?Udawać,że blondyn nic dla niej nie znaczy?A znaczy?Sama nie wiedziała...kiedy patrzyła mu w oczy czuła,że może wszystko i nikt inny się nie liczy.Jednak to Blaise rozumiał ją najlepiej,no i to on był jej pisany.Z kolei Draco,miał w sobie coś z niegrzecznego chłopca, tacy zawsze podobali jej się najbardziej.Choć przecież,jeszcze nie uporała się z kotłującymi w niej emocjami,żal po stracie przyjaciela,poczucie winy,chęć zemsty.No właśnie zemsty.Jedną przynajmniej decyzję już podjęła.Nie będzie oceniać dziedzica przez pryzmat postępków jego ojca.Da mu w miarę czystą kartę jeśli tylko udowodni,że jej chce i żałuje tych wszystkich lat nienawiści.
Wreszcie nastąpił jakiś przełom. Draco nie był może super dumny z tego,że wyjawił jej prawdę,ale jeszcze bardziej,że zachował się jak dupek chcąc odbić ją kumplowi. Musi go przeprosić i obiecać,że nie będzie sabotował jego starań o gryfonkę. Choć w sumie chciał,aby teraz kiedy już zna prawdę,wybrała jego.Chciał na to zasłużyć.Nie wiedział jak ma to zrobić i nie stracić i dziewczyny i przyjaciela,a przede wszystkim szansy danej mu przez dyrektora,ale chciał to zrobić i tak.
Jednak życie jeszcze nie raz namiesza mu w planach...



piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 3

Uczta,jak zawsze pyszna i syta,minęła gryfonce aż za szybko.Nawet po licznych prośbach,groźbach i błaganiach nie zdołała przekonać Ginny aby zamieszkała razem z nią i ślizgonami.
-Proszę cię Ginn,zrobię wszystko, nie każ mi zostać z tym problemem samej..
-Zrozum mnie Miona to są ślizgoni,przebrzydłe kreatury,nie chce mieć z nimi nic wspólnego.
-Ja też a nie mam wyboru-nie dawała za wygraną brązowooka
-No własnie,a ja mam i już go dokonałam
-Proszę,pomogę ci w nauce,zrobię esej dla Snape'a, przegadamy pół nocy o chłopcach,opowiesz mi kto ci się teraz podoba...
-Na pewno nie żaden z twoich ślizgonów
-Oni nie są moi,poza tym musisz przyznać,że Blaise jest przystojny-Herm próbowała ją podpuścić do zwierzeń
-E tam jak już miałabym wybierać to wolałabym Malfoya
-Co?serio wybrałabyś tchórzofretkę?
-No pewnie,przynajmniej jest zwinny i lekki,mieści się w torebce..
Dziewczyny przez resztę drogi do dormitorium chichotały jak szalone,obgadując współlokatorów.
Kiedy już dotarły na 5 piętro,pod wrzeszczący obraz okazało się że chłopaków jeszcze nie ma,a byli im potrzebni do zapieczętowania,dormitorium tak,aby swobodny wstęp do niego mieli tylko mieszkańcy.

-Zawsze się spóźnią!
-A ty już musisz narzekać?jeszcze nawet nie zamieszkaliśmy razem..
-Kto się czubi ten się lubi-odezwał się namiętny głos przy uchu Ginny. Dziewczyna odskoczyła jak oparzona na ten dźwięk i zaskoczona spojrzała w oczy Malfoya. Stojący obok Blaise i Herm zaśmiewali się z przerażonej Weasley.
-Chodźmy już bo się ściemnia-powiedziała wesoło Granger na co ku jej uciesze wszyscy wybuchnęli śmiechem i podążyli za nią do komnaty.Każdy z nich odczuł to przejście jakoś inaczej.Gryfonki były zdenerwowane i podekscytowane,ślizgoni zaś,marzyli już tylko o tym aby dorwać się do słynnego barku prefektów i systematycznie go opróżniać.

-Postanowiliśmy z Draconem, że pozwolimy wam wybrać sobie sypialnie i udekorować pokój wspólny-Powiedział dumny z siebie Blaise,kiedy już cała czwórka rozsiadła się wygodnie w fotelach.
-Tzn. Blaise zdecydował,ja musiałem się zgodzić-naprostował Draco
-Oj no już nie dramatyzuj Malfoy, mnie Hermiona zaciągnęła tutaj praktycznie siłą-weszła mu w zdanie Ruda
-To i tak lepiej niż być zmuszanym do małżeństwa-warknął blondyn
-CO?-obie dziewczyny krzyknęły zdziwione
 -Ah nic kolega tylko tak bredzi,nie igraj z ogniem Draco-Blaise postanowił ratować sytuację
-OK już się zamykam 
-I dobrze
Dziewczyny patrzyły na tę wymianę zdań oniemiałe,nie bardzo wiedząc jak zareagować.W końcu Ginny się odezwała.-Ok nie wiem jak wy ale ja idę się rozgościć w moim nowym wymarzonym pokoju.Skrzywiła się paskudnie i wymaszerowała z pokoju.Blaise popatrzył jeszcze blondynowi w oczy i też wyszedł.
W tym momencie w salonie prefektów zapanowała,ciężka niezręczna atmosfera.
-Noo biegnij za nim,czemu nie lecisz za swoim kochasiem?Głos dziedzica ociekał nienawiścią.
-Powiedz mi o co w tym wszystkim chodzi,wiem że coś wiesz i że coś przed nami ukrywacie.
-Powiedz mi,co wiesz o ślubach wśród czarodziei czystej krwi?
-Co?Malfoy,jeśli zaraz wylecisz z jakimś tekstem w stylu "nie zasługujesz na Blaise'a bo jesteś zwykłą szlamą" to przysięgam,znów ci przyłożę.
-Jeeezu Granger!Nie bądź taka melodramatyczna.Chcesz sobie kochać Zabiniego,to go kochaj.Nie pobłogosławie wam,ale to nie o to chodzi.
Zaczerwienił się, a widząc to szatynka również spłonęła rumieńcem.Sam nie wiedział po co zaczyna ten zakazany temat.Chyba chciał się odegrać na Zabinim,za to że to jemu przypadła Granger.Może miał nadzieję że jak pozna prawdę to sama go wybierze?Co?przecież to szlama,nie zależy ci na niej.
-Halo ogłuchłeś?
-Nie sorry zamyśliłem się.Posłuchaj,zapomnij o tym co powiedziałem,niech zostanie tak jak jest.
-Nie kocham Blaise'a,skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?!
-Przecież widzę jak na niego patrzysz-Blondyn uśmiechnął się lekko widząc jej zakłopotanie.
-Jeszcze chwila a pomyślę,że jesteś zazdrosny Malfoy!
-Zazdrosny o Ciebie?Proszę cię,o szlamę?
-O i zwów to samo!Nic się nie zmieniło prawda?Nadal jesteś tylko bezdusznym,skurczybykiem,który nie liczy się z uczuciami innych.Powiem to głośno i wyraznie Malfoy!Masz się do mnie,nie odzywać,najlepiej w ogóle traktuj mnie jak powietrze,mam już dość twojej tyranii.Jak jeszcze raz mnie obrazisz pójdę do dyrektora,aby odebrał ci przywileje prefekta i napisał do twoich rodziców.A nie sorry,nie napisze,bo oni siedzą a Azkabanie,a i tak pewnie gówno ich obchodzi co zrobisz ze swoim życiem,bo już cie więcej nie zobaczą!Fajnie co Draco?Kiedy ktoś ci wytyka twoje błędy i słabości.Tylko widzisz,ty i twoi rodzice,mieliście wybór mogliście od razu stanąć po tej dobrej stronie i żyć jak ludzie,a ja nie miałam wyboru!Nie miałam wpływu na to w jakiej rodzinie się urodzę rozumiesz?Zazdroszczę ci tego,że możesz się szczycić swoim pochodzeniem,ale bardziej nienawidzę cie ,bo wiem że nigdy nie będę godna byś zaczął mnie szanować i nie postrzegać przez pryzmat szlamu!
Dziewczyna głośno zaniosła się szlochem i wybiegła do łazienki.
Chłopak stał przez chwilę w osłupieniu,po czym zaklął siarczyście i głośno dodał:Muszę się napić!
Kurczę ale mi dowaliła.Choć wszystko co powiedziała było prawdą...Taką,gorzką,niechcianą prawdą.
Przez sekundę poczuł coś na kształt podziwu,że mu wygarnęła,jak prawdziwa gryfonka.
Pół życia po niej cisnął,a ona nagle zaczęła się przejmować?
Z jej słów zrozumiał jeszcze jedną lekcję.Nie miała wpływu.Tak to prawda,jako jedyna z rodziny czarownicą.Co innego wszechmocni Malfoyowie. Czystokrwisty ród,chluba sliterinu.A gdzie są teraz?Gniją w Azkabanie gdzie de facto ich miejsce.
O wiele bardziej zabolały go słowa gryfonki z racji że wreszcie uświadomił sobie,że wybory ojca despoty zakochanego w Czarnym Panu,to na nim, najmłodszym odcisnęły największe piętno.Nie na matce,na nim...Ile to razy zamykał się w łazience prefektów między lekcjami aby uspokoić skołatane nerwy.Ile razy widział te ukradkowe spojrzenia rzucane w jego kierunku przez innych uczniów,ab nawet przez slizgonów."Syn śmierciożercy"-zdawały się mówić ich wrogie oczy,pogardliwe prychnięcia i uniesione wysoko brwi.Tak!Jest synem mordercy,ale czy naprawdę nikt nie widzi,że tak musi być?że gdyby mógł od razu zostawiłby to wszystko za sobą.Jak bardzo nienawidził ojca w takich chwilach."Rodzina ponad wszystko"-powtarzał.Pieprze taką rodzinę!On chce tylko akceptacji i świętego spokoju.Żeby ktoś lubił go i szanował nie za bycie Malfoyem,bo to akurat postrzegał za przekleństwo,ale za to jaki naprawdę jest i chciałby być.A Granger mu zazdrości!NAIWNA.Myśli,że ma gorsze życie.Ciekawe ile razy chciała ze sobą skończyć z bezsilnego żalu.Ile razy wiła się w konwulsjach na łóżku wstrząsana spazmami okrutnych łez,których nikt nie słyszał i nie chciał słyszeć.Ile razy potrzebowała głupiego uśmiechu kogoś życzliwego,żeby w ogóle podnieść się z kolan i zacząć nowy dzień.
Powinniśmy razem być.Taka para, przegrańców, których nikt inny nie akceptuje..Draco nawet się nie zorientował,że leży na dywanie a jego ciałem wstrząsają dreszcze.Bez słowa wstał i skierował się do sypialni Blaise'a.Strasznie mu falowało w oczach,ale nie dbał o to.Dziś upił się na smutno i ma gdzieś czy ktoś się o tym dowie.
U swojego przyjaciela w pokoju walnął się na łóżko,burknął "spadaj" i zapadł w sen.
Na ten widok jego ciemnoskóry kolega pokręcił tylko głową i wyszedł chcąc trochę podpytać pewną gryfonkę co znów smok zmajstrował,że aż musiał się tak nawalić.

Hermiona leżała już w łóżku,jednak cały czas w jej myślach pojawiał się widok płaczącego blondyna mamrotającego bez ładu i składu na dywanie.Jej rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi.
-Hej Herm mogę na chwilę?
-Tak siadaj
Chłopak od razu zwrócił uwagę na jej czerwone policzki i zapuchnięte oczy.
-Słuchaj...-nie bardzo wiedział jak ma podjąć temat.
-No powiedz to,ty też uważasz mnie za nic nie wartą szlamę?
-Hej już dawno tak nie myślę i ty też nie powinnaś
-Po co tu przyszedłeś?
-Pogadać,tak na spokojnie,może się trochę wytłumaczyć..Wiem,że od zawsze z Draco dawaliśmy ci  w kość,ale tak jak obiecałem w liście,to się zmieni i już nie będziesz przez nas cierpieć.
-A propo listu,dlaczego zrobiłeś z tego taką tajemnicę?
-Widzisz w przeszłości ważna dla mnie był czysta  krew i te wszystkie bzdury,arystokratyczne korzenie,układy itp.Jednak z chwilą ataku na Dumbledore'a we mnie i Draco coś pękło.Doszliśmy do wniosku,że wreszcie trzeba się uwolnić spod wpływu beznosego i stanąć po przeciwnej stronie barykady.Po tej dobrej stronie..
-A więc,otwarcie przyznajesz , że chcesz należeć do zakonu Feniksa?-Nie no bez przesady nie zamieniłem się z Pansy na mózgi.Nie kocham cudownego dziecka gryffindoru i nie ożenię się z rudą Weasley, ale po prostu zmądrzałem i podjąłem męską decyzję o przemianie.W momencie jak pierwszy raz zobaczyłem jak Lucjusz Malfoy rzuca w żonę crucio by zaraz to samo zrobić z synem i popija przy tym ognistą ze szklaneczki pomyślałem,że to chore.Robiłem w życiu straszne rzeczy,sam to wiem ale chyba nigdy nie byłbym zdolny do aż takiej nienawiści.Więc,pomyślałem,że nie mogę pozwolić Voldziowi zmienić mnie w kolejną swoją śmiercionośną zabawkę.Zrozumiałem również,że odkupienia mogę szukać u Dumbla tylko jeśli zrobię coś dobrego,tak naprawdę z całego serca.Poszedłem do niego,prosząc o wybaczenie i przysięgając posłuszeństwo jasnej stronie mocy,a on patrząc mi prosto w oczy odpowiedział-Nie
-Dlaczego?Przez cały czas karmił nas Profesor tymi przemowami o miłości,wsparciu,zaufaniu,o tym wszystkim czego Voldemort nie ma,bo służymy mu ze strachu.No więc przychodzę do Pana,wyzbyłem się strachu,wezmę odpowiedzialność,a Pan mi odmawia?
-Wiesz co odpowiedział?
-Że zmiana niesie ze sobą konsekwencję,ufa twojemu wyborowi,ale że powinieneś chcieć przemiany nie ze względu na kogoś tylko ze względu na siebie?Że jeśli już podejmiesz walkę to potem nie będzie odwrotu?Że musisz najpierw wybaczyć sobie,a dopiero potem przejść do czynów?że będzie to żmudny proces i często będziesz chciał zrezygnować,ale że perspektywa nagrody jest słodka?I że przede wszystkim wierzy w ciebie,ufa ci i szanuje twoją decyzję?
Chłopak patrzył na nią jak urzeczony,ale w oczach czaił się strach.
-Skąd to wszystko wiesz?
-Bo sama kiedyś usłyszałam od niego te słowa.
Po tym stwierdzeniu w pokoju nastała niezręczna cisza,obojgiem targały mieszane uczucia,jakby nie wiedzieli czy mają żałować,że się przed sobą otworzyli.Herm cieszyła się,że jednak znów dobrze kogoś oceniła.Blaise był w porządku,dodało jej to otuchy.Chłopak z kolei odetchnął z ulgą na myśl,że są do siebie aż tak podobni jak miał nadzieję.Posłuchaj Hermi..
-Hermi?-przerwała mu zdziwiona dziewczyna
-Nie chcesz abym się tak do ciebie zwracał?-Blaise wyglądał na urażonego
-Nie nie o to chodzi,po prostu...miałam kiedyś przyjaciela,właściwie kogoś więcej..on został zabity z rąk śmierciożercy,a ja nic nie potrafiłam zrobić.On był mugolem,nie mógł się obronić a ja tylko stałam i patrzyłam jak napastnik rzuca na niego Avadę.Wrosłam w ziemię rozumiesz?nie byłam zdolna obronić tak drogiej mi osoby przez złem którego nawet nie rozumiał!Morderca ściągnął maskę i wtedy kiedy spojrzałam na zimne oczy,wyprane z emocji,załamałam się.Alex-bo tak miał na imię był jedyną tak bliską mi osobą i on właśnie tak do mnie mówił,właściwie pierwszy tak zaczął do mnie mówić.Stwierdziłam,że skoro w krytycznym momencie nie potrafię wstać i zacząć wymierzać ciosy,których inni mi nie oszczędzają,to w sumie po co ja żyję?Próbowałam się zabić jednak,nawet w takim momencie nie potrafiłam doprowadzić sprawy do końca...myślałam cały czas o tej pustej,żałosnej twarzy...
-Mogę wiedzieć kto to?-spytał nieśmiało ślizgon
-Po co?wątpię żeby dla ciebie miało to znaczenie
-Try me.
-Blaise to był....mojego przyjaciela zabił Lucjusz Malfoy...

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 2

Nie zdążyła jednak...
-Hej Hermiona tu jesteś!Harry już schwycił ją w niedzwiedzim uścisku tak,że aż zabrakło jej tchu.
-Harry postaw mnie,bo się zaraz uduszę!Wykrzyknęła dziewczyna ze śmiechem,po czym podeszła do Rona i Ginny i z nimi też się przywitała choć już mniej wylewnie.
Wtem znów w tłumie mignęła jej blond grzywka i wysoka postać ciemnoskórego ślizgona.Zmierzali w ich kierunku.Oho,zaraz się zacznie-Pomyślała dziewczyna.
Ku jej zdziwieniu Malfoy udał,że jej nie widzi a Blaise ledwo zauważalnie skinął głową i posłał jej blady uśmiech.W jeszcze większą konsternację wprawił Herm fakt,że ani Harry ani Ginny nie wydawali się,być tą sytuacją zdziwieni.Czyżby oni też dostali taki list?Niee przecież to nie możliwe!Z rozmyśleń wyrwał ją głos konduktora,nakazujący wsiadać.Jak zawsze zajęła miejsce w przedziale z przyjaciółmi,którzy o dziwo patrzyli na nią wyczekująco.
-Coś się stało?-zapytała drżącym głosem,nie do końca pewna czy chce poznać odpowiedz na to pytanie.
-Kiedy miałaś zamiar nam powiedzieć?-Głos Rona był przesycony urazą.
O Boże!A skąd on o tym wie?Nie mogę się wygadać Blaise przecież zabronił.Co?Blaise?To już nie ohydna kreatura,zboczeniec,paskuda i wredny pajac?
-Słuchajcie,przepraszam,napisał do mnie kilka dni temu,mało z tego zrozumiałam ale jest mi przykro,że wam nie powiedziałam,ale ten ślizgon...
-Co?jaki ślizgon,o czym ty mówisz?Wykrzyknął Harry z zdezorientowaniem malującym się na jego przystojnej twarzy.
-eee to właściwie o czym  wam nie powiedziałam?Po tych słowach Miona zaczerwieniła się,bardzo zakłopotana.
-No wiesz co!Myśleliśmy,że jesteśmy przyjaciółmi i że nie trzeba będzie prawie siłą tego z ciebie wyciągać.
-Ale czego?
-Tego że zostałaś PREFEKTEM NACZELNYM?
-AAAA o tym mówisz-odetchnęła z ulgą dziewczyna.
Przyjaciele spojrzeli na nią dziwnie i powoli posłali sobie znaczące spojrzenia mające mówić "ona jest dziś jakaś dziwna".Miona,chcąc jakoś uratować sytuację,odezwała się przymilnym głosikiem.
-Wybaczcie moi kochani,po prostu ostatnio w moim życiu tyle się dzieje i wyleciało mi z głowy.
-Tobie?nie możliwe!-znów ta kpina w głosie Ginny.Nie chciała tego dać po sobie poznać,ale zabolały ją słowa Rudej.No bo,czy to że,jest słynną Hermioną Granger to znaczy,że już nie wolno jej o czymś zapomnieć,spóznic się lub zaspać na zajęcia?To nie fair!!
-Spokojnie Herm nie gniewamy się-ugodowo odezwał się Ron,uśmiechając przy tym zachęcająco.
-Ciekawi mnie tylko kto został drugim prefektem..
Miona wpatrywała się w ciemnowłosego kolegę,jakby zobaczyła go po raz pierwszy w życiu.No jasne!Blase,został prefektem i Dumbledore zmusił go,do napisania tego listu i przyrzeczenia,że nie będzie jej już dręczył.W końcu będą razem mieszkać,a ona głupia myślała że chłopak sam zmądrzał.
-Myślę,że to Blaise Zabini ze Slitherinu-odezwała się tymczasem Ginny
-Skąd to wiesz?-Ginny była zdolną uczennicą,ale Herm nie podejrzewała,aby potrafiła wedrzeć się komuś do umysłu i przejrzeć myśli.Nie dawała jej jednak spokoju pewność w głosie Rudej,gdy dzieliła się z nimi swoimi spostrzeżeniami.
-Po prostu Staruszek zawsze był zaczepny,a postawienie na drodze jego ulubionej uczennicy,drugiej najbardziej znienawidzonej osoby ze szkoły,brzmi zupełnie w jego stylu.Poza tym gdyby to miał być Malfoy-ciągnęła-to już odjąłby Gryfonom z 50 punktów za samo stanie na peronie i oddychanie tym samym powietrzem co on.
-A od kiedy ty tak dobrze znasz ślizgonów?-spytała Miona z nutką rozbawienia.
-a od kiedy ty zatajasz przed przyjaciółmi ważne fakty?-odpowiedz Ginny była w podobnym tonie co jej własna.
Znów to dziwne uczucie-Ona wie!
-Dziewczyny nie kłóćmy się-pojednawczo odezwał się wybraniec
-ok
-ok
Żadna z nich więcej się nie odezwała,a jak się później okazało,był to dopiero początek ich konfliktu..
-Hermiona Granger ma się zgłosić w przedziale prefektów-jakiś młodszy gryfon oznajmił to szybko i wybiegł z ich przedziału nawet się nie oglądając.
Herm podniosła się z miejsca i posyłając im słabe uśmiechy,wyszła.
Nogi miała jak z waty,ale gdzieś w głębi duszy cieszyła się na to,że trochę zmieni otoczenie i pozna kogoś nowego,nawet jak tym kimś miałby okazać się Zabini.
Kiedy dotarła do przedziału,stanęła jak wryta i oniemiała.Na jednym z siedzeń praktycznie leżał Blaise,obok wyraznie zakłopotana siedziała Suzann Bones którą kojarzyła z numerologii,a dalej również półleżąc Malfoy.
Gdy wreszcie odzyskała mowę,uspokoiła oddech i odezwała się najpewniej jak potrafiła.
-Cześć,podobno ktoś mnie tu wezwał?
-Siadaj Hermiona nie mamy dużo czasu,Dyrektor kazał nam się tu spotkać i omówić wszystko jeszcze przed ucztą-w głosie Blaise'a wyczuła ciepłą nutkę,ale i coś jeszcze...
-Ale co mamy ustalać,co oni tu robią,dlaczego ja?-wyrzucała z siebie pytania jedno po drugim na jednym wdechu.
-Usiądz sobie koło mnie Granger przecież cię nie ugryzę-powiedział blondyn i jeśli ją słuch nie mylił było to pierwsze normalne zdanie jakie do niej wypowiedział od bardzo dawna.Zrezygnowana,ale i podniecona usiadła na brzeżku fotela,byle tylko nie stykać się z blondynem kolanami.
-Więc...-Blaise podjął znów temat- Dumbledore kazał nam ustalić patrole,sprawdzić czy wszystko opuścili pociąg,pomagać pierwszorocznym i poprowadzić razem korki dla słabszych uczniów.
-OK Blaise ja WIEM jakie są obowiązki prefekta naczelnego,ale co oni mają z tym wszystkim wspólnego?-to mówiąc zerknęła niepewnie na pozostałą dwójkę siedzącą w przedziale.
-ONI jak to określiłaś,są tutaj z tego samego powodu co ty-też są prefektami-tutaj Zabini posłał jej słodki uśmiech,od którego pewnie nie jednej ślizgonce zmiękły by nogi.
-hahaha nie bądź śmieszny,Malfoy prefektem?nie nie nie nie nie nie to nie prawda..
-Serio Granger?6 razy nie?aż tak cię przeraża współpraca ze mną?Poza tym Dyrektor wyznaczył mnie i Suzann do pomocy wam,widocznie już na starcie stwierdził,że sami nie dacie sobie rady.
-Nie damy rady Herm słyszysz to?-Ciemnoskóry ślizgon był widocznie rozbawiony tą całą sytuacją.-Tak jakbyśmy potrzebowali tych pokrak do pomocy.Znając życie będą nam tylko przeszkadzać.-Tu wykonał dziwny,dwuznaczny gest brwią co przyprawiło Herm o rumieńce na całej twarzy. Malfoy widząc nieudolne próby podrywu swojego przyjaciela,tylko prychnął pogardliwie,na co Suzann zaczerwieniła się jeszcze bardziej niż Herm.
-Ok,nic z tego nie rozumiem,wytłumacz mi proszę od początku do końca,o co chodzi.
-Gryfonka,nie byłaby sobą gdyby nie wiedziała wszystkiego naraz co?
-ok Blaise daj jej ochłonąć
-dobra już dobra
-Bo widzisz Mionko to było tak...
Wyjaśnił jej wszystko od początku,jak dostał sowę od Mcgonagall o prefekturze,że razem z nim Herm ma przygotować bal na rozpoczęcie jesieni,że Draco i Suzann mają pomóc...Choć,ciężko jej było to wszystko przyswoić i ogarnąć,w duchu musiała przyznać że cieszy się że może tak sobie siedzieć ze ślizgonami w przedziale i rozmawiać o szkole.Jedynym co ją martwiło,było czujne spojrzenie stalowych oczu które zdawało się przewiercać ją na wylot i zaglądać wgłąb jej zlęknionej duszy.
Wciąż nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.Czyżby rzeczywiście miała przez najbliższy rok współpracować z tymi ślizgonami?Niechętnie przesunęła wzrokiem po ich twarzach i skonsternowana stwierdziła jedno:jacy oni są przystojni!niestety..Blaise ze swoją ciemną cerą,długimi rzęsami i spojrzeniem figlarnym,które zdawało się mówić odważ się,będzie fajnie,zobaczysz...no i Draco-przejmująco blady,wyniosły,o stalowych oczach i burzy blond włosów których ułożenia nie powstydziłby się najlepszy mugolski fryzjer.
Dość!Powiedziała sobie w duchu.Nie roztkliwiaj się nam nimi,to twoi wrogowie.Oboje rzuciliby w Ciebie avadą gdyby zaszła taka potrzeba.Jednak gdzieś,w głębi czuła,że to nie do końca prawda,że oni nie są źli do cna.Ta współpraca może okazać się owocna.Miała nadzieję,że taka się okaże,bo wtedy mogłaby powiedzieć,że ktoś ją akceptuje,że komuś na niej zależy.
-Hej jesteś tam?To znów Zabini próbował zwrócić jej uwagę.
-tak,tak słucham cię Blaise
-Oho widzę,że szybko się uczysz Hermiono,cieszę się że wreszcie zaczynamy dochodzić do porozumienia.Na początku myślę,że powinniśmy się bliżej poznać,pogadać...co ty na to Hermiono?
-tak masz racje Blaise,ale najpierw odpowiedz mi szczerze na jedno pytanie..-spojrzała na niego wymownie próbując odszukać jakiś zaczątek przyzwolenia w jego oczach,nic takiego jednak nie znalazła.Zamiast tego chłopak patrzył na nią z niemą prośbą.Nie wspominaj o liście-zdawał się mówić.
-Czy....czy myślisz że podadzą dziś puddnig?Idiotka!Pudding?a co go może obchodzić pudding?
-eee tak z całą pewnością...jak co roku na pierwszej uczcie.Nie zauważyłaś?
-widocznie wyleciało mi z głowy,wybacz
-Nie masz się co martwić,ja też się stresuje tą nową rolą.
-A czy to był pomysł Dumbledore'a aby Malfoy i Suzann nam pomagali?
-Tak a co myślisz,że z własnej woli zamieszkałbym w jednym dormitorium z tym pacanem?Draco był wyraznie rozbawiony tą sytuacją.
-hmm a czy wy przypadkiem nie mieszkaliście we dwójkę od początku szkoły?
-noo tak ale wiesz,mam lepsze rzeczy do roboty niż dotrzymywanie towarzystwa kumplowi który patroluje korytarze z taką sz...
-szlachetną gryfonką tak Draco?-tu posłał kumplowi ostrzegawcze spojrzenie.
-tak własnie gryfoneczką!-tu jego głos stał się przesłodzony do granic możliwości.
-ekhem-Hermi peszyła się gdy tak o niej mówiono
-to może ja i tak urocza gryfonka sobie pójdziemy a wy tu sobie resztę obgadajcie,a potem Blaise mi wszystko powtórzy..
-Nigdzie z tobą nie idę!-zaperzyła się brązowooka. Malfoy tymczasem parsknął smiechem,i zaczerwienił się a dziwne ogniki błysnęły w jego oczach
-ale ja wcale nie mówiłem o tobie Hermiono.Udawał zakłopotanego i wskazał na Suzann pochrapującą w kącie.
O boże,ale się zbłazniłam...
-TAK WIEM to byl tylko sarkazm..
-ekhem,jasne,dobrze wiem że marzysz o mnie po nocach Granger
-wcale nie
-wcale tak
Przekomarzaliby się tak dalej gdyby nie uważne spojrzenie jakim Blaise obdarował Dracona,przez co tamten znów się zaczerwienił.
Cholera-pomyślał Blaise,on chce mi ją ukraść!Przecież nie tak się umawialiśmy,miał wybór dokonał go i klamka zapadła.Ale czy na pewno?Patrząc na te dwójkę znów warczących na siebie jednak bez zwykłej wrogości,poczuł się dziwnie.Jakby własnie na jego oczach ktoś rozbierał wzrokiem jego najlepszego kumpla i jego przyszłą narzeczoną.Musi im przeszkodzić.
-Dobra spokój-jak na komendę wrogowie spojrzeli na niego,ale tylko Draco zauważył irytację przyjaciela.Strasznie go to rozbawiło.Nie siedzieli tu 5 minut a on już był o nią zazdrosny...Postanowił wtedy że troszkę się zabawi kosztem przyjaciela.Przysunął się do gryfonki i teatralnie przeciągając,objął ją ramieniem.Nie zdążył jednak nawet spojrzeć na kumpla a już musiał masować sobie obolały policzek.
-Możesz pomarzyć Malfoy!-krzyknęła dziewczyna z czerwonymi policzkami i wybiegła na korytarz.
-Huhu będzie ciekawie nie ma co-stwierdził filozoficznie Blaise,choć w głębi duszy musiał przyznać,że cieszy się,z reakcji dziewczyny.Zaczęła podobać mu się coraz bardziej...


niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 1

ROZDZIAŁ 1

Hermiona jak co roku 29 sierpnia pakowała swój kufer i torby podróżne,by już za 2 dni rozpocząć ostatnią przygodę w szkole magii i czarodziejstwa w Hogwarcie.Bardzo cieszyła się na powrót do ukochanej szkoły.Kilka dni przed powrotem coś nie dawało jej spokoju. Mianowicie list jaki otrzymała od jednego z kolegów.Choć nazwanie go kolegą,było "małym" niedopowiedzeniem.Owy ślizgon nienawidził jej z powodu szlamowatej krwi,prawie równie mocno co jej największy wróg - Draco Malfoy. Autorem listu był oczywiście Blaise Zabini. Ich wieczne docinki zawsze sprawiały jej przykrość,jednak to zawsze Malfoy był tym który ostatecznie doprowadzał ją do łez. Zabini czasem musiał go hamować żeby nie obrzucił jej zbiorem niewybrednych wyzwisk,była mu wdzięczna jednak wiedziała że nie ma co robić sobie nadziei,chłopakiem powodowała po prostu litość.Kto by chciał taką SZLAMĘ...nie lubiła myśleć o sobie w ten sposób,gdzieś w głębi duszy pragnęła ich akceptacji,jego akceptacji.Żeby przestali patrzeć na nią jak na brudną mugolaczkę a zobaczyli mądrą,zaradną,zabawną dziewczynę..

Gdyby ktoś ja kiedyś zapytał czego właśnie potrzeba jej do szczęścia bez wahania  odpowiedziałaby że właśnie akceptacji.Pragnęła,by ślizgoni docenili jej najlepsze cechy charakteru,a pozostali uczniowie nie patrzyli na nią tylko jak na brzydką kujonicę,od której można do woli ściągać eseje bo i tak się nie przeciwstawi.Niestety sytuacja wyglądała podobnie nawet z jej przyjaciółmi.A przecież gdzieś w głębi CZUŁA,że wcale tak nie chce,nie w ten sposób żyć i być postrzeganą..

Drżącymi rękoma pochwyciła kopertę,ciekawość zwyciężyła z dumą.To, co przeczytała o mało nie  zwaliło jej z nóg!Musiała trzy razy prześledzić tekst,żeby dotarł do niej sens słów.

"Droga Hermiono!"-przeczytała na głos nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Droga?Hermiono?W tym momencie musiała jeszcze raz spojrzeć na nadawcę listu bo nie mogła uwierzyć że takie słowa wyszły spod pióra znienawidzonego ślizgona.

-"Jak Ci mijają wakacje?Mam nadzieję że wszystko ok i cieszysz się z otrzymanej odznaki prefekta naczelnego..."Co?skąd on wiedział?Nikomu o tym jeszcze nie mówiła,nawet Harremu!-myślala rozgorączkowana gryfonka.

Pózniej jedząc z ojcem kolację wciąż miała w uszach słowa ślizgona:

"Wszystko zmieni się w tym roku,obiecuje,nigdy więcej nie usłyszysz szlamy z moich ust"

"Sprawię,że ten ostatni rok w szkole będzie twoim najlepszym!"

Hermiona ze zgrozą zorientowała się że nauczyła się jego listu na pamięć i co jakiś czas przywołuje urywki w pamięci z delikatnym uśmiechem błąkającym się po twarzy.

-O co mu chodzi?-głowiła się przez kolejne dni które można powiedzieć upłynęły zbyt szybko ale równocześnie tak się wlekły...

Ani się spostrzegła a już stała z tatą na peronie szukając wzrokiem przyjaciół z rudymi włosami.Pierwsze jednak co dostrzegła to wysoka,umięśniona sylwetka z blond włosami.Postanowiła szybko umknąć w przeciwną stronę.Nie zdążyła jednak...