Urwanie głowy,przepraszam.Dziś bardzo krótko,w sobotę mam wesele,więc myślę,koło środy kolejny.
Miłego!
Gdy tylko do Hermiony zaczęły docierać strzępki minionego wieczoru,otworzyła oczy i od razu zorientowała się,że jest w pokoju sama.Zniknął.Mogła się tego domyślić.Ciężko byłoby im teraz spojrzeć sobie w oczy.Nie po tym jakie gesty wykonali wczoraj i nie po tym jakie słowa padły.Wszystko poszło nie tak jak tego chciała gryfonka.Kierowała się przede wszystkim dobrem chłopców,ale też z samolubnego strachu zrobiła to co zrobiła.Zachowanie blondyna też ją zaskoczyło,ale nie do końca...przecież to ślizgon,a oni są troszkę narwani,nieprzewidywalni i rozchwiani emocjonalnie.
Dziewczyna wstała z łóżka,poprawiła guziki bluzki,spojrzała w lusterko i aż jęknęła.Malinka na szyi zdawała się kpić z jej poczynań.Jakby cały świat uważał,że nagle mimo że postępuje dobrze,to i tak robi źle.Dla niej samej nie do końca miało to sens.Skrzywdziła Draco,skrzywdziła Blaisa,Ginny pewnie ją znienawidzi...
Wszystko się popieprzyło!Z bezsilnością cisnęła lusterko na łóżko.Pech chciał,że odbiło się od gładkiej powierzchni,spadło na ziemię i...pękło na dwie części.Brązowowłosa jęknęła i upadła na kolana koło łóżka,podniosła jeden odłamek i przejrzała się w nim.
Taka właśnie jesteś Hermiono - pomyślała - złamana,uszkodzona,nic nie warta-do wyrzucenia.
Łzy bezwiednie popłynęły jej po policzkach,a pojawiło się ich jeszcze więcej gdy zaczęła rozpamiętywać wydarzenia,które jak jej się wydawało,zniszczyły życie wielu osób.
-Muszę ci coś powiedzieć.-Draco między pocałunkami i lizaniem jej szyi próbował jej coś przekazać.Ale ona nie chciała słuchać.Chciała tylko czuć,odegnać te złe emocje od siebie.Zdradę Blaise'a i Rudej,nieszczęśliwe choć odwzajemnione zakochanie,wszystkie inne niepowodzenia.Śmierć Alexa...Alex kochany,gdzie teraz jesteś?Momentalnie jej nastrój się zmienił.Nadal była napalona jak diabli,ale teraz przepełniała ją również gorycz rzeczywistości.Zaraz pójdzie na całość z synem mordercy dawnego ukochanego.A myślałam,że to już za mną.Widocznie nie...-Draco...poczekaj.-Próbowała bardzo delikatnie zrzucić go z siebie i powstrzymać to,o czym tak naprawdę marzyła od dawna.
-Nie,ja pierwszy.-Spojrzał jej w oczy.Te cudowne,stalowo-szare oczy,jak kamienne posągi uwielbienia dla jej osoby,wpatrywały się z takim uczuciem,że aż zrobiło jej się słabo.Delikatnym ruchem nosa potarł jej własny,zmuszając do ponownego kontaktu wzrokowego.Nie chciała tego robić.Wiedziała,że prosto w oczy nie będzie w stanie skłamać.A musi.Ich życie razem nie ma szans bytu.Przygodny seks,tak.Skradzione pocałunki,od czasu do czasu potajemne spotkanie w składziku na miotły,tak.Ale nie stały związek.Nie za taką cenę.Odkupienie ich win.To jej cel,bez względu na cenę.Draco może tego nie zrozumieć,ale może z czasem jej wybaczy.Jeśli nie,trudno.I tak życie bez niego będzie bezdennie puste,więc przynajmniej nie będzie osamotniona w bólu.Na pewno z Blaisem będą metodycznie dzień po dniu upijać się i nienawidzić coraz bardziej.W końcu to ona cały czas wpaja im,że trzeba z uporem maniaka realizować plan Dumbledore'a,bez względu na cenę.Może sama wtedy tego nie dostrzegała,ale byłą taka sama jak Dyrektor.Zaślepiona celem,który gdzieś tam majaczył,ale niósł wiele ofiar.I choć dziewczynie ciężko było wyobrazić sobie,że mężczyzna z uśmiechem skazuje ich na męczarnie,wiedziała że dokładnie tak było.Ten stary dupek przewidział wszystko.Ale ona nie da się tak łatwo pokonać.Złamie serce blondynowi,aby ocalić jego duszę,to jedyne rozwiązanie.
-Ok,mów...-Spojrzała na niego przelotnie,ale potem utkwiła wzrok w przestrzeni za nim,niezdolna skupić wzroku na twarzy,którą tak szybko pokochała.-Ja...chcę,aby ta noc była wyjątkowa,tak jak i ty jesteś wyjątkowa.-Hermiona "suka" w jej głowie przewróciła oczami,rozpaczając nad brakiem zdolności oratorskich ślizgona,ale również uśmiechnęła się.Równocześnie pomyślała,że nie miałaby nic na przeciwko,gdyby raczył ją takimi ckliwymi mówkami codziennie tuż przed,tuż po,a nawet w trakcie.Ale na to nie ma szans.Jego głos po raz kolejny wyrwał ją z zamyślenia.-Jak już mówiwiłem...jesteś wywyjątkowa,a ja chyba...-NIE! NIE!Nie mów,że w takiej chwili się jąkasz...chcesz wyznawać miłość?Oszaleje.W myślach walnęła się otwartą dłonią w twarz i ponownie skupiła wzrok na chłopaku.-Draco nie...nie mów czego czego będziesz,będziemy żałować.
-Tego na pewno nie będę żałować.Zakochałem się w tobie.-Zmroziło ją z jaką pewnością tym razem brzmiał jego głos.Jakby jej delikatny protest dodał mu odwagi.Już.3 sekundy monologu i już po wszystkim.Karty odkryte.Gdzie fanfary?Powinna płakać,ze szczęścia,albo drżeć z pożądania,a nie być przerażoną i zdegustowaną.Zdała sobie sprawę,że musi wyglądać idiotycznie z ustami rozwartymi jak u ryby i wybałuszonymi oczami.-Powiesz coś?Cokolwiek?Nie musisz odpowiadać tym samym,zrozumiem...ale co sądzisz?-Spojrzał na nią z nadzieją,nie ukrywając,że najchętniej usłyszałby to samo,a potem zajął się tym,co sam przerwał.
-Ja...nie czuję tego co ty.-Nadal się uśmiechał,ale oczy momentalnie zgasły.Patrzył chwilę,po czym wypuścił głośno powietrze i zsunął się z niej.Usiadł obok i walnął pięścią w ścianę.
-Wiedziałem!Trzeba było poczekać.Wystraszyłem cię tak?Odpowiedz proszę.
-Nie to nie to.Ja po prostu...cię nie kocham,przykro mi jeśli pomyślałeś inaczej,ale nie podzielam twoich uczuć,przepraszam.
-Nie wierze!To po co mnie tu wpuściłaś i prawie zaciągnęłaś do łóżka?No..zrobiłaś to dosłownie,ale po co?-Teraz już patrzył z jawnym niedowierzaniem i wrogością.Jakby wyczuwał,że go oszukuje,ale nie mógł zrozumieć dlaczego.
-To nie tak.Daj mi się wytłumaczyć.-W sumie nie miała zamiaru się tłumaczyć,nawet nie wiedziała co miałaby powiedzieć,ale postanowiła improwizować.-Chodzi o to,że...ja...
-Chodzi o Blaise'a tak?Temu skurczybykowi udało się ciebie rozkochać tak?
-TAAK!Właśnie...skoro i tak mam za niego wyjść,postanowiłam,bardzo się do niego zbliżyć i udało się!-Ochoczo pokiwała głową,uparcie nie patrząc mu w oczy,ale w myślach wyklinała go od idiotów.Jak mógł pomyśleć,że wybrałaby Zabiniego "wcale nie geja" zamiast niego,który uosabia wszystko czego chce.Malutki cień nadziei,że jej nie uwierzył,zgasł,gdy blondyn smutno pokiwał głową,oparł głowę o ścianę i zamknął oczy.On stara się nie ronić łez.-Znów siarczyście przeklnęła w myślach.Zgarnęła dłoń blondyna do swojej z nadzieją,że jej nie odtrąci.Tak się nie stało.Chłopak siedział nadal bez ruchu,jakby nawet nie zauważył jak oparła głowę o jego ramię i również zamknęła oczy.Siedzieli w ciszy dłuższą chwilę.W końcu odezwał się.
-Dlaczego skłamałaś?-Jeeest!Wreszcie zrozumiał,mądry Drakuś!-Dlaczego kiedyś powiedziałaś mi,że jestem tym kogo chcesz,skoro chciałaś Zabiniego?-Jego głos był cichy i spokojny,ale czuła,że wewnątrz dygotał z emocji i złości.Wyrzucała mu głupotę i łatwowierność.-Nie chciałam cię ranić...
-A teraz to niby co robisz?Z resztą nieważne.Obiecuję,że więcej cię nie tknę,nie będę przeszkadzał wam w realizacji planu Dyrektora i uwije szczęśliwe gniazdko z Weasley.-Gdy to usłyszała,z trudem zmusiła głos,aby nie zadrżał,gdy po raz ostatni odegra rolę na hipokrytkę roku.-Dobrze więc,ja z Blaisem,ty z Ginny...wreszcie jest tak,jak być powinno.
-Naprawdę?Jesteś pewna?
-Tak,ty tez powinieneś.-Wreszcie na niego spojrzała.Już się uspokoił,ale oczy jarzyły się niezdrowym blaskiem,jakby czaiło się w nich jakieś niewypowiedziane błaganie.Nawet się nie spostrzegła,gdy chłopak przechylił głowę i błyskawicznie złączył ich usta ostatni raz.Od razu instynktownie oddała pocałunek,nawet nie myśląc o konsekwencjach.Kilka sekund później blondyn rozłączył ich usta i spojrzał na nią z szokiem malującym się na twarzy.
-Powiedz to!-Jego krzyk trochę ją zaniepokoił,ale w sumie powinna się go spodziewać prawda?
-Co mam ci powiedzieć?-Gorączkowo myślała,że zaraz się wszystko wyda.
-Powiedz,że to nasz ostatni pocałunek!
-Tak.
-Co?Spójrz na mnie!-Ból w jego głosie łamał jej serce równie mocno jak ona złamała jego chwilę wcześniej.Mimo to popatrzyła na niego i powtórzyła dobitnie,nienawidząc samej siebie i Dumbledore'a,Voldemorta,Pottera...sama nie wiedziała,dlaczego Pottera i co on miał z tym wspólnego,ale w sumie dlaczego nie ?Jak już winić,to wszystkich.
-Tak,to był nasz ostatni pocałunek,od tej pory będę całować tylko Blaise'a a ty Ginny i tak będzie już zawsze.My będziemy teraz tylko kolegami z ławki i współlokatorami.
-Dobrze więc,żegnaj.-Z tymi słowami zostawił ją z dojmującym poczuciem winy i nienawiścią.Osunęła się po ścianie i załkała cicho.Potem widocznie usnęła bo nie pamiętała co działo się potem.
Gdy wszystkie obrazy i myśli wróciły do niej,nie pojmowała skąd wzięła wczoraj tylko odwagi,by zachować się tak bestialsko.Kłamała,ale dla wyższego dobra.Kiedyś wyjawi mu prawdę.Wyjawi mu ten lepszy scenariusz,który niestety został odrzucony przez życie i nie nadawał się do realizacji.Choć pasowałby idealnie.Oboje byli ambitni,skrzywieni przez wojnę,lekko pokiereszowani,jednak zdolni uleczyć siebie nawzajem.Namiętni,pełni pasji i uczuć dla siebie,choć skrywanych.
Doprowadziła się do porządku,cicho wymknęła się z pokoju i ruszyła na śniadanie do Wielkiej Sali.Jak podejrzewała,nie było tam ani blondyna ani dwójki jej przyjaciół,którzy jak się okazało,również nie grzeszą prawdomównością.Ale tym zajmie się później.Porządne śniadanie to podstawa dla uleczenia złamanego serca.Babcia jej to powtarzała,gdy kłóciła się z chłopcami w dzieciństwie.I tak już zostało.Przegryzała właśnie kanapkę z szynką,gdy zobaczyła Blaise'a z podbitym okiem idącego dziarskim krokiem w stronę stołu ślizgonów.Za nim kroczył Malfoy na widok którego wręcz serce jej zatrzepotało.Na końcu dziwnego korowodu widać było Ginny.Uśmiechała się i nawet jej pomachała,ale uśmiech ten nie dosięgnął oczu.Gdy przyjaciółka podeszła do stołu,Granger od razu ją dopadła i zaczęła wypytywać.
-Co się stało,kto mu to zrobił?
-Uspokój się.Draco go walnął,powiedział że ma się tobą opiekować dobrze,bo jak nie to poprawi mu drugie oko,poklepał go po plecach i tyle.No wiesz...faceci.-Hermionie momentalnie zachciało się śmiać gdy zobaczyła przyjaciółkę przewracającą oczami w tak charakterystyczny dla siebie sposób,ale zaraz zganiła się w myślach za swoją bezduszność.To przez ciebie oberwał,głupia.
-I tyle?Ginny, jak na naczelną plotkarę Hogwartu,jakoś mało wiesz...-Puściła do niej oko.-Ja natomiast mam nową świeżutką ploteczkę,chcesz posłuchać?-Spojrzała na nią chytrze.
-No jasne.-Ruda przysunęła się bliżej nieświadoma swojej niechybnie zbliżającej się klęski.
-Więc...podobno,ale to tylko plotki...Ginny Weasley i Blaise Zabini mają romans za plecami swoich przyjaciół.
-Ale suka z tej Weasley....nie no Miona ja cię przepraszam...chcieliśmy wam powiedzieć.Sama wiesz,że ciężko jest realizować ten plan..idzie oszaleć,a ja...się zakochałam.
-Szkoda,bo od teraz nie wolno ci go tknąć.
-To znaczy?Zdefiniuj "tknąć"?
-Nawet o tym nie myśl.Zabini od teraz jest mój i...Malfoy jest twój na poważnie.Jeśli usłyszę,że znów się spotkacie,choćby na niewinne buzi-buzi...Dyrektor się o tym dowie.Przykro mi,ale nie ma wyboru.Trzeba wbrew woli zrobić Dumbledore'owi dobrze,jak ty to lubisz mówić.
-Ty tak serio?Co na to twoje serce?Skacze z radości jak mniemam?-Zrobiła sceptyczną minę,jakby wcale nie chciała słuchać koleżanki.
-To jest nie ważne.Pamiętaj,ściany mają oczy i uszy.-Przytuliła dziewczynę i szepnęła jej do ucha.-Prześpij się z nim a cię uduszę.-Spojrzała na nią porozumiewawczo dając do zrozumienia,którego z przystojniaków ma na myśli.
czwartek, 17 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
Rozdział 15
Witajcie!Krótko(jak zawsze),ale też trochę nudno.Nie zrażajcie się jednak,rozkręci się.
Miłych wakacji wszystkim i niezmiennie proszę o komentarze;)
Enjoy!
Życie w Hogwarcie po balu,uległo kilku zmianom.Na korytarzach widywało się więcej par trzymających się za ręce.Maślane oczy strzelające iskrami szczęścia zdawały się być dosłownie wszędzie.Nawet ślizgoni nie byli odporni na magię,jaką promieniowała sala balowa,gdyż odpuścili ciągłe przekomarzanie z gryfonami na rzecz bardziej przyjemnych rozrywek.Uliczki zamku przypominały teraz jakby walentynkowy krajobraz,od którego niekiedy aż robiło się nie dobrze. Draco niejednokrotnie wybierał dłuższą drogę do dormitorium byleby tylko spotkać mniej rozentuzjazmowanych małolatów,którym najbardziej przydałby się osobny pokój.To samo zresztą robili jego współlokatorzy.Kiedy już znajdowali się w bezpiecznych ścianach swojego azylu,oddychali z ulgą i pogrążali się w rozpaczy.Prócz Hermiony.Ona zdawała się być odporna na to wszystko co się działo,choć dla wnikliwego obserwatora jasnym byłoby,że jej też nie leży zaistniała sytuacja. Ginny i Draco zdystansowali się od niej,co tłumaczyła nawałem zajęć i chęcią pobycia razem,ale ona wiedziała,że nie o to chodzi.Nie rozumieli jej zachowania względem Blaise'a i Draco i choć było jej przykro z tego powodu,wiedziała,że mają rację.Niby wszystko było w porządku,chadzała z Zabinim za rączkę nie szczędząc mu uśmiechów i drobnych czułości,ale żadne te znaki nie miały odzwierciedlenia w jej oczach.Było prawie tak samo źle jak na początku ich drogi.Tylko że wtedy nikt z czwórki przyjaciół nie wiedział o tajnych uczuciach reszty i roli jaką odgrywało każde z nich.Słodka niewiedza,wtedy była przytłaczająca,ale teraz byłaby błogosławieństwem.Skoro jednak wiedzieli,każde z nich wstawało każdego dnia z wymuszonym uśmiechem szło na śniadanie,potem zajęcia,krótki pobyt w ich salonie gdzie dzielili się mało istotnymi szczegółami i pospiesznie każdy szedł do swojego pokoju.Tam w ciszy wieczoru oddawali się rytualnemu wspominaniu czasów kiedy jeszcze mieli nadzieję na prawdziwy happy end.Choć nie było to wcale tak dawno,zdawało się być wieki temu.
Wspominała swoje nie-czarodziejskie szczenięce lata,wypełnione miłością,rodziną i prawdziwą beztroską.Jednak to szkoła,te mury sprawiły,że poczuła się na miejscu,dobrze w danym towarzystwie.
A teraz znów to minęło.Znów musiała walczyć,tym razem z samą sobą i o siebie.Znów każdy dzień był polem minowym,na którym każdy ruch musiała przemyśleć i wystudiować,by się nie pomylić.Czasem,gdy mijała się z Draconem na korytarzu,zapominała,że ściany mają oczy i uszy i uśmiechała się szeroko.Zaraz potem jednak przychodziło otrzeźwienie,rzucała kąśliwą acz przyjazną uwagę i obracała wszystko w żart,jeszcze bardziej kołując blondyna.Obiecywała sobie,że to ostatni raz.Ale tak dobrze było widzieć jego oczy pełne blasku,takiego jaki tylko jej osoba umiała z niego wydobyć.Było to nie do podrobienia.Widziała go,przez te wszystkie lata z chyba połową dziewcząt z zamku,widziała go z Rudą i nigdy jego oczy nie miały tego szczególnego wyrazu,który był zarezerwowany tylko dla niej.Wiedziała o tym,jak również o tym,że ślizgon też był świadom jej rozdarcia,pomiędzy tym co dobre,a tym co dobre.Ale nie przeszkadzał jej w realizacji tego cichego misternego planu.Po prostu nie wyraził sprzeciwu,a dla niej było to równoznaczne z akceptacją.
Ona rozdawała karty,a on jak i Blaise i Ruda,przyjęli je,takimi jakie były,bez możliwości negocjacji.Trwali w tym układzie,na zasadach,które nie do końca rozumieli. Gryfonka co i rusz ich zaskakiwała i krzyżowała szyki,ale wciąż biernie realizowali jej niemy plan zrobienia Dumbledorowi dobrze-jak zwykła Ginny w myślach nazywać ten pokręcony układ.Już nie chodziło nawet o dotrwanie do końca roku,w tych fikcyjnych związkach. Hermiona Granger na w pół świadomie,wypowiedziała Dyrektorowi wojnę,w której on sam i tak wygra,ale jakim kosztem,tego nie chciała ujawnić.Dlatego każdego dnia,paradowała przed jego nosem z Blaisem,dlatego ignorowała Draco i dlatego co noc wypłakiwała sobie oczy,wspominając jego kochające oczy i miłe pocałunki.Jak jej się zdawało,Starzec to kupił.Gdy widział ją ze ślizgonem uśmiechał się dobrotliwie,lub mrugał i zapraszał na herbatkę.Ale ona wiedziała że gra tak jak i ona.Widział ich wtedy na kanapie i nie jest głupcem.Umie dodać maślane oczy,publiczną wrogość odjąć od tego przyjazne stosunki z blondynem i dystans Rudej.Wychodziło tylko jedno:realizacja jego planu..Miała nadzieję,że mężczyzna w końcu uwierzy w czystość intencji i ich poświęcenie dla sprawy i pozwoli im,może nie tyle pożenić się tak jakby chcieli,ale chociaż żyć samotnie w spokoju,a nie tak jak on im kazał.Ale wiedziała że to wszystko to tylko pobożne życzenia.Albus,kiedy trzeba było,był bezwzględny i nie patrzył na trupy jakie po sobie zostawiał.W tym wypadku,były to niemowlęce jeszcze trupy pączkującej miłości jego podopiecznych,ale-tego była pewna-nie robiło mu to żadnej różnicy.Dlatego właśnie w jednej chwili,gdy weszła na balową salę w tamtym feralnym momencie i zrozumiała co się stało,podjęła błyskawiczną decyzję.Iście gryfońsko i odważnie,przyjęła cios na klatę i dała się porwać nurtowi.Bała się i zamartwiała,ale czyż nie udowodni Draconowi swojej miłości wystarczająco dobrze,poprzez poświęcenie jej dla jego duszy?Przecież o to w tym chodzi.Wzajemna akceptacja miłości i potrzeb była niczym,jeśli człowiek nie był gotów zrezygnować z własnego szczęścia na rzecz drugiej osoby.Jeśli czegoś się nauczyła z tej wojny i paru lat w otoczeniu Harrego Pottera,to właśnie tego,że poświęcenie,było bronią,którą warto było wykorzystać.Zawsze.
Jak każdego ranka Hermiona wstała,poszła do łazienki,która na jej szczęście była jeszcze wolna.Poranna toaleta zajęła jej trochę więcej czasu niż zazwyczaj,ale nie dbała o to.Było na tyle wcześnie,że spokojnie mogła wypić jeszcze filiżankę kawy,poczytać i dopiero pójść na zajęcia.Śniadanie postanowiła sobie odpuścić.Włosy zawsze szczotkowała w typowo mugolski sposób co napawało ją tylko nostalgią.Nie było jednak rady i trzeba było wyjść,stawić czoła temu co jest,a nie temu co chciałoby się,aby było i iść dalej.
W progu,jak zawsze minęła się z Rudą i wiedziała,że za jakieś 10 minut wstaną chłopaki i znów będą się sprzeczać o łazienkę,że znów Blaise odpuści i usiądzie z nią w salonie,jakby intuicyjnie broniąc jej przed towarzystwem kolegi,jakby wyczuwał,że tego się od niego oczekuje.Była mu za to wdzięczna,jednak troszkę ją to martwiło.Skoro Blaise i Ruda w końcu pojęli,że jej zachowanie jest podyktowane podporządkowaniem planom Dumbledore'a a nie tym co czuła naprawdę,to czy on sam,nie domyślił się tego z szybkością światła?Na razie nie wpadła jeszcze na pomysł jak to sprawdzić,ale w myśli obiecała sobie jakoś to przetestować.W końcu jednak Draco wyszedł,miał na sobie tylko ręcznik,a jego włosy nadal były wilgotne i Hermiona mogłaby przysiąc,że jeszcze nigdy nie wyglądał tak seksownie i pociągająco jak wtedy.Na sekundę ich oczy się spotkały,jednak to on pierwszy odwrócił wzrok z miną rozzłoszczonego goblina.Ok-dziś przybrał maskę obrażonego pięciolatka-w porządku,pójdzie za nim i zagra według jego scenariusza.
-Co ty Draco?Erotyczny sen skończył się przed finiszem?-Uśmiechnęła się kpiąco,przybierając maskę na potrzebę chwili.W duszy wręcz krzyczała o jego dotyk i towarzystwo.
-Nie Hermiono,moje sny mają się dobrze,już Ginny o to dba.Codziennie tuli mnie do snu!-Uśmiech wyższości i już wiedział,że tę potyczkę wygrał,choć sam wiedział,że nie sprawiło mu to radości.
-Cieszę się.-Odpowiedziała radośnie,ale oczy zdradzały powagę.
Przekomarzaliby się tak jeszcze długo długo,ale na lekcje też trzeba było iść.Wyminęła niedoszłego chłopaka po drodze zbierając pergaminy z pracą domową i nie zaszczycając go nawet spojrzeniem,wyszła.
Nie minęło nawet 5 minut,gdy usłyszała,że ktoś usiłuje ją dogonić.Był to jej-tym razem "prawdziwy" chłopak.
-Nie doczekam dnia,kiedy pójdziemy na dół razem prawda?-Powiedział to ze śmiechem,ale za tymi słowami czaił się zarzut,tylko pozornej bliskości tych dwojga.
-Och znasz mnie,lubię mówić do siebie i powtarzać zaklęcia przed lekcją.-Prychnęła sztucznie.
-Właśnie!Znam cię i wiem,że ta marsowa mina o czymś świadczy.Co cię martwi,powiedz mi.
-Nic w czym mógłbyś mi pomóc,ale dziękuję za troskę.
-Na pewno?Nie jest tak,że nawet jakbym mógł,to i tak nie chciałabyś mojej pomocy?
-Taaak,ale nie dlatego,że ci nie ufam.-Odpowiedziała szybko,ale jednak wychwycił wahanie w jej głosie.
-Boisz się,prawda?
-Czego?
-Że twój misterny plan się nie uda i mnie i Draco czeka potępienie...że walka i poświęcenie pójdą na marne.Nie martw się.Ja już doceniam co dla mnie robisz,myślę,że Malfoy też z czasem zrozumie.
-Jak się domyśliłeś?-Patrzyła na niego w osłupieniu zdając sobie sprawę,że jej obawy były słuszne.
-To...Ginny mnie oświeciła.
-Ginny?Kiedy z nią rozmawiałeś?Myślałam,że macie takie same stosunki jak ja z Malfoyem..
-Kiedyś w pokoju Życzeń mi to wyznała.-Wyglądał na naprawdę skruszonego.
-Co?Co ty robiłeś z nią w Pokoju Życzeń?-I w tym momencie spłynęło na nią oświecenie.-Wcale nie zaprzestałeś z nią kontaktów prawda?Nie obchodzi cię ryzyko?Oszalałeś?-Teraz już krzyczała,a rozbawione miny przechodniów powiedziały jej jak postrzegają tę sytuację.Kłótnia małżeńska.Z rozżaleniem pacnęła się w czoło.
-Blaise nie rób tego...to będzie was za dużo kosztować.Proszę,nie spotykaj się z nią więcej.
-Spokojnie Blaise'a starczy dla was dwóch.-Próbował ją rozbawić,ale to widocznie tylko ją rozwścieczyło,bo pacnęła go w ramię,wcale nie lekko i koleżeńsko.
-Nie kokietuj mi tu!Masz raz na zawsze przestać z nią romansować,jasne?Jeśli tego nie zrobisz,dowiem się!-Pogroziła mu i z dziwną miną weszła do klasy Nietoperza.Jak w transie usiadła w swojej ławce i odetchnęła bo blondyna jeszcze nie było.Otworzyła podręcznik i zajęła się lekturą ,tak że nawet nie zauważyła jak bezszelestnie zajął miejsce obok niej i teraz z miną niewiniątka słuchał wykładu swojego idola.
Spojrzała na pergamin leżący na jej pulpicie i zamarła.
Poczekaj na mnie koło wejścia do lochów,od strony Posągu Salazara.Mam ważne informacje.
Brak podpisu powiedział jej więcej niż chciała wiedzieć,ale gdy kątem oka spojrzała na ukochanego,jego twarz nie wyrażała niczego.W duchu modliła się,aby lekcja nigdy się nie skończyła.Co on niby chce jej przekazać?Rozwikłanie zagadki przyszło szybciej niż by chciała.Powolnie zwlekła się z siedzenia i zauważyła,że chłopaka już nie ma.Niepewnie kiwnęła głową do Harrego dając znać,że pogadają później.
Gdy tylko znalazła się na schodach puściła się biegiem,ale zaraz jakieś ręce pochwyciły ją mocno.
-Hej,czemu uciekasz?-Spojrzała w te doskonale znajome stalowe oczy i znów miała ochotę się rozpłynąć,ale zaraz otrzeźwiała.
-Czego chcesz?-Bardziej warknęła niż powiedziała z racji tego,że jeszcze nie mogła uspokoić oszalałego przez jego bliskość serca.
-Wiem coś,co może ci się nie spodobać.-Autentycznie wyglądał na zmartwionego,co totalnie rozczuliło Mionę.
-Mów jaśniej?
-Blaise i Ginny chyba ze sobą sypiają.-Wyrzucił to z siebie jak pocisk i jakby całe powietrze z niego uszło.
-Coo?-Akurat takiej rewelacji najmniej się spodziewała.Prędzej założyłaby,że chłopak jest gejem,albo transem,ale coś takiego?
-No...kiedyś ich śledziłem,wkurzało mnie,że nie możemy się spotykać i normalnie gadać,a ty tylko na mnie warczysz,więc myślałem,że ich nakryje.A oni poszli do pokoju życzeń i spędzili tam noc,potem nad ranem wrócili do nas.Tak jak my kiedyś...-Jego oczy na sekundę były rozmarzone,co nie uszło uwadze dziewczyny.-I powtarzało się to praktycznie codziennie...nie zauważyłaś,że Ruda ostatnio promienieje?
-Draco...to jest Weasley...jasne że promienieje.-Jego imię w jej ustach wywołało przyjemny dreszcz,co dziewczyna z radością zauważyła.-To wszystko?Jeśli tak,to puść mnie,już się tym zajęłam,nie musisz ich więcej śledzić.
-Hm...ok..-Chłopak zwiesił głowę,jakby rozczarowany,że tylko tyle zostało powiedziane i że zaraz będzie musiał ją puścić.
-Ale dziękuję,że się tym ze mną podzieliłeś,doceniam to.-Zapomniała się i w geście wdzięczności uniosła dłoń do jego policzka,w którą to chłopak od razu się wtulił.Przymknął oczy,a ona choć wiedziała,że jej nie wolno,dołożyła drugą dłoń i również zamknęła oczy.Pocałunek zdawał się być nieunikniony,a jednak nie nastąpił.Po sekundzie,może dwóch brązowowłosa otworzyła oczy,opuściła rękę i odepchnęła skołowanego arystokratę.
-Nie mogę.
Nim się zorientował,ona była już w połowie korytarza i ukradkiem ocierała łzy.Pobiegł za nią,ale nie udało mu się jej dogonić.Ich oczy ponownie spotkały się dopiero pośród śmiechów i rozmów w Wielkiej Sali,na objedzie.Od razu policzki dziewczyny pokryły się czerwienią,a z jego rąk wyleciał widelec.Nikt jednak tego nie zauważył.Ich spojrzenia powędrowały od razu do stołu nauczycielskiego,ale Dyrektor rozmawiał o czymś żywo z Severusem,więc nie było szans,aby to zobaczył.
I całe szczęście.Podbramkowych sytuacji mieli już aż nadto. Malfoy ponownie spotkał się z gryfonką dopiero w salonie gdzie-jakże by inaczej-czytała.
-Draco,muszę cię przeprosić.-Nawet nie podniosła spojrzenia z nad opasłego tomu,ale po głosie czuł,że była tak zdenerwowana,jak on sam.Cicho podszedł i usiadł obok.Chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę swojego pokoju.Chłopak miał co najmniej zaskoczoną minę,ale również szczęśliwą.Gdy ona szukała czegoś w szufladzie,rozejrzał się po pokoju i usiadł na łóżku.
-Wiem jak ci ciężko,mnie też,dlatego weź to.-W jego stronę wyciągnęła galeon,którego używali do komunikacji w mrocznych czasach.Jako że sprawdził się wtedy doskonale,podejrzewała,że teraz też będzie działał bez zarzutu.-Jeśli będziesz chciał pogadać,ale tylko POGADAĆ-zastrzegła-daj mi znać przez tą zaczarowaną monetę.Jeśli tylko będę mogła,odpowiem na twoje wezwanie i spotkamy się tutaj.Ale tylko w nagłych wypadkach,pamiętaj.-Pogroziła mu palcem i wyszła z pokoju.
Nie minęły nawet dwa dni,gdy poczuła,że galeon z którym zwykła sypiać,robi się przejmująco gorący. Po chwili odbezpieczyła zamek w pokoju i już chciała się cofnąć,aby wpuścić gościa do środka,kiedy została dosłownie wyciągnięta na zewnątrz,a czyjeś usta już całowały ją z zachłannością o jakie nigdy by ich nie podejrzewała.Próbowała się wyrwać,ale adorator,odsunął się tylko,aby wyszeptać,że są sami,bo ich współlokatorzy znów mają schadzkę i słowa te spowodowały,że Hermiona bez udziału mózgu wciągnęła Draco do swojego pokoju,nie przestając go całować.Gdy opadli na łóżko,na sekundę złapały ją wątpliwości,ale uciszył je blondyn gładząc jej twarz z delikatnością powiewu wiatru.Nie wątpiąc dłużej,znów zabezpieczyła zamek zaklęciem i rzuciła na pokój Muffliato.Coś czuła,że tej nocy będzie im potrzebne,w końcu była gryfonką,a te okazywały swoje uczucia bardzo wylewnie i głośno...
Miłych wakacji wszystkim i niezmiennie proszę o komentarze;)
Enjoy!
Życie w Hogwarcie po balu,uległo kilku zmianom.Na korytarzach widywało się więcej par trzymających się za ręce.Maślane oczy strzelające iskrami szczęścia zdawały się być dosłownie wszędzie.Nawet ślizgoni nie byli odporni na magię,jaką promieniowała sala balowa,gdyż odpuścili ciągłe przekomarzanie z gryfonami na rzecz bardziej przyjemnych rozrywek.Uliczki zamku przypominały teraz jakby walentynkowy krajobraz,od którego niekiedy aż robiło się nie dobrze. Draco niejednokrotnie wybierał dłuższą drogę do dormitorium byleby tylko spotkać mniej rozentuzjazmowanych małolatów,którym najbardziej przydałby się osobny pokój.To samo zresztą robili jego współlokatorzy.Kiedy już znajdowali się w bezpiecznych ścianach swojego azylu,oddychali z ulgą i pogrążali się w rozpaczy.Prócz Hermiony.Ona zdawała się być odporna na to wszystko co się działo,choć dla wnikliwego obserwatora jasnym byłoby,że jej też nie leży zaistniała sytuacja. Ginny i Draco zdystansowali się od niej,co tłumaczyła nawałem zajęć i chęcią pobycia razem,ale ona wiedziała,że nie o to chodzi.Nie rozumieli jej zachowania względem Blaise'a i Draco i choć było jej przykro z tego powodu,wiedziała,że mają rację.Niby wszystko było w porządku,chadzała z Zabinim za rączkę nie szczędząc mu uśmiechów i drobnych czułości,ale żadne te znaki nie miały odzwierciedlenia w jej oczach.Było prawie tak samo źle jak na początku ich drogi.Tylko że wtedy nikt z czwórki przyjaciół nie wiedział o tajnych uczuciach reszty i roli jaką odgrywało każde z nich.Słodka niewiedza,wtedy była przytłaczająca,ale teraz byłaby błogosławieństwem.Skoro jednak wiedzieli,każde z nich wstawało każdego dnia z wymuszonym uśmiechem szło na śniadanie,potem zajęcia,krótki pobyt w ich salonie gdzie dzielili się mało istotnymi szczegółami i pospiesznie każdy szedł do swojego pokoju.Tam w ciszy wieczoru oddawali się rytualnemu wspominaniu czasów kiedy jeszcze mieli nadzieję na prawdziwy happy end.Choć nie było to wcale tak dawno,zdawało się być wieki temu.
Wspominała swoje nie-czarodziejskie szczenięce lata,wypełnione miłością,rodziną i prawdziwą beztroską.Jednak to szkoła,te mury sprawiły,że poczuła się na miejscu,dobrze w danym towarzystwie.
A teraz znów to minęło.Znów musiała walczyć,tym razem z samą sobą i o siebie.Znów każdy dzień był polem minowym,na którym każdy ruch musiała przemyśleć i wystudiować,by się nie pomylić.Czasem,gdy mijała się z Draconem na korytarzu,zapominała,że ściany mają oczy i uszy i uśmiechała się szeroko.Zaraz potem jednak przychodziło otrzeźwienie,rzucała kąśliwą acz przyjazną uwagę i obracała wszystko w żart,jeszcze bardziej kołując blondyna.Obiecywała sobie,że to ostatni raz.Ale tak dobrze było widzieć jego oczy pełne blasku,takiego jaki tylko jej osoba umiała z niego wydobyć.Było to nie do podrobienia.Widziała go,przez te wszystkie lata z chyba połową dziewcząt z zamku,widziała go z Rudą i nigdy jego oczy nie miały tego szczególnego wyrazu,który był zarezerwowany tylko dla niej.Wiedziała o tym,jak również o tym,że ślizgon też był świadom jej rozdarcia,pomiędzy tym co dobre,a tym co dobre.Ale nie przeszkadzał jej w realizacji tego cichego misternego planu.Po prostu nie wyraził sprzeciwu,a dla niej było to równoznaczne z akceptacją.
Ona rozdawała karty,a on jak i Blaise i Ruda,przyjęli je,takimi jakie były,bez możliwości negocjacji.Trwali w tym układzie,na zasadach,które nie do końca rozumieli. Gryfonka co i rusz ich zaskakiwała i krzyżowała szyki,ale wciąż biernie realizowali jej niemy plan zrobienia Dumbledorowi dobrze-jak zwykła Ginny w myślach nazywać ten pokręcony układ.Już nie chodziło nawet o dotrwanie do końca roku,w tych fikcyjnych związkach. Hermiona Granger na w pół świadomie,wypowiedziała Dyrektorowi wojnę,w której on sam i tak wygra,ale jakim kosztem,tego nie chciała ujawnić.Dlatego każdego dnia,paradowała przed jego nosem z Blaisem,dlatego ignorowała Draco i dlatego co noc wypłakiwała sobie oczy,wspominając jego kochające oczy i miłe pocałunki.Jak jej się zdawało,Starzec to kupił.Gdy widział ją ze ślizgonem uśmiechał się dobrotliwie,lub mrugał i zapraszał na herbatkę.Ale ona wiedziała że gra tak jak i ona.Widział ich wtedy na kanapie i nie jest głupcem.Umie dodać maślane oczy,publiczną wrogość odjąć od tego przyjazne stosunki z blondynem i dystans Rudej.Wychodziło tylko jedno:realizacja jego planu..Miała nadzieję,że mężczyzna w końcu uwierzy w czystość intencji i ich poświęcenie dla sprawy i pozwoli im,może nie tyle pożenić się tak jakby chcieli,ale chociaż żyć samotnie w spokoju,a nie tak jak on im kazał.Ale wiedziała że to wszystko to tylko pobożne życzenia.Albus,kiedy trzeba było,był bezwzględny i nie patrzył na trupy jakie po sobie zostawiał.W tym wypadku,były to niemowlęce jeszcze trupy pączkującej miłości jego podopiecznych,ale-tego była pewna-nie robiło mu to żadnej różnicy.Dlatego właśnie w jednej chwili,gdy weszła na balową salę w tamtym feralnym momencie i zrozumiała co się stało,podjęła błyskawiczną decyzję.Iście gryfońsko i odważnie,przyjęła cios na klatę i dała się porwać nurtowi.Bała się i zamartwiała,ale czyż nie udowodni Draconowi swojej miłości wystarczająco dobrze,poprzez poświęcenie jej dla jego duszy?Przecież o to w tym chodzi.Wzajemna akceptacja miłości i potrzeb była niczym,jeśli człowiek nie był gotów zrezygnować z własnego szczęścia na rzecz drugiej osoby.Jeśli czegoś się nauczyła z tej wojny i paru lat w otoczeniu Harrego Pottera,to właśnie tego,że poświęcenie,było bronią,którą warto było wykorzystać.Zawsze.
Jak każdego ranka Hermiona wstała,poszła do łazienki,która na jej szczęście była jeszcze wolna.Poranna toaleta zajęła jej trochę więcej czasu niż zazwyczaj,ale nie dbała o to.Było na tyle wcześnie,że spokojnie mogła wypić jeszcze filiżankę kawy,poczytać i dopiero pójść na zajęcia.Śniadanie postanowiła sobie odpuścić.Włosy zawsze szczotkowała w typowo mugolski sposób co napawało ją tylko nostalgią.Nie było jednak rady i trzeba było wyjść,stawić czoła temu co jest,a nie temu co chciałoby się,aby było i iść dalej.
W progu,jak zawsze minęła się z Rudą i wiedziała,że za jakieś 10 minut wstaną chłopaki i znów będą się sprzeczać o łazienkę,że znów Blaise odpuści i usiądzie z nią w salonie,jakby intuicyjnie broniąc jej przed towarzystwem kolegi,jakby wyczuwał,że tego się od niego oczekuje.Była mu za to wdzięczna,jednak troszkę ją to martwiło.Skoro Blaise i Ruda w końcu pojęli,że jej zachowanie jest podyktowane podporządkowaniem planom Dumbledore'a a nie tym co czuła naprawdę,to czy on sam,nie domyślił się tego z szybkością światła?Na razie nie wpadła jeszcze na pomysł jak to sprawdzić,ale w myśli obiecała sobie jakoś to przetestować.W końcu jednak Draco wyszedł,miał na sobie tylko ręcznik,a jego włosy nadal były wilgotne i Hermiona mogłaby przysiąc,że jeszcze nigdy nie wyglądał tak seksownie i pociągająco jak wtedy.Na sekundę ich oczy się spotkały,jednak to on pierwszy odwrócił wzrok z miną rozzłoszczonego goblina.Ok-dziś przybrał maskę obrażonego pięciolatka-w porządku,pójdzie za nim i zagra według jego scenariusza.
-Co ty Draco?Erotyczny sen skończył się przed finiszem?-Uśmiechnęła się kpiąco,przybierając maskę na potrzebę chwili.W duszy wręcz krzyczała o jego dotyk i towarzystwo.
-Nie Hermiono,moje sny mają się dobrze,już Ginny o to dba.Codziennie tuli mnie do snu!-Uśmiech wyższości i już wiedział,że tę potyczkę wygrał,choć sam wiedział,że nie sprawiło mu to radości.
-Cieszę się.-Odpowiedziała radośnie,ale oczy zdradzały powagę.
Przekomarzaliby się tak jeszcze długo długo,ale na lekcje też trzeba było iść.Wyminęła niedoszłego chłopaka po drodze zbierając pergaminy z pracą domową i nie zaszczycając go nawet spojrzeniem,wyszła.
Nie minęło nawet 5 minut,gdy usłyszała,że ktoś usiłuje ją dogonić.Był to jej-tym razem "prawdziwy" chłopak.
-Nie doczekam dnia,kiedy pójdziemy na dół razem prawda?-Powiedział to ze śmiechem,ale za tymi słowami czaił się zarzut,tylko pozornej bliskości tych dwojga.
-Och znasz mnie,lubię mówić do siebie i powtarzać zaklęcia przed lekcją.-Prychnęła sztucznie.
-Właśnie!Znam cię i wiem,że ta marsowa mina o czymś świadczy.Co cię martwi,powiedz mi.
-Nic w czym mógłbyś mi pomóc,ale dziękuję za troskę.
-Na pewno?Nie jest tak,że nawet jakbym mógł,to i tak nie chciałabyś mojej pomocy?
-Taaak,ale nie dlatego,że ci nie ufam.-Odpowiedziała szybko,ale jednak wychwycił wahanie w jej głosie.
-Boisz się,prawda?
-Czego?
-Że twój misterny plan się nie uda i mnie i Draco czeka potępienie...że walka i poświęcenie pójdą na marne.Nie martw się.Ja już doceniam co dla mnie robisz,myślę,że Malfoy też z czasem zrozumie.
-Jak się domyśliłeś?-Patrzyła na niego w osłupieniu zdając sobie sprawę,że jej obawy były słuszne.
-To...Ginny mnie oświeciła.
-Ginny?Kiedy z nią rozmawiałeś?Myślałam,że macie takie same stosunki jak ja z Malfoyem..
-Kiedyś w pokoju Życzeń mi to wyznała.-Wyglądał na naprawdę skruszonego.
-Co?Co ty robiłeś z nią w Pokoju Życzeń?-I w tym momencie spłynęło na nią oświecenie.-Wcale nie zaprzestałeś z nią kontaktów prawda?Nie obchodzi cię ryzyko?Oszalałeś?-Teraz już krzyczała,a rozbawione miny przechodniów powiedziały jej jak postrzegają tę sytuację.Kłótnia małżeńska.Z rozżaleniem pacnęła się w czoło.
-Blaise nie rób tego...to będzie was za dużo kosztować.Proszę,nie spotykaj się z nią więcej.
-Spokojnie Blaise'a starczy dla was dwóch.-Próbował ją rozbawić,ale to widocznie tylko ją rozwścieczyło,bo pacnęła go w ramię,wcale nie lekko i koleżeńsko.
-Nie kokietuj mi tu!Masz raz na zawsze przestać z nią romansować,jasne?Jeśli tego nie zrobisz,dowiem się!-Pogroziła mu i z dziwną miną weszła do klasy Nietoperza.Jak w transie usiadła w swojej ławce i odetchnęła bo blondyna jeszcze nie było.Otworzyła podręcznik i zajęła się lekturą ,tak że nawet nie zauważyła jak bezszelestnie zajął miejsce obok niej i teraz z miną niewiniątka słuchał wykładu swojego idola.
Spojrzała na pergamin leżący na jej pulpicie i zamarła.
Poczekaj na mnie koło wejścia do lochów,od strony Posągu Salazara.Mam ważne informacje.
Brak podpisu powiedział jej więcej niż chciała wiedzieć,ale gdy kątem oka spojrzała na ukochanego,jego twarz nie wyrażała niczego.W duchu modliła się,aby lekcja nigdy się nie skończyła.Co on niby chce jej przekazać?Rozwikłanie zagadki przyszło szybciej niż by chciała.Powolnie zwlekła się z siedzenia i zauważyła,że chłopaka już nie ma.Niepewnie kiwnęła głową do Harrego dając znać,że pogadają później.
Gdy tylko znalazła się na schodach puściła się biegiem,ale zaraz jakieś ręce pochwyciły ją mocno.
-Hej,czemu uciekasz?-Spojrzała w te doskonale znajome stalowe oczy i znów miała ochotę się rozpłynąć,ale zaraz otrzeźwiała.
-Czego chcesz?-Bardziej warknęła niż powiedziała z racji tego,że jeszcze nie mogła uspokoić oszalałego przez jego bliskość serca.
-Wiem coś,co może ci się nie spodobać.-Autentycznie wyglądał na zmartwionego,co totalnie rozczuliło Mionę.
-Mów jaśniej?
-Blaise i Ginny chyba ze sobą sypiają.-Wyrzucił to z siebie jak pocisk i jakby całe powietrze z niego uszło.
-Coo?-Akurat takiej rewelacji najmniej się spodziewała.Prędzej założyłaby,że chłopak jest gejem,albo transem,ale coś takiego?
-No...kiedyś ich śledziłem,wkurzało mnie,że nie możemy się spotykać i normalnie gadać,a ty tylko na mnie warczysz,więc myślałem,że ich nakryje.A oni poszli do pokoju życzeń i spędzili tam noc,potem nad ranem wrócili do nas.Tak jak my kiedyś...-Jego oczy na sekundę były rozmarzone,co nie uszło uwadze dziewczyny.-I powtarzało się to praktycznie codziennie...nie zauważyłaś,że Ruda ostatnio promienieje?
-Draco...to jest Weasley...jasne że promienieje.-Jego imię w jej ustach wywołało przyjemny dreszcz,co dziewczyna z radością zauważyła.-To wszystko?Jeśli tak,to puść mnie,już się tym zajęłam,nie musisz ich więcej śledzić.
-Hm...ok..-Chłopak zwiesił głowę,jakby rozczarowany,że tylko tyle zostało powiedziane i że zaraz będzie musiał ją puścić.
-Ale dziękuję,że się tym ze mną podzieliłeś,doceniam to.-Zapomniała się i w geście wdzięczności uniosła dłoń do jego policzka,w którą to chłopak od razu się wtulił.Przymknął oczy,a ona choć wiedziała,że jej nie wolno,dołożyła drugą dłoń i również zamknęła oczy.Pocałunek zdawał się być nieunikniony,a jednak nie nastąpił.Po sekundzie,może dwóch brązowowłosa otworzyła oczy,opuściła rękę i odepchnęła skołowanego arystokratę.
-Nie mogę.
Nim się zorientował,ona była już w połowie korytarza i ukradkiem ocierała łzy.Pobiegł za nią,ale nie udało mu się jej dogonić.Ich oczy ponownie spotkały się dopiero pośród śmiechów i rozmów w Wielkiej Sali,na objedzie.Od razu policzki dziewczyny pokryły się czerwienią,a z jego rąk wyleciał widelec.Nikt jednak tego nie zauważył.Ich spojrzenia powędrowały od razu do stołu nauczycielskiego,ale Dyrektor rozmawiał o czymś żywo z Severusem,więc nie było szans,aby to zobaczył.
I całe szczęście.Podbramkowych sytuacji mieli już aż nadto. Malfoy ponownie spotkał się z gryfonką dopiero w salonie gdzie-jakże by inaczej-czytała.
-Draco,muszę cię przeprosić.-Nawet nie podniosła spojrzenia z nad opasłego tomu,ale po głosie czuł,że była tak zdenerwowana,jak on sam.Cicho podszedł i usiadł obok.Chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę swojego pokoju.Chłopak miał co najmniej zaskoczoną minę,ale również szczęśliwą.Gdy ona szukała czegoś w szufladzie,rozejrzał się po pokoju i usiadł na łóżku.
-Wiem jak ci ciężko,mnie też,dlatego weź to.-W jego stronę wyciągnęła galeon,którego używali do komunikacji w mrocznych czasach.Jako że sprawdził się wtedy doskonale,podejrzewała,że teraz też będzie działał bez zarzutu.-Jeśli będziesz chciał pogadać,ale tylko POGADAĆ-zastrzegła-daj mi znać przez tą zaczarowaną monetę.Jeśli tylko będę mogła,odpowiem na twoje wezwanie i spotkamy się tutaj.Ale tylko w nagłych wypadkach,pamiętaj.-Pogroziła mu palcem i wyszła z pokoju.
Nie minęły nawet dwa dni,gdy poczuła,że galeon z którym zwykła sypiać,robi się przejmująco gorący. Po chwili odbezpieczyła zamek w pokoju i już chciała się cofnąć,aby wpuścić gościa do środka,kiedy została dosłownie wyciągnięta na zewnątrz,a czyjeś usta już całowały ją z zachłannością o jakie nigdy by ich nie podejrzewała.Próbowała się wyrwać,ale adorator,odsunął się tylko,aby wyszeptać,że są sami,bo ich współlokatorzy znów mają schadzkę i słowa te spowodowały,że Hermiona bez udziału mózgu wciągnęła Draco do swojego pokoju,nie przestając go całować.Gdy opadli na łóżko,na sekundę złapały ją wątpliwości,ale uciszył je blondyn gładząc jej twarz z delikatnością powiewu wiatru.Nie wątpiąc dłużej,znów zabezpieczyła zamek zaklęciem i rzuciła na pokój Muffliato.Coś czuła,że tej nocy będzie im potrzebne,w końcu była gryfonką,a te okazywały swoje uczucia bardzo wylewnie i głośno...
sobota, 28 czerwca 2014
Miniaturka urodzinowa
Aby choć raz było humorystycznie;)
Miniaturkę należy potraktować z przymrużeniem oka,pisana w szczęściu i radości,może wydać się dość absurdalna;)
Miłego!
-Harry Potterze puść mnie w tej chwili!!-Gryfonka darła się w niebo głosy,gdyż Wybraniec postanowił wziąć ją na ręce i wrzucić do basenu jaki od niedawna figuruje w jej prywatnym dormitorium.Kusy strój kąpielowy,jaki miała na sobie,odkrywał więcej niż by sobie życzyła,ale był prezentem od Ginny Weasley,więc była zmuszona go założyć.Ruda piała z radości,gdy zobaczyła Mionę w jej wdzianku,cały czas rozgłaszając,że może wreszcie uda jej się pójść z kimś na całość.Cudowne Trio wyłączając z tego rzeczoną mądrale,śmiało się i drwiło z jej zakonnego trybu życia i miłości do ogórków.Ona sama czerwieniła się ogniście oznajmiając,że nie w głowie jej głupoty i że czeka na Księcia na Białym Koniu.Nie wiedziała sama,że wypowiadanie takich słów do Pottera i Weasleyów razy cztery,skończy się katastrofą.
Wywlekli ją o 6 rano z dormitorium kusząc,że mają dla niej niepowtarzalny prezent.No to biedna poszła.Gdy ujrzała na środku salonu basen wielkości kortu tenisowego pomyślała:ZABIJĘ TYCH GŁUPKÓW,a zaraz potem NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ.Potem wepchnęli ją do łazienki,podali szmatkę dwa na dwa centymetry i kazali się w to wcisnąć.Gdy spojrzała w lustro,mało nie uciekła.Piersi jej sterczały jak jeszcze nigdy w życiu,nawet nie wiedziała,że takowe posiada.Tyłek wyglądał bajecznie,odkryła nawet wcięcie w talii,a gdy uśmiechnęła się zalotnie do swojego odbicia,aż zrobiło jej się głupio i już chciała to ściągnąć,gdy ktoś znów popchnął ją na zewnątrz.Poczuła,że stopy odrywają się od ziemi,jakieś ręce oplotły ją ściśle,ale zaraz puściły,potem znów to uczucie unoszenia.Oni mnie lewitują.-Pomyślała ze zgrozą.
Bliźniacy w najlepsze podawali ją sobie z rąk do rąk jak piłkę plażową zaśmiewając się z jej błagań i pisków. Ginny i Ron już wylegiwali się na materacach popijając kolorowe drinki z parasolkami.Rozejrzała się w poszukiwaniu Pottera,którego nie mogła zlokalizować.Podejrzane.-Gorączkowo próbowała złapać się któregoś z braci,gdy znów poczuła się ciężka i materialna.Wybraniec złapał ją w locie i niczym jaskiniowiec przełożył ją sobie przez plecy z zamiarem uczynienia kolejnej psoty.Rozpędził się,wyskoczył mocno do góry i wyrzucił Gryfonkę w powietrze,wpadł do wody,a dziewczyna zaraz za nim,rozpryskując wszędzie wodę.Gdy tylko się wynurzyła,wściekła jak diabli,zorientowała się,że sprawca siedzi bezpiecznie na drugim końcu basenu i macha do niej łobuzersko,podczas gdy dosłownie wszyscy obecni zwijają się ze śmiechu.Już chciała do niego podpłynąć i dosłowne go udusić,gdy drzwi dormitorium otworzyły się gwałtownie.
-Czołem eskadro!-Do pomieszczenia wkroczyli Neville,Seamus,Percy,a z nimi Luna,Padma i Parvati oraz Lawender,wszyscy ubrani typowo na plażę.Dziewczyny w strojach kąpielowych,jednak jak zdążyła zauważyć Hermiona,nikt nie był aż tak skąpo ubrany jak ona sama.Postanowiła później policzyć się z Harrym Potterem,a teraz będzie po prostu siedzieć po szyje w wodzie i poczeka,aż to szaleństwo minie.
Stała się pełnoletnia,wielkie mi coś.Czy to źle,że chciała się uczyć,a nie romansować i puszczać z kim popadnie?Przecież od zawsze wpajano jej,że wiedza to potęgi klucz.Tego się trzymała i nie chciała,by ktoś na siłę to zmieniał.A już na pewno nie ludzie,którym ufała nad życie.Wykład zrobię im potem,popamiętają mnie na zawsze!-Rozmyślałaby tak dalej,gdyby nie tekst,który usłyszała.
-Goście specjalni przybędą za godzinę,do tego czasu zabawiajcie ją.
-Eeee Neville,kto przybędzie?
-Nie martw się Księżniczko,nasz prezent przebije wszystko,nawet ten basen.Spełnimy twoje marzenie.-Złowrogi błysk w jego oku,powiedział jej,że będzie żałować,że w ogóle dziś wstała.
Wcisnęli jej drinka do ręki i kazali rozkoszować się dniem wolnym i urodzinami.
Mimo wszystko dobrze się bawiła.Grali w wodną piłkę,tym razem prawdziwą,a nie ludzką,pili i dużo się śmiali.Kochała tych ludzi.Sprawili jej radość,mimo że topornie im to szło,ale była szczęśliwa,że w ogóle chcieli ją rozweselić.Wśród śmiechu,alkoholu i pływania,zapomniała o niespodziance Neville'a.I to był błąd.Może gdyby pamiętała,zdążyłaby uciec do łazienki,albo na księżyc,ale niestety.Właśnie zabierali się do gry w butelkę gdy drzwi znów z rozmachem otworzyły się i do pokoju wpadli: Malfoy ubrany w lśniącą,powiewną szatę jak u Księcia,Zabini odziany w zbroję rycerską i Parkinson w najbardziej ździrowatym stroju jaki oczy Hermiony kiedykolwiek widziały.Z przerażeniem pomyślała,że ona wciąż ma bardziej wyzywający strój.To będzie długi dzień.Myślała,że chyłkiem wymknie się z basenu,ale zaraz silne ręce Blaise'a pochwyciły ją i postawiły przed roześmianym blondynem.
-O Pani jam jest giermkiem Księcia Draco i przyszedłem,aby zaanonsować,wasze spotkanie.-Skłonił się nisko i uśmiechnął rozbawiony. Miona zaczerwieniła się ogniście pod czujnym spojrzeniem wszystkich zebranych i już chciała biec przed siebie jak najdalej,gdy poczuła czyjś oddech na karku,rękę na ramieniu i w talii.Była otoczona,nie odpuszczą jej.
-Blaise nie wygłupiaj się,to nie jest śmieszne.
-Twoje życzenie,mym rozkazem o Pani,ale najpierw pozwól.-Chwycił ją za rękę i złączył ją z ręką Malfoya.
Ten z kolei obrócił jej dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek,od którego musiała przyznać,przebiegł jej dreszcz po plecach.Przed cichym westchnieniem powstrzymywał ją jedynie kpiący uśmieszek ślizgona i z tuzin patrzących na nich wyczekująco osób.Znów zaczerwieniła się ogniście i chciała zabrać rękę,ale chłopak był szybszy.Przyciągnął ją do siebie,objął i jakby nigdy nic,teleportował się.Gdy poczuła delikatne wirowanie i zaraz potem grunt pod nogami,ogarnęła ją panika.Co prawda mieli sojusz i nie zabijali się już z czystokrwistymi,a Malfoy,owszem był przystojny,ale nie ufała mu bezgranicznie. Rozglądnęła się w około i prócz blondyna,nie dostrzegła żywej duszy. Byli sami na jakimś pustkowiu!
-Malfoy w tej chwili zabierz mnie z powrotem do mojego dormitorium!-Podeszła do niego i spojrzała oskarżycielsko.
-Wyluzuj księżniczko,będziemy się dobrze bawić.
-O czym ty mówisz?
-Twoi przyjaciele wynajęli nam restaurację,kupili bilety do kina,a potem jeszcze podobno ma być pokaz sztucznych ogni o północy,jeśli wierzyć George'owi.
-George'owi?Od kiedy przyjaźnisz się w Wybrańcem i Weasley'ami?
-Od...niedawna,ale tym się nie przejmuj.-Lekkie wahanie w jego głosie,załączyło czerwoną lampkę,ale skoro i tak była skazana na niego...trudno.
-Chcesz iść do restauracji w takim dziwnym stroju?
-Spójrz na siebie kochanie.-Zlustrował ją od góry do dołu,dłużej zatrzymując się na piersiach.Z dziwnym dreszczem zauważyła,że jej ciała odpowiada na jego wzrok.
-Może ubrania też mi załatwili?-Zapytała z nadzieją.
-Taaak zrobili to,ale jeszcze ci ich nie dam.Popływajmy.-Pociągnął ją za rękę i biegli przez chwilę w milczeniu.Gdy minęli kolejne skalne wzniesienie,spostrzegła przed sobą bezmiar wody.Słońce odbijające się w niej,dawało iluzję,której Hermiona nie mogła dać wiary.Pierwszy raz widziała coś tak pięknego.Patrzyła na błękit nieba i płonącą czerwień i żółć słońca,a potem lazur wody.Gdy chciała odwrócić głowę,by zobaczyć czy chłopak też podziwia,jej twarz znalazła się kilka centymetrów od jego.Spojrzał w jej oczy i trwali tak chwilę,dopóki jego wzrok nie powędrował niżej za co walnęła go w ramię.
-Ała!!Pożałujesz!-Rzucił się na nią dosłownie wgniatając ją w ziemię.Pochylił się jeszcze bardziej,spojrzał w oczy i uśmiechnął się słodko.Ona z błyszczącymi oczami odpowiedziała tym samym i już ułożyła usta jak do pocałunku,gdy kilka rzeczy stało się na raz.Blondyn w momencie poderwał ją do góry i wziął na ręce uciekając przed pędzącą wodą.Przypływ.O tym nie pomyślał.Biegł ile sił i w myślach gratulował sobie,że oderwał od niej oczy i spostrzegł zbliżające się fale.Niestety jak się okazało za późno.Woda ich dosięgła i zwaliła blondyna z nóg.Tym razem,gdy już opadła,to brązowowłosa znalazła się na nim i spazmatycznie łapała powietrze.Blondyn nie byłby sobą,gdyby nie kąśliwe uwagi.Delikatnie chwycił ją za kark,odgarnął włosy z jej twarzy i przysunął ją do siebie zmuszając by na niego wreszcie spojrzała.Gdy już zatonęła w jego spojrzeniu,odezwał się swoim najbardziej uwodzicielskim głosem.
-Wyglądasz jak zmokła kura.-Błyskawicznie podniósł się,postawił ją na równe nogi i zaczął się śmiać.-A co ty myślałaś,że cię pocałuję?Haha,dobre,za to....-Urwał i popatrzył na nią zmieszany.Momentalnie ją osuszył i chwycił z rękę.Wciąż oniemiała dziewczyna poszła za nim grzecznie i w ciszy.Miała plan delikatnie wysunąć mu różdżkę z ręki i teleportować się do domu,ale gdy tylko spróbowała,obrócił ją do siebie i zmiażdżył w uścisku.
-Nie pogrywaj ze mną kotku,bo będzie źle.Idziemy coś zjeść.-Podprowadził ją do kocyka na którym było pełno jedzenia i dwa kieliszki.W ciszy nałożył im sałatki i trochę pieczywa,oraz nalał napoju.
-Usiądź i jedź.-Popatrzył na nią wyczekująco.
-Nie jestem głodna.-Zrobiła obrażoną minę.
-Słuchaj,mnie też jest ciężko,to całe Księciowanie ci,nie jest mi na rękę,ale i tak się cieszę i staram,więc możesz ty też?
-No,no dobrze.-Usiadła na kocu i wzięła się za sałatkę.Aby rozładować atmosferę,zaczęła mu opowiadać,jak z rodzicami urządzali pikniki,gdy byłą mała.O dziwo blondyn zdawał się odprężać pod wpływem jej kojącego głosu.Po drugiej lampce wina już siedziała oparta o jego tors,a on delikatnie skubał płatek jej ucha,co chwilę opowiadając jakąś ciekawą historię z dormitorium jego i Blaise'a.Śmiali się i żartowali,aż zaczęło im trochę szumieć w głowach.Gdy blondyn poczuł że "już pora" pstryknął palcami i koło ich siedziska pojawił się biały rumak.Dziewczyna pisnęła zaskoczona,ale jej oczy zaświeciły się uroczo.Chcąc ją jeszcze bardziej rozbawić,wstał i najbardziej zrzędliwym tonem na jaki było go stać,zwrócił się do niej.
-O Pani!Służę Ci z potrzeby serca,uczyń ten zaszczyt i daj się wywieźć na wyżyny rozkoszy.-Gdy podał jej rękę parsknęła śmiechem i podniosła się.Pomógł jej wsiąść na konia i zaczęli pędzić,razem z zachodzącym słońcem. Hermiona jeszcze nigdy nie czuła się taka wolna i swobodna.Blondyn dał jej coś czego bardzo potrzebowała.Delikatnie odsunęła kosmyk z jego ucha i szepnęła.-Dziękuję Draco.-Nie jestem Draco,tylko Książe,o Pani.-Krzyknął to tym samym zrzędliwym tonem,a ona się roześmiała.Zawtórował jej.Szczerze.
Gdy dotarli do celu podróży,gwiazdy migoczące na niebie zdawały się cieszyć razem z nimi.No bo niby jak inaczej wytłumaczyć fakt,że nagle wszystko stało się takie piękne i szczególne?Spojrzała na jego przystojną twarz i podeszła bliżej.Jakby wyczuwając co się święci,on również się do niej zbliżył i ujął jej ręce w swoje.
-O Pani!
-Skończ z tym i pocałuj mnie!-Dziewczyna rozpaczliwie wręcz pragnęła,aby ich usta w końcu się spotkały.
-Nie mogę!A jak zmienisz się w żabę?Wiem!Wtedy cię zjem!-Pochylił się i ujął jej podbródek,jak do pocałunku.Zamilkła,patrzyła mu tylko w oczy w oczekiwaniu,a odbijające się w nich gwiazdy,podpowiadały mu,że robi dobrze.
-Oj Granger,gdyby nie te twoje urodziny,to ja nie wiem.
-Czego?-Wahanie w jego oczach,tylko jeszcze bardziej ją zdenerwowało.
-Podobasz mi się O Pani!-Wreszcie pochylił się i ją pocałował.Trwali złączeni przez kilka sekund,gdy gryfonka w końcu podjęła grę i zaczęła odpowiadać na niego pieszczoty.Gładziła jego plecy,muskała włosy i wkładała w to całą siebie,aby przypadkiem nie zmienił zdania i nie chciał odwołać swoich słów.
Gdy skończyli się całować,całe wieki później, ich oczy migotały jednakowym blaskiem,a niespokojne oddechy były dowodem pasji i zaangażowania.Chłopak z uśmiechem pogładził ją po policzku i przyciągnął ją do siebie.-Wracamy O Pani?
-Skończ z tym Draco!-Szturchnęła go,ale nie przestawała się uśmiechać.Obrócił ich i po chwili znów byli przed drzwiami swojego dormitorium.
-Ty pierwsza.-Dziewczyna otworzyła drzwi,w środku zabawa trwała w najlepsze.
-Patrzcie Państwo Malfoy wrócili!-Fred krzyknął to tak głośno,że dosłownie wszystkie oczy zwróciły się na nich. Miona momentalnie się zaczerwieniła.Blondyn jednak podszedł i objął ją,jakby dodając odwagi.Nie przewidziała jednego. Ślizgon to ślizgon.W jednej sekundzie była w jego rękach już w następnej rzucał nią jak workiem kartofli do basenu.
-Wybacz kochanie musiałem.-Sam z gracją wskoczył i podpłynął do wściekłej dziewczyny,która właśnie przeżywała deja vu. Podpłynął,ale zaraz cofnął się gdy go odepchnęła.
-Jesteś wstrętny O Panie!-Ku jej zgrozie wszyscy wybuchnęli śmiechem,więc ona też.Blondyn złożył na jej ustach najczulszy z pocałunków,a stojący w oddali Fred i Harry przybijali sobie piątkę.
Tak właśnie gryfonka znalazła swojego księcia,a ślizgon swoją księżniczkę.
Kolejne urodziny świętowali już sami.
Miniaturkę należy potraktować z przymrużeniem oka,pisana w szczęściu i radości,może wydać się dość absurdalna;)
Miłego!
-Harry Potterze puść mnie w tej chwili!!-Gryfonka darła się w niebo głosy,gdyż Wybraniec postanowił wziąć ją na ręce i wrzucić do basenu jaki od niedawna figuruje w jej prywatnym dormitorium.Kusy strój kąpielowy,jaki miała na sobie,odkrywał więcej niż by sobie życzyła,ale był prezentem od Ginny Weasley,więc była zmuszona go założyć.Ruda piała z radości,gdy zobaczyła Mionę w jej wdzianku,cały czas rozgłaszając,że może wreszcie uda jej się pójść z kimś na całość.Cudowne Trio wyłączając z tego rzeczoną mądrale,śmiało się i drwiło z jej zakonnego trybu życia i miłości do ogórków.Ona sama czerwieniła się ogniście oznajmiając,że nie w głowie jej głupoty i że czeka na Księcia na Białym Koniu.Nie wiedziała sama,że wypowiadanie takich słów do Pottera i Weasleyów razy cztery,skończy się katastrofą.
Wywlekli ją o 6 rano z dormitorium kusząc,że mają dla niej niepowtarzalny prezent.No to biedna poszła.Gdy ujrzała na środku salonu basen wielkości kortu tenisowego pomyślała:ZABIJĘ TYCH GŁUPKÓW,a zaraz potem NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ.Potem wepchnęli ją do łazienki,podali szmatkę dwa na dwa centymetry i kazali się w to wcisnąć.Gdy spojrzała w lustro,mało nie uciekła.Piersi jej sterczały jak jeszcze nigdy w życiu,nawet nie wiedziała,że takowe posiada.Tyłek wyglądał bajecznie,odkryła nawet wcięcie w talii,a gdy uśmiechnęła się zalotnie do swojego odbicia,aż zrobiło jej się głupio i już chciała to ściągnąć,gdy ktoś znów popchnął ją na zewnątrz.Poczuła,że stopy odrywają się od ziemi,jakieś ręce oplotły ją ściśle,ale zaraz puściły,potem znów to uczucie unoszenia.Oni mnie lewitują.-Pomyślała ze zgrozą.
Bliźniacy w najlepsze podawali ją sobie z rąk do rąk jak piłkę plażową zaśmiewając się z jej błagań i pisków. Ginny i Ron już wylegiwali się na materacach popijając kolorowe drinki z parasolkami.Rozejrzała się w poszukiwaniu Pottera,którego nie mogła zlokalizować.Podejrzane.-Gorączkowo próbowała złapać się któregoś z braci,gdy znów poczuła się ciężka i materialna.Wybraniec złapał ją w locie i niczym jaskiniowiec przełożył ją sobie przez plecy z zamiarem uczynienia kolejnej psoty.Rozpędził się,wyskoczył mocno do góry i wyrzucił Gryfonkę w powietrze,wpadł do wody,a dziewczyna zaraz za nim,rozpryskując wszędzie wodę.Gdy tylko się wynurzyła,wściekła jak diabli,zorientowała się,że sprawca siedzi bezpiecznie na drugim końcu basenu i macha do niej łobuzersko,podczas gdy dosłownie wszyscy obecni zwijają się ze śmiechu.Już chciała do niego podpłynąć i dosłowne go udusić,gdy drzwi dormitorium otworzyły się gwałtownie.
-Czołem eskadro!-Do pomieszczenia wkroczyli Neville,Seamus,Percy,a z nimi Luna,Padma i Parvati oraz Lawender,wszyscy ubrani typowo na plażę.Dziewczyny w strojach kąpielowych,jednak jak zdążyła zauważyć Hermiona,nikt nie był aż tak skąpo ubrany jak ona sama.Postanowiła później policzyć się z Harrym Potterem,a teraz będzie po prostu siedzieć po szyje w wodzie i poczeka,aż to szaleństwo minie.
Stała się pełnoletnia,wielkie mi coś.Czy to źle,że chciała się uczyć,a nie romansować i puszczać z kim popadnie?Przecież od zawsze wpajano jej,że wiedza to potęgi klucz.Tego się trzymała i nie chciała,by ktoś na siłę to zmieniał.A już na pewno nie ludzie,którym ufała nad życie.Wykład zrobię im potem,popamiętają mnie na zawsze!-Rozmyślałaby tak dalej,gdyby nie tekst,który usłyszała.
-Goście specjalni przybędą za godzinę,do tego czasu zabawiajcie ją.
-Eeee Neville,kto przybędzie?
-Nie martw się Księżniczko,nasz prezent przebije wszystko,nawet ten basen.Spełnimy twoje marzenie.-Złowrogi błysk w jego oku,powiedział jej,że będzie żałować,że w ogóle dziś wstała.
Wcisnęli jej drinka do ręki i kazali rozkoszować się dniem wolnym i urodzinami.
Mimo wszystko dobrze się bawiła.Grali w wodną piłkę,tym razem prawdziwą,a nie ludzką,pili i dużo się śmiali.Kochała tych ludzi.Sprawili jej radość,mimo że topornie im to szło,ale była szczęśliwa,że w ogóle chcieli ją rozweselić.Wśród śmiechu,alkoholu i pływania,zapomniała o niespodziance Neville'a.I to był błąd.Może gdyby pamiętała,zdążyłaby uciec do łazienki,albo na księżyc,ale niestety.Właśnie zabierali się do gry w butelkę gdy drzwi znów z rozmachem otworzyły się i do pokoju wpadli: Malfoy ubrany w lśniącą,powiewną szatę jak u Księcia,Zabini odziany w zbroję rycerską i Parkinson w najbardziej ździrowatym stroju jaki oczy Hermiony kiedykolwiek widziały.Z przerażeniem pomyślała,że ona wciąż ma bardziej wyzywający strój.To będzie długi dzień.Myślała,że chyłkiem wymknie się z basenu,ale zaraz silne ręce Blaise'a pochwyciły ją i postawiły przed roześmianym blondynem.
-O Pani jam jest giermkiem Księcia Draco i przyszedłem,aby zaanonsować,wasze spotkanie.-Skłonił się nisko i uśmiechnął rozbawiony. Miona zaczerwieniła się ogniście pod czujnym spojrzeniem wszystkich zebranych i już chciała biec przed siebie jak najdalej,gdy poczuła czyjś oddech na karku,rękę na ramieniu i w talii.Była otoczona,nie odpuszczą jej.
-Blaise nie wygłupiaj się,to nie jest śmieszne.
-Twoje życzenie,mym rozkazem o Pani,ale najpierw pozwól.-Chwycił ją za rękę i złączył ją z ręką Malfoya.
Ten z kolei obrócił jej dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek,od którego musiała przyznać,przebiegł jej dreszcz po plecach.Przed cichym westchnieniem powstrzymywał ją jedynie kpiący uśmieszek ślizgona i z tuzin patrzących na nich wyczekująco osób.Znów zaczerwieniła się ogniście i chciała zabrać rękę,ale chłopak był szybszy.Przyciągnął ją do siebie,objął i jakby nigdy nic,teleportował się.Gdy poczuła delikatne wirowanie i zaraz potem grunt pod nogami,ogarnęła ją panika.Co prawda mieli sojusz i nie zabijali się już z czystokrwistymi,a Malfoy,owszem był przystojny,ale nie ufała mu bezgranicznie. Rozglądnęła się w około i prócz blondyna,nie dostrzegła żywej duszy. Byli sami na jakimś pustkowiu!
-Malfoy w tej chwili zabierz mnie z powrotem do mojego dormitorium!-Podeszła do niego i spojrzała oskarżycielsko.
-Wyluzuj księżniczko,będziemy się dobrze bawić.
-O czym ty mówisz?
-Twoi przyjaciele wynajęli nam restaurację,kupili bilety do kina,a potem jeszcze podobno ma być pokaz sztucznych ogni o północy,jeśli wierzyć George'owi.
-George'owi?Od kiedy przyjaźnisz się w Wybrańcem i Weasley'ami?
-Od...niedawna,ale tym się nie przejmuj.-Lekkie wahanie w jego głosie,załączyło czerwoną lampkę,ale skoro i tak była skazana na niego...trudno.
-Chcesz iść do restauracji w takim dziwnym stroju?
-Spójrz na siebie kochanie.-Zlustrował ją od góry do dołu,dłużej zatrzymując się na piersiach.Z dziwnym dreszczem zauważyła,że jej ciała odpowiada na jego wzrok.
-Może ubrania też mi załatwili?-Zapytała z nadzieją.
-Taaak zrobili to,ale jeszcze ci ich nie dam.Popływajmy.-Pociągnął ją za rękę i biegli przez chwilę w milczeniu.Gdy minęli kolejne skalne wzniesienie,spostrzegła przed sobą bezmiar wody.Słońce odbijające się w niej,dawało iluzję,której Hermiona nie mogła dać wiary.Pierwszy raz widziała coś tak pięknego.Patrzyła na błękit nieba i płonącą czerwień i żółć słońca,a potem lazur wody.Gdy chciała odwrócić głowę,by zobaczyć czy chłopak też podziwia,jej twarz znalazła się kilka centymetrów od jego.Spojrzał w jej oczy i trwali tak chwilę,dopóki jego wzrok nie powędrował niżej za co walnęła go w ramię.
-Ała!!Pożałujesz!-Rzucił się na nią dosłownie wgniatając ją w ziemię.Pochylił się jeszcze bardziej,spojrzał w oczy i uśmiechnął się słodko.Ona z błyszczącymi oczami odpowiedziała tym samym i już ułożyła usta jak do pocałunku,gdy kilka rzeczy stało się na raz.Blondyn w momencie poderwał ją do góry i wziął na ręce uciekając przed pędzącą wodą.Przypływ.O tym nie pomyślał.Biegł ile sił i w myślach gratulował sobie,że oderwał od niej oczy i spostrzegł zbliżające się fale.Niestety jak się okazało za późno.Woda ich dosięgła i zwaliła blondyna z nóg.Tym razem,gdy już opadła,to brązowowłosa znalazła się na nim i spazmatycznie łapała powietrze.Blondyn nie byłby sobą,gdyby nie kąśliwe uwagi.Delikatnie chwycił ją za kark,odgarnął włosy z jej twarzy i przysunął ją do siebie zmuszając by na niego wreszcie spojrzała.Gdy już zatonęła w jego spojrzeniu,odezwał się swoim najbardziej uwodzicielskim głosem.
-Wyglądasz jak zmokła kura.-Błyskawicznie podniósł się,postawił ją na równe nogi i zaczął się śmiać.-A co ty myślałaś,że cię pocałuję?Haha,dobre,za to....-Urwał i popatrzył na nią zmieszany.Momentalnie ją osuszył i chwycił z rękę.Wciąż oniemiała dziewczyna poszła za nim grzecznie i w ciszy.Miała plan delikatnie wysunąć mu różdżkę z ręki i teleportować się do domu,ale gdy tylko spróbowała,obrócił ją do siebie i zmiażdżył w uścisku.
-Nie pogrywaj ze mną kotku,bo będzie źle.Idziemy coś zjeść.-Podprowadził ją do kocyka na którym było pełno jedzenia i dwa kieliszki.W ciszy nałożył im sałatki i trochę pieczywa,oraz nalał napoju.
-Usiądź i jedź.-Popatrzył na nią wyczekująco.
-Nie jestem głodna.-Zrobiła obrażoną minę.
-Słuchaj,mnie też jest ciężko,to całe Księciowanie ci,nie jest mi na rękę,ale i tak się cieszę i staram,więc możesz ty też?
-No,no dobrze.-Usiadła na kocu i wzięła się za sałatkę.Aby rozładować atmosferę,zaczęła mu opowiadać,jak z rodzicami urządzali pikniki,gdy byłą mała.O dziwo blondyn zdawał się odprężać pod wpływem jej kojącego głosu.Po drugiej lampce wina już siedziała oparta o jego tors,a on delikatnie skubał płatek jej ucha,co chwilę opowiadając jakąś ciekawą historię z dormitorium jego i Blaise'a.Śmiali się i żartowali,aż zaczęło im trochę szumieć w głowach.Gdy blondyn poczuł że "już pora" pstryknął palcami i koło ich siedziska pojawił się biały rumak.Dziewczyna pisnęła zaskoczona,ale jej oczy zaświeciły się uroczo.Chcąc ją jeszcze bardziej rozbawić,wstał i najbardziej zrzędliwym tonem na jaki było go stać,zwrócił się do niej.
-O Pani!Służę Ci z potrzeby serca,uczyń ten zaszczyt i daj się wywieźć na wyżyny rozkoszy.-Gdy podał jej rękę parsknęła śmiechem i podniosła się.Pomógł jej wsiąść na konia i zaczęli pędzić,razem z zachodzącym słońcem. Hermiona jeszcze nigdy nie czuła się taka wolna i swobodna.Blondyn dał jej coś czego bardzo potrzebowała.Delikatnie odsunęła kosmyk z jego ucha i szepnęła.-Dziękuję Draco.-Nie jestem Draco,tylko Książe,o Pani.-Krzyknął to tym samym zrzędliwym tonem,a ona się roześmiała.Zawtórował jej.Szczerze.
Gdy dotarli do celu podróży,gwiazdy migoczące na niebie zdawały się cieszyć razem z nimi.No bo niby jak inaczej wytłumaczyć fakt,że nagle wszystko stało się takie piękne i szczególne?Spojrzała na jego przystojną twarz i podeszła bliżej.Jakby wyczuwając co się święci,on również się do niej zbliżył i ujął jej ręce w swoje.
-O Pani!
-Skończ z tym i pocałuj mnie!-Dziewczyna rozpaczliwie wręcz pragnęła,aby ich usta w końcu się spotkały.
-Nie mogę!A jak zmienisz się w żabę?Wiem!Wtedy cię zjem!-Pochylił się i ujął jej podbródek,jak do pocałunku.Zamilkła,patrzyła mu tylko w oczy w oczekiwaniu,a odbijające się w nich gwiazdy,podpowiadały mu,że robi dobrze.
-Oj Granger,gdyby nie te twoje urodziny,to ja nie wiem.
-Czego?-Wahanie w jego oczach,tylko jeszcze bardziej ją zdenerwowało.
-Podobasz mi się O Pani!-Wreszcie pochylił się i ją pocałował.Trwali złączeni przez kilka sekund,gdy gryfonka w końcu podjęła grę i zaczęła odpowiadać na niego pieszczoty.Gładziła jego plecy,muskała włosy i wkładała w to całą siebie,aby przypadkiem nie zmienił zdania i nie chciał odwołać swoich słów.
Gdy skończyli się całować,całe wieki później, ich oczy migotały jednakowym blaskiem,a niespokojne oddechy były dowodem pasji i zaangażowania.Chłopak z uśmiechem pogładził ją po policzku i przyciągnął ją do siebie.-Wracamy O Pani?
-Skończ z tym Draco!-Szturchnęła go,ale nie przestawała się uśmiechać.Obrócił ich i po chwili znów byli przed drzwiami swojego dormitorium.
-Ty pierwsza.-Dziewczyna otworzyła drzwi,w środku zabawa trwała w najlepsze.
-Patrzcie Państwo Malfoy wrócili!-Fred krzyknął to tak głośno,że dosłownie wszystkie oczy zwróciły się na nich. Miona momentalnie się zaczerwieniła.Blondyn jednak podszedł i objął ją,jakby dodając odwagi.Nie przewidziała jednego. Ślizgon to ślizgon.W jednej sekundzie była w jego rękach już w następnej rzucał nią jak workiem kartofli do basenu.
-Wybacz kochanie musiałem.-Sam z gracją wskoczył i podpłynął do wściekłej dziewczyny,która właśnie przeżywała deja vu. Podpłynął,ale zaraz cofnął się gdy go odepchnęła.
-Jesteś wstrętny O Panie!-Ku jej zgrozie wszyscy wybuchnęli śmiechem,więc ona też.Blondyn złożył na jej ustach najczulszy z pocałunków,a stojący w oddali Fred i Harry przybijali sobie piątkę.
Tak właśnie gryfonka znalazła swojego księcia,a ślizgon swoją księżniczkę.
Kolejne urodziny świętowali już sami.
sobota, 21 czerwca 2014
Rozdział 14
Bardzo krótko,ale we wtorek może pojawić się miniaturka;)
Dziękuję za te wszystkie wyświetlenia i niezmiennie proszę o komentarze;)
Miłego weekendu.
Po feralnej sytuacji na balu,wszystko inne również zaczęło się walić. Hermiona wylądowała w skrzydle szpitalnym i Poppy nie robiła nic,tylko załamywała nad nią ręce.Zadręczała się,że dziewczyna jest za chuda,że przemęczona,że wygląda mizernie i blado i że powinna się skupić na nauce a nie na amorach.Na swoje nieszczęście Blaise był jedyną osobą,która musiała stawić czoła tym oskarżeniom.Nie chciał zawiadamiać reszty o tym co się stało z współlokatorką,pewnie przybiegli by tu na złamanie karku i jeszcze bardziej zdenerwowaliby nieprzytomną na razie gryfonkę. Kiedy się obudzi,najprawdopodobniej rozpęta piekło i on będzie musiał tkwić w samym jego środku.Był zły na Draco za tak radykalne posunięcie,ale również trochę go podziwiał.Jego prawdziwe uczucie musiało pójść w odstawkę i skoro Malfoy mógł nad tym przeskoczyć i wybrał dobrą przyszłość zamiast miłości,to on też musiał.Obiecał sobie,że popracuje nad relacją z Hermioną,aby jak najdelikatniej odczuła,że dla niej i jej ukochanego nie ma już szans.Jego tęgie rozmyślania przerwało wtargnięcie współlokatorów,którzy mieli miny,pewnie podobne jak on sam.Mieszanka rozpaczy i poczucia winy.Kiedy go zobaczyli,zwolnili kroku i już spokojniej podeszli,wlepiając oczy w leżącą spokojnie brązowowłosą.
-To nie tak miało być!-Blondyn nic sobie nie robił z faktu,że nie są w pomieszczeniu sami i zaraz pewnie pielęgniarka go wyrzuci.
-Wiemy to Smoku,ale w końcu to musiało się stać.-Blaise silił się na spokój,ale średnio mu to wychodziło.
-Nie rozumiesz Diable...ktoś dolał mi jakieś świństwo do picia.
-O czym ty mówisz?
-Poszedłem do stolika,wziąłem drinka...dziwnie pachniał,ale nie przejąłem się,bo alkohol to alkohol nie?Ale potem po dwóch łykach poczułem się skołowany..nie wiedziałem co robię. Ginny podeszła,a ja bez udziału woli porwałem ją w ramiona i zacząłem całować,chociaż w myślach krzyczałem nie rób tego,chcesz Hermiony,nie Ginny!Ale to nic nie dało,jak już zaczęliśmy się całować,to tak jakbyśmy nie mogli się od siebie odkleić!Mówię ci!Ktoś wie za dużo i bezczelnie to wykorzystuje!Teraz Hermiona się już do mnie nie odezwie!Niech to szlag!-Jego krzyk przywołał panią Poppy,która jak można było przewidzieć,wyrzuciła ich na korytarz.Tam dokończyli rozmowę.
-Czyli mówisz,że...wcale nie miałeś zamiaru całować się z Rudą i to na oczach Hermiony?
-Nie stary...ja..jak tańczyliśmy byłem bardzo blisko wyznania jej swoich uczuć,ale zabrakło mi odwagi...a teraz już wszystko przepadło.
-Skoro tak,to czemu jej nie powiesz jak było naprawdę?
-Nie mogę...
-Czemu?-Zarówno Blaise jak i Ginny patrzyli na niego jakby spadł z księżyca.
-Pomyśl...ktoś chciał nas poróżnić,chciał,abym się nie zadeklarował i zrobił coś głupiego,czyli komuś usilnie zależy na połączeniu nas wedle przyrzeczenia...zastanówmy się,kto to mógłby być..-Chłopak udał,że się namyśla po czym raptownie podniósł głowę i palnął się w czoło.
-A to Stary Dureń!
-Kto?
-Dumbledore...on musiał wiedzieć,że coś jest nie tak...wiedział,że nie postępujemy zgodnie z umową i delikatnie chciał nam przypomnieć,czym to grozi..
-Stary musisz mniej przebywać z Hermi bo zaczynasz używać mózgu.-Mimowolnie Ginny zachichotała,choć sprawa wcale nie była zabawna.Musieli teraz zastanowić się co zrobić z tą sytuacją.
-Jeśli jest tak jak mówisz...to dlaczego Dyrektor nie powiedział po prostu,że wie i nie zerwał od razu umowy,przecież to byłoby logiczne...
-Powiedz mi ile chodzisz do tej szkoły i ile go znasz?Czy on kiedykolwiek stosował się do ogólnych logicznych praw?Nie, on miał swój pokręcony system wartości i kodeks postępowania według którego liczyło się zawsze większe dobro.On nie jest typem osoby,która podejdzie i powie "Hej słuchajcie,wiem o waszych intrygach,nie podobają mi się,macie przestać,albo dam wam szlaban."O nie on musi działać podstępnie i z zaskoczenia,aby odnieść pożądany skutek.
-Czy wspominałam już,że za bardzo się mądrzysz?-Ginny znów się uśmiechnęła,co zaczęło zastanawiać Blaise'a.On sam strasznie się przejął tym co stało się na balu i tym,że jego koleżanka nadal się nie budzi.A Ruda?Była w samym centrum wydarzeń,ale zdawała się być jakby obok.Jakby oglądała dobry film i jadła przy tym popcorn.Analiza jej podejrzanego zachowania musiała jednak poczekać,bo uczniowie zaczęli już schodzić się do dormitoriów,bal się kończył.Nie chcieli rozprawiać o tak ważnych rzeczach na środku korytarza,więc ruszyli do swojej komnaty.Wszystkim chciało się spać,ale siedzieli w salonie i w kółko wałkowali wydarzenia z balu. Draco przekonał swoich towarzyszy,że nie mogą wyjawić Hermionie prawdy,tylko muszą udawać,że tak miało być.Skoro Dumbledore chciał zagrać na ich uczuciach,oni nie będą mu tego ułatwiać.Będą się zachowywać,jakby umowa wciąż obowiązywała i skończą z potajemnymi schadzkami.Zwłaszcza Blaise i Ginny.Choć średnio im się uśmiechało znów coś udawać,musieli to zrobić.Ustalili,że nie będą się już wzajemnie nakręcać,tylko każde będzie robiło swoje.No i muszą jakoś przekonać do tego Herm jak się obudzi.
Jak wiadomo po każdej burzy przychodzi słońce,tak samo po każdej nocy nastaje świt.Zaraz po śniadaniu trójka współlokatorów wyruszyła znów odwiedzić koleżankę,w nadziei że już się obudziła.Ich zaskoczenie było ogromne,gdy nie zastali jej w łóżku szpitalnym.W dromitorium również jej nie było,a kiedy spytali gryfonów czy pojawiła się w Wielkiej Sali,odpowiedź była zawsze negatywna.Zamierzali się rozdzielić i poszukać dziewczyny w różnych częściach zamku równocześnie,ale okazało się to nie potrzebne.Znaleźli ją w towarzystwie Wybrańca,koło klasy Snape. Rozmawiali przyciszonymi głosami,ale kiedy tylko gryfonka spostrzegła przyjaciół,rzuciła się prosto w objęcia Rudej,następnie Blaise'a a Draconowi niepewnie skinęła głową,oblewając się przy tym rumieńcem tak intensywnym,jak kolor jej bluzki.
-Dziękuję ci Harry,że podzieliłeś się ze mną tym odkryciem,na pewno je wykorzystam.-Mrugnęła do niego zalotnie i odeszła z Ginny pod rękę.Chłopcy pomaszerowali za nimi ze zdziwionymi minami.To będzie długi dzień.-Pomyśleli zgodnie.
Hermiona przystanęła za rogiem,popatrzyła po towarzyszących jej osobach i powiedziała z pogodnym uśmiechem na twarzy.-Nie mam do was żalu,rozumiem,że to musiało się stać,szkoda,że na balu,ale trudno.Ważne,żebyście byli szczęśliwi.Ku zgrozie dosłownie wszystkich zgromadzonych chwyciła Blaise'a za rękę i delikatnie przycisnęła swoje usta do jego ust.Zaskoczony chłopak nawet nie zdążył zareagować,bo dziewczyna znów się cofnęła i uśmiechając się szeroko poszła przed siebie.Reszta stała kilka sekund nie bardzo wiedząc co zrobić i potem jak na rozkaz ruszyli za odchodzącą sylwetką.Jej zachowanie przypominało klątwę Imperius jakby ktoś sterował jej ruchami i chłopcy byli dość zaniepokojeni.Gdy w końcu dogonili gryfonkę a ona najspokojniej w świecie złapała swojego "chłopaka" za rękę i zapytała czy pójdą posiedzieć na błoniach by w spokoju porozmawiać,reszcie dosłownie opadły szczęki.
-Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną?-Draco był wręcz zrozpaczony i wcale tego nie krył.Gdyby mógł,zepchnąłby Diabła na bok i sam zajął jego miejsce.Ale nie mógł prawda?
Nie pozostało mu nic innego jak objąć Ginny w pasie i z wymuszonym uśmiechem na twarzy pójść w przeciwną stronę,zostawiając oniemiałego kolegę z jego nową "dziewczyną."
Gdy czworo przyjaciół zniknęło z zasięgu wzroku,ktoś odetchnął z wyraźną ulgą.Plan działał idealnie.Nikt go nie podejrzewał.Nikt nie wiedział,że o większe dobro,zawsze warto walczyć.Tajemniczy obserwator nie pojmował jednak,że kto mieczem wojuje,od miecza ginie.
Dziękuję za te wszystkie wyświetlenia i niezmiennie proszę o komentarze;)
Miłego weekendu.
Po feralnej sytuacji na balu,wszystko inne również zaczęło się walić. Hermiona wylądowała w skrzydle szpitalnym i Poppy nie robiła nic,tylko załamywała nad nią ręce.Zadręczała się,że dziewczyna jest za chuda,że przemęczona,że wygląda mizernie i blado i że powinna się skupić na nauce a nie na amorach.Na swoje nieszczęście Blaise był jedyną osobą,która musiała stawić czoła tym oskarżeniom.Nie chciał zawiadamiać reszty o tym co się stało z współlokatorką,pewnie przybiegli by tu na złamanie karku i jeszcze bardziej zdenerwowaliby nieprzytomną na razie gryfonkę. Kiedy się obudzi,najprawdopodobniej rozpęta piekło i on będzie musiał tkwić w samym jego środku.Był zły na Draco za tak radykalne posunięcie,ale również trochę go podziwiał.Jego prawdziwe uczucie musiało pójść w odstawkę i skoro Malfoy mógł nad tym przeskoczyć i wybrał dobrą przyszłość zamiast miłości,to on też musiał.Obiecał sobie,że popracuje nad relacją z Hermioną,aby jak najdelikatniej odczuła,że dla niej i jej ukochanego nie ma już szans.Jego tęgie rozmyślania przerwało wtargnięcie współlokatorów,którzy mieli miny,pewnie podobne jak on sam.Mieszanka rozpaczy i poczucia winy.Kiedy go zobaczyli,zwolnili kroku i już spokojniej podeszli,wlepiając oczy w leżącą spokojnie brązowowłosą.
-To nie tak miało być!-Blondyn nic sobie nie robił z faktu,że nie są w pomieszczeniu sami i zaraz pewnie pielęgniarka go wyrzuci.
-Wiemy to Smoku,ale w końcu to musiało się stać.-Blaise silił się na spokój,ale średnio mu to wychodziło.
-Nie rozumiesz Diable...ktoś dolał mi jakieś świństwo do picia.
-O czym ty mówisz?
-Poszedłem do stolika,wziąłem drinka...dziwnie pachniał,ale nie przejąłem się,bo alkohol to alkohol nie?Ale potem po dwóch łykach poczułem się skołowany..nie wiedziałem co robię. Ginny podeszła,a ja bez udziału woli porwałem ją w ramiona i zacząłem całować,chociaż w myślach krzyczałem nie rób tego,chcesz Hermiony,nie Ginny!Ale to nic nie dało,jak już zaczęliśmy się całować,to tak jakbyśmy nie mogli się od siebie odkleić!Mówię ci!Ktoś wie za dużo i bezczelnie to wykorzystuje!Teraz Hermiona się już do mnie nie odezwie!Niech to szlag!-Jego krzyk przywołał panią Poppy,która jak można było przewidzieć,wyrzuciła ich na korytarz.Tam dokończyli rozmowę.
-Czyli mówisz,że...wcale nie miałeś zamiaru całować się z Rudą i to na oczach Hermiony?
-Nie stary...ja..jak tańczyliśmy byłem bardzo blisko wyznania jej swoich uczuć,ale zabrakło mi odwagi...a teraz już wszystko przepadło.
-Skoro tak,to czemu jej nie powiesz jak było naprawdę?
-Nie mogę...
-Czemu?-Zarówno Blaise jak i Ginny patrzyli na niego jakby spadł z księżyca.
-Pomyśl...ktoś chciał nas poróżnić,chciał,abym się nie zadeklarował i zrobił coś głupiego,czyli komuś usilnie zależy na połączeniu nas wedle przyrzeczenia...zastanówmy się,kto to mógłby być..-Chłopak udał,że się namyśla po czym raptownie podniósł głowę i palnął się w czoło.
-A to Stary Dureń!
-Kto?
-Dumbledore...on musiał wiedzieć,że coś jest nie tak...wiedział,że nie postępujemy zgodnie z umową i delikatnie chciał nam przypomnieć,czym to grozi..
-Stary musisz mniej przebywać z Hermi bo zaczynasz używać mózgu.-Mimowolnie Ginny zachichotała,choć sprawa wcale nie była zabawna.Musieli teraz zastanowić się co zrobić z tą sytuacją.
-Jeśli jest tak jak mówisz...to dlaczego Dyrektor nie powiedział po prostu,że wie i nie zerwał od razu umowy,przecież to byłoby logiczne...
-Powiedz mi ile chodzisz do tej szkoły i ile go znasz?Czy on kiedykolwiek stosował się do ogólnych logicznych praw?Nie, on miał swój pokręcony system wartości i kodeks postępowania według którego liczyło się zawsze większe dobro.On nie jest typem osoby,która podejdzie i powie "Hej słuchajcie,wiem o waszych intrygach,nie podobają mi się,macie przestać,albo dam wam szlaban."O nie on musi działać podstępnie i z zaskoczenia,aby odnieść pożądany skutek.
-Czy wspominałam już,że za bardzo się mądrzysz?-Ginny znów się uśmiechnęła,co zaczęło zastanawiać Blaise'a.On sam strasznie się przejął tym co stało się na balu i tym,że jego koleżanka nadal się nie budzi.A Ruda?Była w samym centrum wydarzeń,ale zdawała się być jakby obok.Jakby oglądała dobry film i jadła przy tym popcorn.Analiza jej podejrzanego zachowania musiała jednak poczekać,bo uczniowie zaczęli już schodzić się do dormitoriów,bal się kończył.Nie chcieli rozprawiać o tak ważnych rzeczach na środku korytarza,więc ruszyli do swojej komnaty.Wszystkim chciało się spać,ale siedzieli w salonie i w kółko wałkowali wydarzenia z balu. Draco przekonał swoich towarzyszy,że nie mogą wyjawić Hermionie prawdy,tylko muszą udawać,że tak miało być.Skoro Dumbledore chciał zagrać na ich uczuciach,oni nie będą mu tego ułatwiać.Będą się zachowywać,jakby umowa wciąż obowiązywała i skończą z potajemnymi schadzkami.Zwłaszcza Blaise i Ginny.Choć średnio im się uśmiechało znów coś udawać,musieli to zrobić.Ustalili,że nie będą się już wzajemnie nakręcać,tylko każde będzie robiło swoje.No i muszą jakoś przekonać do tego Herm jak się obudzi.
Jak wiadomo po każdej burzy przychodzi słońce,tak samo po każdej nocy nastaje świt.Zaraz po śniadaniu trójka współlokatorów wyruszyła znów odwiedzić koleżankę,w nadziei że już się obudziła.Ich zaskoczenie było ogromne,gdy nie zastali jej w łóżku szpitalnym.W dromitorium również jej nie było,a kiedy spytali gryfonów czy pojawiła się w Wielkiej Sali,odpowiedź była zawsze negatywna.Zamierzali się rozdzielić i poszukać dziewczyny w różnych częściach zamku równocześnie,ale okazało się to nie potrzebne.Znaleźli ją w towarzystwie Wybrańca,koło klasy Snape. Rozmawiali przyciszonymi głosami,ale kiedy tylko gryfonka spostrzegła przyjaciół,rzuciła się prosto w objęcia Rudej,następnie Blaise'a a Draconowi niepewnie skinęła głową,oblewając się przy tym rumieńcem tak intensywnym,jak kolor jej bluzki.
-Dziękuję ci Harry,że podzieliłeś się ze mną tym odkryciem,na pewno je wykorzystam.-Mrugnęła do niego zalotnie i odeszła z Ginny pod rękę.Chłopcy pomaszerowali za nimi ze zdziwionymi minami.To będzie długi dzień.-Pomyśleli zgodnie.
Hermiona przystanęła za rogiem,popatrzyła po towarzyszących jej osobach i powiedziała z pogodnym uśmiechem na twarzy.-Nie mam do was żalu,rozumiem,że to musiało się stać,szkoda,że na balu,ale trudno.Ważne,żebyście byli szczęśliwi.Ku zgrozie dosłownie wszystkich zgromadzonych chwyciła Blaise'a za rękę i delikatnie przycisnęła swoje usta do jego ust.Zaskoczony chłopak nawet nie zdążył zareagować,bo dziewczyna znów się cofnęła i uśmiechając się szeroko poszła przed siebie.Reszta stała kilka sekund nie bardzo wiedząc co zrobić i potem jak na rozkaz ruszyli za odchodzącą sylwetką.Jej zachowanie przypominało klątwę Imperius jakby ktoś sterował jej ruchami i chłopcy byli dość zaniepokojeni.Gdy w końcu dogonili gryfonkę a ona najspokojniej w świecie złapała swojego "chłopaka" za rękę i zapytała czy pójdą posiedzieć na błoniach by w spokoju porozmawiać,reszcie dosłownie opadły szczęki.
-Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną?-Draco był wręcz zrozpaczony i wcale tego nie krył.Gdyby mógł,zepchnąłby Diabła na bok i sam zajął jego miejsce.Ale nie mógł prawda?
Nie pozostało mu nic innego jak objąć Ginny w pasie i z wymuszonym uśmiechem na twarzy pójść w przeciwną stronę,zostawiając oniemiałego kolegę z jego nową "dziewczyną."
Gdy czworo przyjaciół zniknęło z zasięgu wzroku,ktoś odetchnął z wyraźną ulgą.Plan działał idealnie.Nikt go nie podejrzewał.Nikt nie wiedział,że o większe dobro,zawsze warto walczyć.Tajemniczy obserwator nie pojmował jednak,że kto mieczem wojuje,od miecza ginie.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Miniaturka III Czas nie ucieka...on spieprza cz.2
Jej zdenerwowanie kiedy szła w umówione miejsce,można porównać tylko do tego co czuła idąc na pierwszą randkę z Draco...na chwilę zatopiła się w wspomnieniach tych kilku cudownych tygodni,kiedy głodni siebie i stęsknieni w pośpiechu zdzierali z siebie ciuchy. Później,z uśmiechami i błogością na twarzy ubierali się i szli na spacer,albo po prostu rozmawiali,ale nigdy o przyszłości.Dopiero teraz do niej docierało,że faktycznie nigdy nie usłyszała żadnej deklaracji i to wcale nie dlatego,że jej nie oczekiwała.Chłopak już od dawna musiał wiedzieć co go czeka i dlaczego.Doskonale pamiętała dzień,kiedy powiedział jej skąd u niego taka słaba kondycja i dlaczego nie może czasami złapać tchu.Kiedy jej wytłumaczył,że każdy dzień to walka o oddech i kolejny świt,nawet nie chciała zostać na noc.Stwierdziła,że nie może go tak męczyć.Teraz chciało jej się śmiać...gdyby wiedziała,że ją zostawi,albo raczej każe jej go zostawić,nie wypuściłaby go z sypialni przez tydzień.Zabrałaby go w Himalaje,na Ibizę,do Pragi,zwiedziliby Sydney...wszystkie te miejsca miała nadzieję kiedyś odwiedzić z ukochaną osobą,a teraz już nie mogła.Los podarował im tylko tyle czasu,aby mogli się do siebie przywiązać,pokochać i równocześnie znienawidzić myśl o przyszłości.To było takie niesprawiedliwe.Chłopak niespełna 20 letni w pełni sił,całe życie przed nim,a co on robi?Leży na łóżku szpitalnym i podrywa pielęgniarki.Żadnych obietnic,perspektyw...nic.
Dotarła do malej knajpki,niegdyś jednej z jej ulubionych,gdzie posyłali sobie zalotne spojrzenia,muskali dłonie i w pośpiechu jedli cokolwiek.Czy już wtedy wiedział co mu zrobił Severus?Musiał wiedzieć.Każdy po Wielkiej Bitwie był wielokrotnie badany,a jego przecież doglądał sam Dumbledore. Wtedy jej to nie dziwiło w końcu bardzo przysłużył się Zakonowi,teraz jednak wie,że nie była to zwykła troska o jednego z podopiecznych,ale rozpoznanie czarnomagicznej klątwy,zapewne przeznaczonej dla śmierciożercy.
Snape nigdy nie mówił o swoim bólu ale czuło się,że jego to oczekiwanie też zabija..Z każdym dniem kiedy z Malfoya uchodziło życie,jego opiekun też marniał w oczach.Mogła w niego wmuszać jedzenie,ale wiedziała,że bywały dni gdzie prócz hektolitrów Ognistej,nie przełknął nic innego.
Chciała zaopiekować się Draco i być z nim, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek,dlatego myśl że świadomie usunął ją ze swojego życia,wprawiała ją w rozpacz.Dlatego tak ciężko szło jej się na spotkanie z Mistrzem Eliksirów.Czy blondyn o tym wie?Czy jeszcze żyje?W jakim jest stanie?Kiedy tylko ujrzała Severusa Snape'a rzuciła mu się w objęcia i zapłakała.Tulił ją do siebie jak małe dziecko,jednak sam nie uronił ani jednej łzy.Choć na Merlina miał ochotę płakać jeszcze bardziej niż ona!Delikatnie odsunął ją od siebie i z maską obojętności poprowadził do stolika w głębi sali.Szybko skinął ręką na kelnera,bez słowa konsultacji wziął dwie podwójne Ogniste i odprawił młodego chłopaka,nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.Mimo roztrzęsienia Hermiona oburzonym tonem zwróciła mu uwagę,że mógłby być choć troszkę milszy.Mężczyzna,siląc się na obojętność odparł:
-Znasz mnie,zimny ze mnie drań zabijam niewinnych i jestem nie miły dla chłystków,którzy mogliby być moimi synami.
-Severus!Ty jesteś pijany.
-Tak...wciąż...już chyba ze 2 tygodnie...-Popatrzył na nią mętnymi oczami,ukazując rozpacz,ale i dziwne,ciężkie,poczucie winy.
-Nie możesz się tak niszczyć!Ile razy mam ci powtarzać,że to nie twoja wina!Stało się,zabijając się i trując nie wrócisz mu życia!
-A to mnie pocieszyłaś,pomyśleć,że miałem cię za uosobienie dobra.
-Cco?Ty bredzisz,chodź zabiorę cię do siebie.Prześpisz się,a potem opowiesz mi wszystko.Koniec milczenia.
Nagle z rozgoryczonej młodej kobiety stała się silną,pełną determinacji osobą,gotowa pomóc byłemu nauczycielowi,nawet jeśli tego nie chciał.Jej żal nagle zmniejszył się,kiedy prowadziła go pod ramię,a jego ciałem targały dreszcze.
Gdy dotarli do jej mieszkania,Harrego na szczęście jeszcze nie było. Snape usiadł cichutko na łóżku,alkohol powoli z niego wietrzał,więc i świadomość wracała.Wiedział,że zaraz walnie mu kazanie tym swoim mędrkowatym tonem,pewnie opieprzy go,że się stacza,a potem sama się rozpłacze,kiedy już dopuści go do głosu i usłyszy co ma jej do powiedzenia.
-Powiedz mi...jak się czujesz?
-Co ci do tego?Przecież nie spotkaliśmy się aby dyskutować o mnie,zapewne chcesz wiedzieć jak się czuje młody,a ja jeśli pozwolisz streszczę ci cel mojej wizyty i spadam do siebie pić dalej.
-Nigdzie nie idziesz!Powiedz mi co z tobą?Widzę,że jesteś w jeszcze większej rozsypce.Ja...mogę ci pomóc.To że Draco wyrzucił mnie ze swojego życia,nie znaczy że ty też musisz.
-Wcale nie wyrzuciłem cię z mojego życia,bo nigdy w nim nie figurowałaś!
-Nie mów tak!Myślałam,że jesteśmy,byliśmy...przyjaciółmi.
-Taaak...masz racje..
-Więc nie wmawiaj mi!
-Ale taka jest prawda,ja...Draco już praktycznie nie widzi i chudnie z dnia na dzień.Koniec jest już blisko i chciałbym abyś go razem ze mną odwiedziła,ostatni raz.Na pewno się ucieszy.Wiem,że się pokłóciliście i pewnie nawet nie powiedział ci że cię kocha,ale tak jest.Nie ma dnia,aby o tobie nie mówił.Raz kiedy nie do końca wiedział z kim rozmawia,opowiadał mi przez 3 godziny o waszej randce. Ghh..porzygać się idzie!A nijak nie mogłem mu przerwać,bo rzadko już mówił w ogóle.Więc siedziałem tam i wysłuchiwałem jak ten idiota,jaka to jesteś wspaniała,nieśmiała,dobra...Jakbym go zapytał to zapewne potrafiłby wymienić wszystkie kolory biustonoszy i lakierów do paznokci jakich używałaś...nie widział świata poza tobą!
-Ale...czemu cały czas mówisz w formie przeszłej...przecież Draco żyje...
-Musisz o czymś wiedzieć..on jeszcze tylko przez dwie doby będzie sobą,potem lekarze zaprzestaną podawania eliksirów i lekarstw,aby odszedł z tego świata jeszcze w pełni świadom i nie w największym bólu.Dlatego weź wolny dzień,albo i tydzień i chodź ze mną do szpitala,pożegnaj się.
-On nie będzie chciał mnie widzieć..nie wiem czy powinnam...boję się.
-Będę tam,nie martw się.
-Ja..dziękuję Severusie,naprawdę.
-Nie dziękuj mi głupia,to ja go skazałem na śmierć zapomniałaś?!-Momentalnie poderwał się z miejsca i zaczął ciągnąć się za tłuste włosy z pasją wariata,tak jakby chciał je sobie wyrwać tu i teraz.Podeszła do niego i delikatnie położyła mu rękę na ramieniu.Od razu przygarnął się do niej i stali tak w dziwnej pozie.Wydawał się być taki mały i zagubiony.Jak chłopiec,który zrobił coś bardzo złego a rodzice kiedy się dowiedzieli,nie dali mu kary,tylko orzekli że ich rozczarował.Właśnie taki wydawał się być.Rozczarowany,rozgoryczony,zagniewany na samego siebie.Wyniszczał się alkoholem i pewnie innymi używkami,chcąc ukarać się za chwilę nie uwagi,która kosztowała młodszego ślizgona życie.
Zaprowadziła go do gościnnej sypialni i po chwili już miarowo oddychał.
Dziewczyna poważnie zaczęła rozważać co jej powiedział.Ukochany pozostanie przy życiu jeszcze dwie doby...tak mało czasu.Nie płakała jednak.Musi być silna.Dla siebie dla Dracona i dla Severusa.Nie pozwoli temu zniszczonemu przez życie człowiekowi pogrążyć się w jeszcze większej rozpaczy,bo on na to zwyczajnie nie zasługiwał.Powinien mieć kochającą żonę,albo chociaż trochę zaznać miłości,w końcu nie od dziś jest dupkiem z lochów.Jej rozmyślania na temat przyszłości bez Draco trwały jeszcze długo długo w noc,bo wiedziała że jak teraz wszystkiego sobie nie poukłada,to nigdy nie pogodzi się z jego śmiercią.
Przygotowała sobie ulubioną żółtą sukienkę,tę którą założyła na pierwsze spotkanie.Usiadła na łóżku i wdychała zapach tkaniny.Wciąż był przesiąknięty zmieszanymi zapachami ich ciał i Ognistej,którą się wtedy raczyli.Obraz roześmianej,przystojnej,bladej twarzy wciąż jej nie opuszczał.Chciałaby takim go zapamiętać.Męski,wysportowany,z zawadiackim błyskiem w oku. Jednak przyjdzie jej się zmierzyć z o wiele gorszym widokiem,który pewnie będzie prześladował ją do końca życia.Nawet nie zauważyła kiedy słońce wstało.Zeszła do kuchni i zastała tam Harrego i Severusa rozmawiających cicho.W ich głosach nie było napięcia,a na ustach gościł delikatny uśmiech.
-O czym rozmawiacie?
-O Draco...opowiadałem Severusowi jak ten drań kiedyś wywabił mnie z dormitorium w nocy a potem nakablował McGonagall...spryciarz.-Oczy wybrańca zaszły delikatną mgiełką wspomnień.
-Tak...a pamiętasz jak na Eliksirach,chyba w czwartej klasie cię skonfundował a potem chwalił się tym przed całą klasą?Byłem z niego taki dumny!-Snape'owi widocznie również zebrało się na sentymenty jednak Hermiona nie mogła tego znieść..
-Zamknijcie się!Jak możecie mówić o nim jakby już nie żył!
-Herm...to nie tak..my po prostu..
-Jesteście podli!-Wybiegła na korytarz i znów oparta o framugę drzwi,zapłakała.
*
Te same schody,ten sam zapach środków czyszczących,te same zatroskane twarze pielęgniarek,a jednak wszystko się zmieniło od jej ostatniej wizyty.Delikatnie nacisnęła klamkę,weszła do dobrze oświetlonego pomieszczenia,a zaraz za nią,Mistrz Eliksirów.
Jej spojrzenie od razu padło na bladą twarz i zapadnięte policzki,ale nie mogła się powstrzymać od myśli,że nadal jest bardzo przystojny i mógłby grać w reklamie.Nie wyglądał na chorego.Spał.Mężczyzna do tej pory stojący z boku podszedł do łóżka i delikatnie szturchnął chłopaka.Ten otworzył oczy,które momentalnie rozświetliły się jakimś niecodziennym blaskiem.Spojrzał jej w oczy i nie musiał nawet nic mówić.Wiedziała.Żałował każdej sprzeczki,bezsensownej wymiany zdań,która prowadziła do jej odejścia.Każdej minuty osobno.Bez słowa rzuciła się na niego,już nie hamując łez.
-Udusisz mnie kobieto.-Powiedział to nad wyraz pewnie i wyraźnie.Choć widział ją jak przez mgłę,stwierdził że jeszcze wypiękniała od ich ostatniego spotkania,kiedy tak bezsensownie kazał jej odejść.A teraz to on odchodzi.Nie ma już dla niego żadnego ratunku,jedyne co może,to godnie się pożegnać i czekać na nieuniknione.
Podniosła głowę,znów pogładziła go po blond włosach i nadal lekko łamiącym się głosem powiedziała:
-Powinnam cię ogolić,bo inaczej każda pielęgniarka będzie chciała mi cię odebrać.
-No ja ciebie też!Boże jak ja tęskniłem!-Przygarnął ją jeszcze bardziej do siebie.
Spędzili w trójkę cały dzień.Pozwolono Draconowi wyjechać na wózku do szpitalnego ogrodu,gdzie pomiędzy łzami,wyznawał dozgonną miłość i przyrzekał strzec swojego aniołka po śmierci.Ona zaś obiecywała nigdy go nie zapomnieć,nigdy nie pokochać nikogo innego i zawsze mieć w sercu dobroć,za którą ją pokochał.Wraz z zachodem słońca odprowadzili chłopaka do jego sali.Ostatnie pocałunki,spojrzenia i definitywnie nie ostatnie łzy.Odszedł w pełni władz umysłowych choć o nie sprawnym ciele.Przeżył wiele wspaniałych chwil i poznał mnóstwo wspaniałych osób.
Następnego dnia w samo południe Hermiona zamknęła się w toalecie w pracy i zapłakała tak mocno jak jeszcze nigdy w życiu.Czuła się jakby to jej serce stanęło.Odszedł...ale jej nie zostawił.Dał jej z siebie tyle,że była wdzięczna za cały wspólnie spędzony czas.Doceniał ją,kochał jej ciało i umysł,interesował się nią,wzbudzał w niej ambicję.Powodował same pozytywne odczucia.Nie miała żalu.Wszystko czego doświadczyła,zamykało się na ich wspólnej fotografii i choć nie będzie kolejnej...ta jedna pozostanie z nią na zawsze prawda?
*
Przemierzała niespokojnie ulice Londynu,by jednak zdążyć na odpowiedni pociąg.Na drżących nagach wbiegła na cmentarz i udała się w znajome miejsce.Stał tam i patrzył w południowe słońce.
-Spóźniłaś się.
-Wiem,ale musiałam jeszcze podjechać do Harrego skoro już jestem w Londynie.-Podeszła i przytuliła się do starszego mężczyzny.Oboje ułożyli swoje bukieciki na grobie.Dziewczyna miała ze sobą również czerwoną różę,już czwartą z kolei.Wcześniejszych nie zabierała i nie wyrzucała,miały być symbolem,tego wszystkiego co fizycznie straciła,ale mentalnie nadal było z nią.Wiejący wiatr przywodził jej na myśl wszystkie te momenty,które można odtwarzać w pamięci jak film,ale czy istnieją dwa identyczne podmuchy wiatru?Jeszcze raz spojrzeli na piękny nagrobek,złocone litery i mnóstwo kwiatów,po czym ramię w ramię odeszli w stronę jutra.Nie było to pożegnanie,mają one bowiem to do siebie,że są aktem woli.A oni nie chcieli się żegnać.Nie musieli.
Dotarła do malej knajpki,niegdyś jednej z jej ulubionych,gdzie posyłali sobie zalotne spojrzenia,muskali dłonie i w pośpiechu jedli cokolwiek.Czy już wtedy wiedział co mu zrobił Severus?Musiał wiedzieć.Każdy po Wielkiej Bitwie był wielokrotnie badany,a jego przecież doglądał sam Dumbledore. Wtedy jej to nie dziwiło w końcu bardzo przysłużył się Zakonowi,teraz jednak wie,że nie była to zwykła troska o jednego z podopiecznych,ale rozpoznanie czarnomagicznej klątwy,zapewne przeznaczonej dla śmierciożercy.
Snape nigdy nie mówił o swoim bólu ale czuło się,że jego to oczekiwanie też zabija..Z każdym dniem kiedy z Malfoya uchodziło życie,jego opiekun też marniał w oczach.Mogła w niego wmuszać jedzenie,ale wiedziała,że bywały dni gdzie prócz hektolitrów Ognistej,nie przełknął nic innego.
Chciała zaopiekować się Draco i być z nim, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek,dlatego myśl że świadomie usunął ją ze swojego życia,wprawiała ją w rozpacz.Dlatego tak ciężko szło jej się na spotkanie z Mistrzem Eliksirów.Czy blondyn o tym wie?Czy jeszcze żyje?W jakim jest stanie?Kiedy tylko ujrzała Severusa Snape'a rzuciła mu się w objęcia i zapłakała.Tulił ją do siebie jak małe dziecko,jednak sam nie uronił ani jednej łzy.Choć na Merlina miał ochotę płakać jeszcze bardziej niż ona!Delikatnie odsunął ją od siebie i z maską obojętności poprowadził do stolika w głębi sali.Szybko skinął ręką na kelnera,bez słowa konsultacji wziął dwie podwójne Ogniste i odprawił młodego chłopaka,nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.Mimo roztrzęsienia Hermiona oburzonym tonem zwróciła mu uwagę,że mógłby być choć troszkę milszy.Mężczyzna,siląc się na obojętność odparł:
-Znasz mnie,zimny ze mnie drań zabijam niewinnych i jestem nie miły dla chłystków,którzy mogliby być moimi synami.
-Severus!Ty jesteś pijany.
-Tak...wciąż...już chyba ze 2 tygodnie...-Popatrzył na nią mętnymi oczami,ukazując rozpacz,ale i dziwne,ciężkie,poczucie winy.
-Nie możesz się tak niszczyć!Ile razy mam ci powtarzać,że to nie twoja wina!Stało się,zabijając się i trując nie wrócisz mu życia!
-A to mnie pocieszyłaś,pomyśleć,że miałem cię za uosobienie dobra.
-Cco?Ty bredzisz,chodź zabiorę cię do siebie.Prześpisz się,a potem opowiesz mi wszystko.Koniec milczenia.
Nagle z rozgoryczonej młodej kobiety stała się silną,pełną determinacji osobą,gotowa pomóc byłemu nauczycielowi,nawet jeśli tego nie chciał.Jej żal nagle zmniejszył się,kiedy prowadziła go pod ramię,a jego ciałem targały dreszcze.
Gdy dotarli do jej mieszkania,Harrego na szczęście jeszcze nie było. Snape usiadł cichutko na łóżku,alkohol powoli z niego wietrzał,więc i świadomość wracała.Wiedział,że zaraz walnie mu kazanie tym swoim mędrkowatym tonem,pewnie opieprzy go,że się stacza,a potem sama się rozpłacze,kiedy już dopuści go do głosu i usłyszy co ma jej do powiedzenia.
-Powiedz mi...jak się czujesz?
-Co ci do tego?Przecież nie spotkaliśmy się aby dyskutować o mnie,zapewne chcesz wiedzieć jak się czuje młody,a ja jeśli pozwolisz streszczę ci cel mojej wizyty i spadam do siebie pić dalej.
-Nigdzie nie idziesz!Powiedz mi co z tobą?Widzę,że jesteś w jeszcze większej rozsypce.Ja...mogę ci pomóc.To że Draco wyrzucił mnie ze swojego życia,nie znaczy że ty też musisz.
-Wcale nie wyrzuciłem cię z mojego życia,bo nigdy w nim nie figurowałaś!
-Nie mów tak!Myślałam,że jesteśmy,byliśmy...przyjaciółmi.
-Taaak...masz racje..
-Więc nie wmawiaj mi!
-Ale taka jest prawda,ja...Draco już praktycznie nie widzi i chudnie z dnia na dzień.Koniec jest już blisko i chciałbym abyś go razem ze mną odwiedziła,ostatni raz.Na pewno się ucieszy.Wiem,że się pokłóciliście i pewnie nawet nie powiedział ci że cię kocha,ale tak jest.Nie ma dnia,aby o tobie nie mówił.Raz kiedy nie do końca wiedział z kim rozmawia,opowiadał mi przez 3 godziny o waszej randce. Ghh..porzygać się idzie!A nijak nie mogłem mu przerwać,bo rzadko już mówił w ogóle.Więc siedziałem tam i wysłuchiwałem jak ten idiota,jaka to jesteś wspaniała,nieśmiała,dobra...Jakbym go zapytał to zapewne potrafiłby wymienić wszystkie kolory biustonoszy i lakierów do paznokci jakich używałaś...nie widział świata poza tobą!
-Ale...czemu cały czas mówisz w formie przeszłej...przecież Draco żyje...
-Musisz o czymś wiedzieć..on jeszcze tylko przez dwie doby będzie sobą,potem lekarze zaprzestaną podawania eliksirów i lekarstw,aby odszedł z tego świata jeszcze w pełni świadom i nie w największym bólu.Dlatego weź wolny dzień,albo i tydzień i chodź ze mną do szpitala,pożegnaj się.
-On nie będzie chciał mnie widzieć..nie wiem czy powinnam...boję się.
-Będę tam,nie martw się.
-Ja..dziękuję Severusie,naprawdę.
-Nie dziękuj mi głupia,to ja go skazałem na śmierć zapomniałaś?!-Momentalnie poderwał się z miejsca i zaczął ciągnąć się za tłuste włosy z pasją wariata,tak jakby chciał je sobie wyrwać tu i teraz.Podeszła do niego i delikatnie położyła mu rękę na ramieniu.Od razu przygarnął się do niej i stali tak w dziwnej pozie.Wydawał się być taki mały i zagubiony.Jak chłopiec,który zrobił coś bardzo złego a rodzice kiedy się dowiedzieli,nie dali mu kary,tylko orzekli że ich rozczarował.Właśnie taki wydawał się być.Rozczarowany,rozgoryczony,zagniewany na samego siebie.Wyniszczał się alkoholem i pewnie innymi używkami,chcąc ukarać się za chwilę nie uwagi,która kosztowała młodszego ślizgona życie.
Zaprowadziła go do gościnnej sypialni i po chwili już miarowo oddychał.
Dziewczyna poważnie zaczęła rozważać co jej powiedział.Ukochany pozostanie przy życiu jeszcze dwie doby...tak mało czasu.Nie płakała jednak.Musi być silna.Dla siebie dla Dracona i dla Severusa.Nie pozwoli temu zniszczonemu przez życie człowiekowi pogrążyć się w jeszcze większej rozpaczy,bo on na to zwyczajnie nie zasługiwał.Powinien mieć kochającą żonę,albo chociaż trochę zaznać miłości,w końcu nie od dziś jest dupkiem z lochów.Jej rozmyślania na temat przyszłości bez Draco trwały jeszcze długo długo w noc,bo wiedziała że jak teraz wszystkiego sobie nie poukłada,to nigdy nie pogodzi się z jego śmiercią.
Przygotowała sobie ulubioną żółtą sukienkę,tę którą założyła na pierwsze spotkanie.Usiadła na łóżku i wdychała zapach tkaniny.Wciąż był przesiąknięty zmieszanymi zapachami ich ciał i Ognistej,którą się wtedy raczyli.Obraz roześmianej,przystojnej,bladej twarzy wciąż jej nie opuszczał.Chciałaby takim go zapamiętać.Męski,wysportowany,z zawadiackim błyskiem w oku. Jednak przyjdzie jej się zmierzyć z o wiele gorszym widokiem,który pewnie będzie prześladował ją do końca życia.Nawet nie zauważyła kiedy słońce wstało.Zeszła do kuchni i zastała tam Harrego i Severusa rozmawiających cicho.W ich głosach nie było napięcia,a na ustach gościł delikatny uśmiech.
-O czym rozmawiacie?
-O Draco...opowiadałem Severusowi jak ten drań kiedyś wywabił mnie z dormitorium w nocy a potem nakablował McGonagall...spryciarz.-Oczy wybrańca zaszły delikatną mgiełką wspomnień.
-Tak...a pamiętasz jak na Eliksirach,chyba w czwartej klasie cię skonfundował a potem chwalił się tym przed całą klasą?Byłem z niego taki dumny!-Snape'owi widocznie również zebrało się na sentymenty jednak Hermiona nie mogła tego znieść..
-Zamknijcie się!Jak możecie mówić o nim jakby już nie żył!
-Herm...to nie tak..my po prostu..
-Jesteście podli!-Wybiegła na korytarz i znów oparta o framugę drzwi,zapłakała.
*
Te same schody,ten sam zapach środków czyszczących,te same zatroskane twarze pielęgniarek,a jednak wszystko się zmieniło od jej ostatniej wizyty.Delikatnie nacisnęła klamkę,weszła do dobrze oświetlonego pomieszczenia,a zaraz za nią,Mistrz Eliksirów.
Jej spojrzenie od razu padło na bladą twarz i zapadnięte policzki,ale nie mogła się powstrzymać od myśli,że nadal jest bardzo przystojny i mógłby grać w reklamie.Nie wyglądał na chorego.Spał.Mężczyzna do tej pory stojący z boku podszedł do łóżka i delikatnie szturchnął chłopaka.Ten otworzył oczy,które momentalnie rozświetliły się jakimś niecodziennym blaskiem.Spojrzał jej w oczy i nie musiał nawet nic mówić.Wiedziała.Żałował każdej sprzeczki,bezsensownej wymiany zdań,która prowadziła do jej odejścia.Każdej minuty osobno.Bez słowa rzuciła się na niego,już nie hamując łez.
-Udusisz mnie kobieto.-Powiedział to nad wyraz pewnie i wyraźnie.Choć widział ją jak przez mgłę,stwierdził że jeszcze wypiękniała od ich ostatniego spotkania,kiedy tak bezsensownie kazał jej odejść.A teraz to on odchodzi.Nie ma już dla niego żadnego ratunku,jedyne co może,to godnie się pożegnać i czekać na nieuniknione.
Podniosła głowę,znów pogładziła go po blond włosach i nadal lekko łamiącym się głosem powiedziała:
-Powinnam cię ogolić,bo inaczej każda pielęgniarka będzie chciała mi cię odebrać.
-No ja ciebie też!Boże jak ja tęskniłem!-Przygarnął ją jeszcze bardziej do siebie.
Spędzili w trójkę cały dzień.Pozwolono Draconowi wyjechać na wózku do szpitalnego ogrodu,gdzie pomiędzy łzami,wyznawał dozgonną miłość i przyrzekał strzec swojego aniołka po śmierci.Ona zaś obiecywała nigdy go nie zapomnieć,nigdy nie pokochać nikogo innego i zawsze mieć w sercu dobroć,za którą ją pokochał.Wraz z zachodem słońca odprowadzili chłopaka do jego sali.Ostatnie pocałunki,spojrzenia i definitywnie nie ostatnie łzy.Odszedł w pełni władz umysłowych choć o nie sprawnym ciele.Przeżył wiele wspaniałych chwil i poznał mnóstwo wspaniałych osób.
Następnego dnia w samo południe Hermiona zamknęła się w toalecie w pracy i zapłakała tak mocno jak jeszcze nigdy w życiu.Czuła się jakby to jej serce stanęło.Odszedł...ale jej nie zostawił.Dał jej z siebie tyle,że była wdzięczna za cały wspólnie spędzony czas.Doceniał ją,kochał jej ciało i umysł,interesował się nią,wzbudzał w niej ambicję.Powodował same pozytywne odczucia.Nie miała żalu.Wszystko czego doświadczyła,zamykało się na ich wspólnej fotografii i choć nie będzie kolejnej...ta jedna pozostanie z nią na zawsze prawda?
*
Przemierzała niespokojnie ulice Londynu,by jednak zdążyć na odpowiedni pociąg.Na drżących nagach wbiegła na cmentarz i udała się w znajome miejsce.Stał tam i patrzył w południowe słońce.
-Spóźniłaś się.
-Wiem,ale musiałam jeszcze podjechać do Harrego skoro już jestem w Londynie.-Podeszła i przytuliła się do starszego mężczyzny.Oboje ułożyli swoje bukieciki na grobie.Dziewczyna miała ze sobą również czerwoną różę,już czwartą z kolei.Wcześniejszych nie zabierała i nie wyrzucała,miały być symbolem,tego wszystkiego co fizycznie straciła,ale mentalnie nadal było z nią.Wiejący wiatr przywodził jej na myśl wszystkie te momenty,które można odtwarzać w pamięci jak film,ale czy istnieją dwa identyczne podmuchy wiatru?Jeszcze raz spojrzeli na piękny nagrobek,złocone litery i mnóstwo kwiatów,po czym ramię w ramię odeszli w stronę jutra.Nie było to pożegnanie,mają one bowiem to do siebie,że są aktem woli.A oni nie chcieli się żegnać.Nie musieli.
niedziela, 15 czerwca 2014
Miniaturka III-Czas nie ucieka...on spieprza. cz.1
Miniaturka podyktowana wydarzeniami z życia prywatnego.Parszywy humor więc i ten gniot jest taki nijaki.
Mimo wszystko miłego!
Cz.2 koło środy.
Czuł się strasznie źle.Zawroty głowy,częste skurcze w klatce piersiowej,to tylko niektóre z wielu dolegliwości,jakie męczyły go niestety każdego dnia.Niekiedy nawet bolało go mruganie,a przecież świat,choć naznaczony wojną-wciąż był piękny i pełen tajemnic do odkrycia.
Jego ojciec chrzestny Severus Snape,trafił go klątwą powolnej śmierci,która miała działanie jak avada,z tym że rozłożone w czasie a nie natychmiastowe.Wiadomo że to był wypadek i Snape pomimo usposobienia mordercy i nawyków godnych Czarnego Pana,nigdy celowo nie zrobiłby krzywdy bliskiej osobie.Choć ciężko jest sobie to wyobrazić,Mistrz Eliksirów ma serce,choć nie do końca wiadomo dla kogo ono bije.Bo na pewno dla młodszego ślizgona,który z każdym dniem żegnał się ze światem.Nauczyciel czuł się okropnie.Każdego dnia witał pielęgniarki w Św. Mungu zrzędliwym tonem,kierował się na drugie piętro i pukał do drzwi,by zaraz potem z zimnym opanowaniem ściskać swojego chrześniaka.Nigdy nie okazywał jak bardzo boli go widok młodego Malfoya leżącego w łóżku,niekiedy nie zdolny nawet do podstawowych czynności.W takich chwilach poczucie winy paliło go jak cholera...miał ochotę skończyć ze sobą i nie robił tego tylko dlatego,że póki młody jest na tym świecie,on też będzie.Potem niech się dzieje,co chce.Może nawet pójść do mugolskiego baru i zachlać się na śmierć.Pewnie tak zrobi.Może chociaż alkohol trochę go znieczuli.Wiedział że Draco nie ma do niego wielkiego żalu i choć uważał go z tego powodu za idiotę,był mu wdzięczny.Wystarczy że on sam nie jest w stanie spojrzeć na siebie w lustrze.No i zostawała jeszcze Granger....na zabój zakochana w blondynie,a on ją odtrąca!Bo przyszłość niepewna,krucha i nieszczęśliwa.Jednak potrafił zrozumieć decyzję młodego.Chciał jej oszczędzić cierpień po jego odejściu.Ale czy jeśli ktoś nie pozwala nam się kochać,sprawia,że nie kochamy?Nie sądził by jemu było to oceniać,ale w dziewczynie kryła się taka dobroć i chęć niesienia radości,że podejrzewał iż chłopak odtrącając jej uczucie,krzywdzi i ją i siebie dwa razy bardziej niż jakby pozwolił sobie,nawet na parę tygodni radości.Gryfonka oczywiście nie przyjmowała odmowy i cechowała się typową upartością mieszkanki Domu Lwa.Każdego dnia po pracy przychodziła,przez szybę obserwowała śpiącego lub tylko patrzącego przez okno blondyna,roniła kilka łez i wychodziła Nie zawsze tak było.Na początku,kiedy ich uczucie było jeszcze namiętne,świeże i nie pozbawione złudzeń na przyszłość,przychodziła,opowiadała mu o pracy i życiu a on opowiadał anegdotki usłyszane u pielęgniarek.Potem jednak zaczął mieć problemy z chodzeniem i mówieniem i zrozumiał.Może zabierać dziewczynie czas,dając pozorne szczęście,ale ostatecznie i tak ją zostawi samą.Wiedział,że i tak już za bardzo ją przywiązał do siebie.Widział przez okno jak prawie na złamanie karku biegła do szpitala,byleby jak najszybciej go zobaczyć i przekonać się,ze jego serce jeszcze bije.A zasługiwała na pełnię szczęścia,nie tylko namiastkę i to zamkniętą w obrębie drugiego piętra szpitala czarodziejów.Nie chciał dla siebie takiego końca i nie chciał,aby ona została z żalem sama.Listownie przekonał Harrego Pottera,aby postarał się zając jego miejsce w życiu dziewczyny.Może postępował nie fair swatając ich,ale od kiedy życie jest fair?Powinien żyć,doczekać się gromadki dzieci z kimś kogo pokochał szczerą,prawdziwą,choć nieoczekiwaną miłością.Zamiast tego powoli każdego dnia umiera,fizycznie jest już w coraz gorszym stanie,jednak jego głowa również ma się nie najlepiej.Któregoś dnia,wydawało mu się,że ktoś go odwiedził.Ktoś kogo dobrze znał,ale nie powinien go odwiedzać.Hermiona.Bardziej wyczuł niż zgadł,ale pewnie trafił.Pochylała się nad nim niczym anioł i szeptała coś głaszcząc go po pozbawionych blasku blond kosmykach.
-Wygrałeś...Hary i ja zamieszkamy razem.Nigdy ci tego nie wybaczę.Nie wiem dlaczego chcesz umierać w samotności i nie wiem dlaczego uważasz mnie za tak słabą.Wojna mnie nie złamała.Śmierć rodziców mnie nie załamała,dlaczego nie chcesz pojąć,że chce ci towarzyszyć do końca i dam radę?Draco...ja...zawszę będę cię kochać,ale pozwól mi na to...powiedz słowo,kiwnij,cokolwiek,a ja zostanę z tobą,na zawsze...do końca.Przecież wiesz,że Harry nigdy ciebie nie zastąpi.Severus powiedział kiedyś,że pod względem upartości jesteśmy podobni i że któreś z nas musi odpuścić..więc ja odpuszczam..masz ostatnią szansę by mnie zatrzymać.
Chłopak nawet nie otworzył oczu i ledwo docierał do niego sens słów,ale czuł że ukochana płacze.Chciał ukoić jej ból i pod wpływem tych słów powiedzieć "zostań,boję się,nie chce umierać sam",ale wiedział,że nie może być egoistą,chociaż teraz,o krok od śmierci.Dlatego złapał ja za rękę,ostatkiem sił pociągając na siebie,tak by miała ucho przy jego ustach.
-Wyjdź.-Szepnął.
Dziewczyna spojrzała w ledwo uchylone powieki,zobaczyła ból i miłość,ale i coś jeszcze,strach.Delikatnie wyciągnęła rękę dotknęła jego policzka i z ciepłem szepnęła.
-Kiedy ty przestajesz walczyć,ja mogę kontynuować walkę za ciebie,tylko mi pozwól.
-Nie.
Jeszcze raz przeczesała jego włosy ręką,złożyła na ustach delikatny pocałunek i nie oglądając się za siebie,wyszła.Kiedy już zamknęła za sobą drzwi,usiadła na najbliższym krześle i wreszcie zapłakała.
Zrezygnował z niej,poddał się,oddał ją w ręce Pottera.Ale czuła że chodzi o coś innego.Koniec był już blisko i dlatego potraktował ją tak oschle,żeby wiedziała,że nie zmieni zdania i ma więcej nie przychodzić.Może znów mu się pogorszyło?Nie wiedziała,ale to było już nie ważne.Skoro tak zadecydował,to spełni jego ostatnią wolę.Teleportowała się do pustego jeszcze mieszkania i wysłała do Harrego sowę.
Od jutra już nie będzie sama.Będzie się koło niego budzić i zasypiać.Kochała go choć nie w taki sposób jak na to zasługiwał.Był przyjacielem i powiernikiem,ale nigdy nie będzie kochankiem,mężem czy obiektem westchnień.Tego pewnie chciałby Draco,ale serca przecież nie oszuka.W nim jest miejsce tylko dla jednej osoby i zostało ono już zajęte.Na zawsze.Bez względu na to co sobie powiedzieli podczas ostatniej kłótni,czy ostatniej rozmowy,wiedziała że ją kocha i tylko ze względu na to uczucie nie pozwala jej być przy nim do śmierci.Chciał oszczędzić jej cierpienia,ale i tak go przysparzał.Dni mijały,nie miała żadnych informacji,bo nawet Snape przestał się z nią kontaktować.Dziwiło ją to,ale pewnie robił to z polecenia Draco.Rozumiała byłego profesora,strata musiała go bardzo zmienić,a przecież i bez tego był trudny w obejściu.Jej jednak udało się jakoś do niego dotrzeć.Może tolerował ją ze względu na swojego podopiecznego,ale i tak było to dużo.W szkole jej nienawidził,ale może to cierpienie spowodowało tak dziwną między nimi zażyłość.Często spotykali się i rozmawiali o stanie zdrowia ukochanej dla nich osoby,albo omawiali sprawy Ministerstwa,czasami siedzieli z kubkami kawy i milczeli.Brakowało jej tego...nie otrzymywała już sów i nie wiedziała nic o zdrowiu jej ukochanego.Tak jakby,gdy zerwała z kontakt z Draco,Severus również się od niej odsunął.Może to i lepiej?Dzielnie wiodła nieszczęśliwe życie przez kilka miesięcy i nie zaglądała do szpitala ani nie wysyłała sów do pielęgniarek.W końcu jednak odezwał się do niej Mistrz Eliksirów,prosząc o spotkanie.Podejrzewała najgorsze...
Mimo wszystko miłego!
Cz.2 koło środy.
Czuł się strasznie źle.Zawroty głowy,częste skurcze w klatce piersiowej,to tylko niektóre z wielu dolegliwości,jakie męczyły go niestety każdego dnia.Niekiedy nawet bolało go mruganie,a przecież świat,choć naznaczony wojną-wciąż był piękny i pełen tajemnic do odkrycia.
Jego ojciec chrzestny Severus Snape,trafił go klątwą powolnej śmierci,która miała działanie jak avada,z tym że rozłożone w czasie a nie natychmiastowe.Wiadomo że to był wypadek i Snape pomimo usposobienia mordercy i nawyków godnych Czarnego Pana,nigdy celowo nie zrobiłby krzywdy bliskiej osobie.Choć ciężko jest sobie to wyobrazić,Mistrz Eliksirów ma serce,choć nie do końca wiadomo dla kogo ono bije.Bo na pewno dla młodszego ślizgona,który z każdym dniem żegnał się ze światem.Nauczyciel czuł się okropnie.Każdego dnia witał pielęgniarki w Św. Mungu zrzędliwym tonem,kierował się na drugie piętro i pukał do drzwi,by zaraz potem z zimnym opanowaniem ściskać swojego chrześniaka.Nigdy nie okazywał jak bardzo boli go widok młodego Malfoya leżącego w łóżku,niekiedy nie zdolny nawet do podstawowych czynności.W takich chwilach poczucie winy paliło go jak cholera...miał ochotę skończyć ze sobą i nie robił tego tylko dlatego,że póki młody jest na tym świecie,on też będzie.Potem niech się dzieje,co chce.Może nawet pójść do mugolskiego baru i zachlać się na śmierć.Pewnie tak zrobi.Może chociaż alkohol trochę go znieczuli.Wiedział że Draco nie ma do niego wielkiego żalu i choć uważał go z tego powodu za idiotę,był mu wdzięczny.Wystarczy że on sam nie jest w stanie spojrzeć na siebie w lustrze.No i zostawała jeszcze Granger....na zabój zakochana w blondynie,a on ją odtrąca!Bo przyszłość niepewna,krucha i nieszczęśliwa.Jednak potrafił zrozumieć decyzję młodego.Chciał jej oszczędzić cierpień po jego odejściu.Ale czy jeśli ktoś nie pozwala nam się kochać,sprawia,że nie kochamy?Nie sądził by jemu było to oceniać,ale w dziewczynie kryła się taka dobroć i chęć niesienia radości,że podejrzewał iż chłopak odtrącając jej uczucie,krzywdzi i ją i siebie dwa razy bardziej niż jakby pozwolił sobie,nawet na parę tygodni radości.Gryfonka oczywiście nie przyjmowała odmowy i cechowała się typową upartością mieszkanki Domu Lwa.Każdego dnia po pracy przychodziła,przez szybę obserwowała śpiącego lub tylko patrzącego przez okno blondyna,roniła kilka łez i wychodziła Nie zawsze tak było.Na początku,kiedy ich uczucie było jeszcze namiętne,świeże i nie pozbawione złudzeń na przyszłość,przychodziła,opowiadała mu o pracy i życiu a on opowiadał anegdotki usłyszane u pielęgniarek.Potem jednak zaczął mieć problemy z chodzeniem i mówieniem i zrozumiał.Może zabierać dziewczynie czas,dając pozorne szczęście,ale ostatecznie i tak ją zostawi samą.Wiedział,że i tak już za bardzo ją przywiązał do siebie.Widział przez okno jak prawie na złamanie karku biegła do szpitala,byleby jak najszybciej go zobaczyć i przekonać się,ze jego serce jeszcze bije.A zasługiwała na pełnię szczęścia,nie tylko namiastkę i to zamkniętą w obrębie drugiego piętra szpitala czarodziejów.Nie chciał dla siebie takiego końca i nie chciał,aby ona została z żalem sama.Listownie przekonał Harrego Pottera,aby postarał się zając jego miejsce w życiu dziewczyny.Może postępował nie fair swatając ich,ale od kiedy życie jest fair?Powinien żyć,doczekać się gromadki dzieci z kimś kogo pokochał szczerą,prawdziwą,choć nieoczekiwaną miłością.Zamiast tego powoli każdego dnia umiera,fizycznie jest już w coraz gorszym stanie,jednak jego głowa również ma się nie najlepiej.Któregoś dnia,wydawało mu się,że ktoś go odwiedził.Ktoś kogo dobrze znał,ale nie powinien go odwiedzać.Hermiona.Bardziej wyczuł niż zgadł,ale pewnie trafił.Pochylała się nad nim niczym anioł i szeptała coś głaszcząc go po pozbawionych blasku blond kosmykach.
-Wygrałeś...Hary i ja zamieszkamy razem.Nigdy ci tego nie wybaczę.Nie wiem dlaczego chcesz umierać w samotności i nie wiem dlaczego uważasz mnie za tak słabą.Wojna mnie nie złamała.Śmierć rodziców mnie nie załamała,dlaczego nie chcesz pojąć,że chce ci towarzyszyć do końca i dam radę?Draco...ja...zawszę będę cię kochać,ale pozwól mi na to...powiedz słowo,kiwnij,cokolwiek,a ja zostanę z tobą,na zawsze...do końca.Przecież wiesz,że Harry nigdy ciebie nie zastąpi.Severus powiedział kiedyś,że pod względem upartości jesteśmy podobni i że któreś z nas musi odpuścić..więc ja odpuszczam..masz ostatnią szansę by mnie zatrzymać.
Chłopak nawet nie otworzył oczu i ledwo docierał do niego sens słów,ale czuł że ukochana płacze.Chciał ukoić jej ból i pod wpływem tych słów powiedzieć "zostań,boję się,nie chce umierać sam",ale wiedział,że nie może być egoistą,chociaż teraz,o krok od śmierci.Dlatego złapał ja za rękę,ostatkiem sił pociągając na siebie,tak by miała ucho przy jego ustach.
-Wyjdź.-Szepnął.
Dziewczyna spojrzała w ledwo uchylone powieki,zobaczyła ból i miłość,ale i coś jeszcze,strach.Delikatnie wyciągnęła rękę dotknęła jego policzka i z ciepłem szepnęła.
-Kiedy ty przestajesz walczyć,ja mogę kontynuować walkę za ciebie,tylko mi pozwól.
-Nie.
Jeszcze raz przeczesała jego włosy ręką,złożyła na ustach delikatny pocałunek i nie oglądając się za siebie,wyszła.Kiedy już zamknęła za sobą drzwi,usiadła na najbliższym krześle i wreszcie zapłakała.
Zrezygnował z niej,poddał się,oddał ją w ręce Pottera.Ale czuła że chodzi o coś innego.Koniec był już blisko i dlatego potraktował ją tak oschle,żeby wiedziała,że nie zmieni zdania i ma więcej nie przychodzić.Może znów mu się pogorszyło?Nie wiedziała,ale to było już nie ważne.Skoro tak zadecydował,to spełni jego ostatnią wolę.Teleportowała się do pustego jeszcze mieszkania i wysłała do Harrego sowę.
Od jutra już nie będzie sama.Będzie się koło niego budzić i zasypiać.Kochała go choć nie w taki sposób jak na to zasługiwał.Był przyjacielem i powiernikiem,ale nigdy nie będzie kochankiem,mężem czy obiektem westchnień.Tego pewnie chciałby Draco,ale serca przecież nie oszuka.W nim jest miejsce tylko dla jednej osoby i zostało ono już zajęte.Na zawsze.Bez względu na to co sobie powiedzieli podczas ostatniej kłótni,czy ostatniej rozmowy,wiedziała że ją kocha i tylko ze względu na to uczucie nie pozwala jej być przy nim do śmierci.Chciał oszczędzić jej cierpienia,ale i tak go przysparzał.Dni mijały,nie miała żadnych informacji,bo nawet Snape przestał się z nią kontaktować.Dziwiło ją to,ale pewnie robił to z polecenia Draco.Rozumiała byłego profesora,strata musiała go bardzo zmienić,a przecież i bez tego był trudny w obejściu.Jej jednak udało się jakoś do niego dotrzeć.Może tolerował ją ze względu na swojego podopiecznego,ale i tak było to dużo.W szkole jej nienawidził,ale może to cierpienie spowodowało tak dziwną między nimi zażyłość.Często spotykali się i rozmawiali o stanie zdrowia ukochanej dla nich osoby,albo omawiali sprawy Ministerstwa,czasami siedzieli z kubkami kawy i milczeli.Brakowało jej tego...nie otrzymywała już sów i nie wiedziała nic o zdrowiu jej ukochanego.Tak jakby,gdy zerwała z kontakt z Draco,Severus również się od niej odsunął.Może to i lepiej?Dzielnie wiodła nieszczęśliwe życie przez kilka miesięcy i nie zaglądała do szpitala ani nie wysyłała sów do pielęgniarek.W końcu jednak odezwał się do niej Mistrz Eliksirów,prosząc o spotkanie.Podejrzewała najgorsze...
piątek, 13 czerwca 2014
Rozdział 13 cz.II
Zabijecie mnie za ten rozdział,bo wieje tragedią i jest nudny,ale poprawię się.
Miłego.
Proszę o komentarze;)
Bale w Hogwarcie miały to do siebie,że organizowane były z ogromnym rozmachem i zazwyczaj,mimo że uczniowie na co dzień obcują z magią,to wydarzenia te jeszcze bardziej ich zadziwiały i wprawiały w cudowne nastroje.
Dziewczęta z Gryffindoru od rana do późnych godzin popołudniowych eksperymentowały z zaklęciami kręcącymi włosy,prostującymi,farbującymi,do makijażu i wszystkimi innymi,które mogły zrobić z nich oszałamiające seks-bomby.Każda z nich miała bowiem nadzieję,że między nimi i ich partnerami,tego wieczora wydarzy się coś szczególnego. Ginny nie była wyjątkiem,stroiła się,biegała tam i z powrotem,w duchu przeklinając swoje niezdecydowanie i brak talentu do robienia makijażu.Z tego wszystkiego śmiała się Hermiona,ona miała do perfekcji opanowane zaklęcia upiększające,a dodatkowo-wcale nie miała zamiaru z nich korzystać.Ku uciesze młodszej koleżanki wyciągnęła swój kuferek,który pełen był najróżniejszych specyfików.Gestem zaprosiła Rudą do salonu gdzie na środku stał fotel i stolik.Kiedy dziewczyna usiadła,spięła jej włosy wysoko w górze,tworząc niesforny koczek,który tylko dodawał jej uroku.Położyła na jej twarz bazę,następnie lekko upudrowała i kazała wybrać sobie odpowiednią kolorystykę.Padło oczywiście na zieleń i granat.Szybko wytuszowała koleżance rzęsy,dodała troszkę różu na policzki i wyczarowała lusterko,aby tamta mogła się przejrzeć.
-Miona!To naprawdę ja?!Wyglądam cudownie!-Rzuciła się brązowowłosej na szyję,prawie ją przewracając.
-Puść mnie wariatko,jeszcze nie skończyłam.-Ze śmiechem podeszła do prowizorycznej toaletki,wyciągnęła wisiorek w kształcie salamandry i zawiesiła go na szyi Rudej.Ta od razu wzięła go w dłonie.
-Jest piękny,wiesz?Dziękuję.
-Może akurat przyniesie ci szczęście?-Mrugnęła do niej i zaczęła sprzątać wszystkie akcesoria.
-Miona?
-Hm?
-Myślisz,że nas też kiedyś czeka szczęście?Mimo tego wszystkiego?
-Nie wiem..trochę wiary dzieciaku..jeśli ty nie będziesz wierzyć we własny happy end to kto będzie?
-Ty?-znów się śmiały,kiedy do pokoju wkroczył Blaise.
-Cześć dziewczyny,już gotowe?Zostało jeszcze parę ładnych godzin.
-Cóż ja muszę być gotowa wcześniej bo zaraz po 16 mam się zgłosić do dyrektora,podobno ma jakąś sprawę,potem nie będę miała czasu się upiększyć.
-Tak jakby było ci to potrzebne.-Zarumienił się ogniście,tak samo jak Ruda,oboje spojrzeli zmieszani na Hermionę.
-Mną się nie przejmujcie,już mnie nie ma,nic nie słyszę.-Wymaszerowała z pokoju z dziwna miną.
Dracona na szczęście nie było dziś w dormitorium bo odrabiał szlaban u McGonagall.Kiedy się o tym dowiedziała ucieszyła się,nie chciała bowiem,aby patrzył na jej przygotowania,wystarczyło jej,że sukienkę która jej się bardzo podobała,on chciał wyrzucić do kosza.Bo będziesz go nią torturować.Zdusiła protesty własnych myśli i skupiła się na tym,jak chce się dziś umalować.Postawiła na złoto i srebro,w tych samych kolorach dobrała dodatki,jednak nie przesadzała z makijażem,najlepiej się czuła w wersji naturalnej.Dla Blaise'a zresztą wcale nie musiała się malować,zapewniał ją o tym i w sumie,tylko na przekór niemu,zrobiła makijaż.Denerwowało ją,że stosunki w tym dormitorium jeszcze bardziej się popieprzyły,o ile to możliwe.Ona chciała Draco,on chyba chciał ją,Blaise chyba chciał Ginny i ona definitywnie chciała jego.Ale nie mogli dowolnie się przetasowywać.Musieli dostosować się do woli Dyrektora Hogwartu.Wymyślił sobie,że aby przemiana chłopaków z śmierciorzerczych maszynek do zabijania w normalnych "grzecznych obywateli magicznego świata",będzie miała moc sprawczą i wiążącą,tylko jeśli poślubią oni przedstawicielki znienawidzonego Gryfindoru.Dodatkowo,nie pozwolił im pisnąć o umowie słówka,co niestety się nie udało.Dziewczyny od dawna wiedziały,że biorą udział w grze,w której stawką było odkupienie win chłopców i choć niechętnie,godziły się na to. Draco musiał jakoś przekonać do siebie Ginny,a Blaise musiał rozkochać w sobie Hermionę.Nie dość,że żadna z tych misji jak na razie się nie powiodła,to jeszcze odniosła odwrotny skutek.Gorzej być nie może.Każdy z nich będzie musiał patrzeć,jak jego kumpel żeni się z jego wybranką serca i na dodatek pozwolić mu na to.Od tego zależało ich odkupienie i nie było nawet dyskusji,że mieliby poświęcić wieczny spokój,na rzecz pozornego szczęścia.Musieli niestety pogodzić się z rzeczywistością i uczestniczyć w niej najlepiej jak potrafią.Dlatego punkt 18 w salonie stanęli Blaise i Hermiona trzymając się za ręce i patrząc wszędzie tylko nie na siebie.Po chwili dołączyła do nich Ginny,lustrując parę uważnie.
-Herm wyglądasz niesamowicie,założę się,że Draco nie oderwie od ciebie oczu.
-EKHEM chyba Blaise..
-No a co ja niby powiedziałam..-Popatrzyła na ich niepewne miny i zorientowała się,że palnęła głupstwo.-Oj no już,mamy się bawić,a nie tylko zadręczać!Gdzie jest mój przyszły mężuś?
-Chyba jeszcze się ubiera.
-To może zajrzysz do niego,a my z Hermi sobie pogadamy chwilę?
-Jasne.-Kiedy tylko chłopak zniknął usiadły na kanapie i przez chwilę trwała cisza.
-Nie uwierzysz,czego się dowiedziałam od Starca!-Ginny nagle wydawała się promieniować jakimś dziwnym blaskiem.
-Noo mów,tyle czekałam aż mi powiesz,od razu jak wróciłaś to widziałam,że coś się święci.
-No więc powiedział mi,że wszystko jest na dobrej drodze,że dobrze wyglądamy z Draconem i że już nie może doczekać się wiosny i końca roku szkolnego.
-Nie rozumiem czym ty się tak podniecasz.-Herm posłała jej karcące spojrzenie i momentalnie pobladła.
-Nie rozumiesz?A podobno taki geniusz.-Dziewczyna prychnęła.
-Wytłumacz.
-Noo skoro on uważa,że wszystko jest po jego myśli i że układa się między nami wyśmienicie,to znaczy,że a-niczego nie zauważył,nie wie,że nie chcemy się z nimi żenić i be-że przemiana chłopców jest jak najbardziej realna i dzięki nam będą mogli spokojnie żyć.
-To wspaniale Ginn.-Nie wiedzieć czemu prefekt naczelna wyglądała bardziej jakby miała się rozpłakać,a nie skakać z radości tak jak Ruda.W tym momencie do pokoju wreszcie weszli ślizgoni.Czas się zatrzymał.Mimo iż Blaise zagadywał Draco,tamten tylko stał i patrzył na Hermionę ognistym wzrokiem.Tak jakby nikogo innego w pokoju nie było i w ogóle nikogo innego nie było. Weasley wyglądała wspaniale,kobieco i nęcąco,ale to nie ona zrobiła na nim największe wrażenie,bo Hermiona nawet w worku po kartoflach rzucała jego serce na kolana.Stali w milczeniu dobre kilka sekund mierząc się wzrokiem.W końcu ciemnoskóry chwycił swoją partnerkę,Ginny podeszła do smoka i wyszli przed dormitorium.
-Słuchajcie dziewczyny.Dziś ustaliliśmy ze smokiem,że nie ważne jakie są nasze stosunki i jak to sie wszystko ma skończyć,po prostu bawmy się.Jakby to był najszczęśliwszy dzień w naszym życiu.Co ma być to będzie,ale będzie później,a teraz się bawmy.
-Ok?-Dziewczyny niepewne co to w ogóle znaczy i czego mają się spodziewać kiwnęły tylko głowami i poprowadzone zeszły schodami do Wielkiej Sali.
Wszyscy musieli przyznać,że odwalili kawał dobrej roboty.Sala wyglądała cudownie przystrojona kolorami domów,jednak bez żadnej reguły,każdy mógł siedzieć gdzie chciał,a nie tam gdzie musiał.Sprowadzili palmy tropikalne,które nadały miejscu bajeczny klimat.Wszędzie wisiały różnokolorowe lampiony,nie które w kształcie serca.Ponadto,w powietrzu unosił się dym,insynuujący wnętrze mglistej jaskini.Sklepienie z kolei było upstrzone migoczącymi gwiazdkami i specjalnie na potrzeby balu,profesor McGonagall niektóre z nich zamieniła w gwiazdy spadające,tak by każdy z uczniów w tę szczególną noc mógł zaznać magii osobiście i pomyśleć życzenie,tuląc do siebie ukochaną osobę.Powoli robiło się tłoczno,chłopcy poprowadzili partnerki do stolika przy którym na ich nieszczęście siedzieli już Potter i Weasley z dziewczynami,których nawet nie kojarzyli.Ponieważ stolik był idealnie na środku i mieli dobry widok na parkiet,postanowili zostac i dzielić ten wieczór z pozostałymi gryfonami,co bardzo ucieszyło ale i zdziwiło Ginny i Hermionę.
Po chwili wszystkie światła zgasły,a jedno tylko skupione było na postaci Albusa Dumbledore'a,który stał na podium i gestem prosił o uwagę.Wszystkie oczy skupiły się na nim.Przemowa była krótka i zwięzła,potem zaprosił wszystkich do tańca,sam porywając solenizantkę.
Pierwszy taniec Hermiona podarowała Ronowi, a Ginny Harremu.Ślizgoni patrzyli na swoje wirujące partnerki i jak w zmowie,nachylili się do siebie i szepnęli.
-Muszę się napić.-Bez słowa wstali i odeszli w kierunku baru.Kiedy już wrócili niosąc przy okazji drinki dla dziewczyn,one siedziały już na swoich miejscach zarumienione i szczęśliwe.Chłopcom ten widok bardzo przypadł do gustu,rzadko widzieli je w takim stanie,a daliby wszystko,żeby jednak widzieć je takimi częściej.W końcu smok się odważył i zaproponował Rudej taniec.Jego kolega zrobił to samo i po chwili cała czwórka wirowała w tańcu,prezentując jak się okazało całkiem niezłe umiejętności taneczne.Wyczyniali najróżniejsze akrobacje przez dobrą godzinkę,w końcu usiedli by odpocząć.Obyło się bez nieprzyjemnych incydentów i choć często wymieniali partnerki z kimś innym,nie odważyli się zatańczyć w tej najbardziej upragnionej konfiguracji.Blaise rozmawiał o czymś z Potterem,Draco sączył Ognistą a dziewczyny pogrążone były w obgadywaniu sukienki Pansy,kiedy Dyrektor znów zabrał głos.
-Moi drodzy,przepraszam że przerywam,ale mam jeszcze tylko jedną malutką rzecz do powiedzenia.Dziś swoje kolejne urodziny obchodzi moja przyjaciółka,powierniczka i najbliższa memu sercu kobieta.Minerwo pozwól do mnie.Kiedy kobieta na miękkich nogach dotarła na podium,założył na jej szuję przepiękny naszyjnik,skrzący się milionem kolorów.Przez salę przebiegł szmer.
-Wszystkiego dobrego moja droga.-Albus pochylił się i na oczach całego magicznego nastoletniego świata pocałował Minerwę McGonagall prosto w usta.Kobieta była zbyt zaskoczona by cokolwiek zrobić,więc tylko oddała pocałunek.Cała sala zaczęła wiwatować.Dyrektor wyprostował się i trzymając mikrofon powiedział.
-Jako że prezent jest naszym wspólnym dziełem muszę podziękować dwójce pomocników.Panie Zabini Panno Weasley tę piosenkę dedykuję właśnie wam,bez was nie oczarowałbym kobiety mego życia,więc proszę dołączcie do nas na parkiecie.Panna Granger zatańczy z Panem Malfoyem,zapraszam.Muzyka rozbrzmiała na nowo.Młodzież nie wiedziała,czy Starzec zrobił to specjalnie czy nie,ale utarł im nosa.Musieli wyjść na środek i zatańczyć razem.Nie pewnie podali ręce swoim partnerom mimo woli i ruszyli w stronę tańczących par.Blaise ujął Ginny w talii i nie mógł opanować ogromnego uśmiechu kiedy obracał nią w takt wesołej muzyki.Troszkę inne emocje towarzyszyły drugiej parze,która nie mogła zgrać się w ruchach.Albo Draco źle trzymał rękę,albo ona zbyt nerwowo się ruszała i wychodziło im to niezdarnie.
-Hermiona...rozluźnij się,bo się pozabijamy,a chciałbym dożyć osiemnastki.
-Nie mogę...rozpraszasz mnie.
Chłopak wpadł na pomysł.Delikatnie przygarnął ją do siebie tak,że zmuszona była zarzucić mu ręce na szyje i wtulić się w niego maksymalnie.Ich ruchy od razu się upłynniły.Nie pomyślał jednak o jednej rzeczy.Teraz ich oczy były na podobnym poziomie i cały czas będzie musiał wpatrywać się w orzechowe tęczówki,które tak uwielbiał i które sprawiały mu tak wiele bólu.Znów zatopił się w jej spojrzeniu i nie zauważył,że piosenka się skończyła i teraz grano coś wolnego.Kołysali się w sobie tylko znanym rytmie,cały czas utrzymując kontakt wzrokowy.
-Chciałem cię przeprosić.Od razu tak to powiedziałem,to chciałem to odwołać.Wcale tak nie myślę.Uwierz mi.
-Jest bal,mamy być szczęśliwi,nie rozmawiajmy o tym teraz...-Popatrzyła na niego błagalnie.
-Ja muszę wiedzieć czy mi wybaczasz.
-Jeśli...przed końcem balu więcej ze mną nie zatańczysz,to ci nie wybaczę.-Wyślizgnęła się z jego objęć i wróciła do stolika. Draco poszedł za nią ale,że Ginny nie było to poprosił do tańca Pansy Parkinson,byleby tylko nie siedzieć z gryfonką samemu,bo znów palnie jakieś głupstwo.Kiedy tylko rzeczona gryfonka wróciła,starsza od razu zagadnęła,strszczając co blondyn jej powiedział i co kazała mu zrobić no i że teraz tańczy z tą wredną mopsicą.
-Ona jest taką suką nie sądzisz?-Miona nigdy nie przeklinała,to była nowość dla jej koleżanki.
-Jeeej i pomyśleć,że to z moim facetem ona tańczy,zachowujesz się jakby co najmniej był twój.
-Dobrze wiesz,że nie o to chodzi.
-Oni tylko tańczą!
-Nie krzycz,bo cię ktoś usłyszy!
-Jesteś nie możliwa,mam iść z nim zatańczyć czy ty pójdziesz?
-Hm...ok ty idź.
Kiedy Ruda się oddaliła,Hermiona poczuła się jak tchórz.Potrafiła zedrzeć z niego ubranie,a nie umie zatańczyć?O nie,musi pokazać,że nie jest tchórzem.Wyprzedziła Giny,poklepała ślizgona po barku i wyrywając go z objęć Parkinson,położyła jego ręce na swojej talii.
-Tańcz ślizgonie.-Popatrzyła mu hardo w oczy.
-Tak jest gryfonko.-Chłopak zasalutował i uśmiechnął się.Była zazdrosna,to dobrze.Albo raczej byłoby dobrze,gdyby mógł ustami lub językiem wybić jej ta zazdrość z głowy.Pod czujnym okiem Dyrektora nie mógł zrobić nic,więc tylko tańczył.
Znów kołysali się w rytm wolnego kawałka i dziewczyna położyła głowę na jego torsie i zamknęła oczy.
-Tęskniłem za tobą.-Mruknął w jej włosy,pewien że go nie słychać.Ona wsłuchując się w bicie jego serca,odpowiedziała,że też tęskniła.Podniósł jej podbródek i spojrzał w oczy.
-Przepraszam,tym razem szczerze.Nie chciałem tego powiedzieć i jedyne czego żałuje,to to że nie możemy razem zamieszkać w pokoju życzeń.
-Ja też,choć nie do końca.
-Co masz na myśli?
-Nie mielibyśmy często co jeść,taki z ciebie żarłok.-Uśmiechnęła się zalotnie,dając znać,że wybaczyła i dyskusja dobiegła końca.Potem tańczyli w ciszy.Chłopak jednak mając ją w ramionach,tutaj w tłumie ludzi i nie mogąc okazać jej uczuć,jakie by one nie były,poczuł się żałośnie.Ona chciała być z nim chciała z nim dzielić przyszłość,ale nie mogła.I to wszystko przez to,że zachciało mu się być śmierciożercą.Zniszczył swoje życie,ale czy musi również niszczyć jej?Dostał szansę,ale przez to czyni ukochaną nieszczęśliwą.Postanowił,że dłużej tak nie może.Zerwie z wszelkimi romantycznymi uczuciami do niej,aby mogła na nowo poczuć coś do Blaise'a i z nim być szczęśliwa.Wiedział,że jak nie zacznie od razu to nigdy nie starczy mu odwagi,by wcielić plan w życie.
-Ok myślę,że powinnaś wrócić do swojego chłopaka.-Nigdy tak o nim nie mówił,co bardzo zaniepokoiło dziewczynę.Udała się do toalety gdzie zastała Harrego namiętnie całującego jakąś krukonkę. Dobrze dla niego-pomyślała.Odświeżyła makijaż,lekko przeczesała włosy i wróciła na salę.Od progu w objęcia porwał ją Blaise nie wiedzieć czemu,wirował z nią w zawrotnym tempie,tak że po kilku sekundach już zabrakło jej tchu.
-Blaise zwolnij!Goni cię ktoś?-Śmiała się,ale była również zaniepokojona,chłopak wyglądał jakby zobaczył śmierć.
-Nie nie kochanie,po prostu się stęskniłem.-Kochanie?Nigdy tak do niej nie mówił.Zatrzymała się raptownie.
-Idę usiąść.-Wyrwała się,ale przytrzymał jej dłoń.
-Chodźmy do baru skończył ci się drink.
-Nie chcę już pić,jutro muszę się pouczyć.
-Chyba Harry nas woła,chodź.-Pociągnął ją w przeciwnym kierunku,ale i tak obejrzała się za ramię i stanęła jak wryta. Draco Malfoy dosłownie pożerał siedzącą mu na kolanach Ginny Weasley.Równocześnie trochę się obmacywali.Wielu uczniów przypatrywało się tej scenie,jednak Hermiona z łzami w oczach wybiegła,a za nią podążył Blaise.Za rogiem dziewczyna przystanęła i zaczęła szlochać.Obrócił ją do siebie i przygarnął.Płakała nawet nie przejmując się,że rozmazuje makijaż i brudzi mu koszulę.
-Hej spójrz na mnie.-Podniósł jej podbródek tak samo jak chwilę wcześniej blondyn.-Wiesz,że to musiało się tak skończyć,mnie też kraje się serce,ale inaczej się nie da.Żałuje tylko,że wybrał bal,aby zmienić front...głupio wyszło.Ale Mionuś nie płacz,ja...wiesz,że zrobię wszystko,żebyś była szczęśliwa.Może się między nami nie układało i nie ma między nami chemii,ale możemy to zmienić,spróbujmy,proszę.Wiesz,że to sprawa życia i śmierci.Gdyby ode mnie zależało,nie zmuszałbym cię do czegoś czego nie chcesz,tylko pogratulował Smokowi wyboru,ale w tej sytuacji nic nie da się zrobić.
Popatrzyła na niego spuchniętymi oczami,nogi się pod nią ugięły kiedy zrozumiała,że on chce ją pocałować.W sekundzie osunęła się w jego ramionach...zemdlała.
Miłego.
Proszę o komentarze;)
Bale w Hogwarcie miały to do siebie,że organizowane były z ogromnym rozmachem i zazwyczaj,mimo że uczniowie na co dzień obcują z magią,to wydarzenia te jeszcze bardziej ich zadziwiały i wprawiały w cudowne nastroje.
Dziewczęta z Gryffindoru od rana do późnych godzin popołudniowych eksperymentowały z zaklęciami kręcącymi włosy,prostującymi,farbującymi,do makijażu i wszystkimi innymi,które mogły zrobić z nich oszałamiające seks-bomby.Każda z nich miała bowiem nadzieję,że między nimi i ich partnerami,tego wieczora wydarzy się coś szczególnego. Ginny nie była wyjątkiem,stroiła się,biegała tam i z powrotem,w duchu przeklinając swoje niezdecydowanie i brak talentu do robienia makijażu.Z tego wszystkiego śmiała się Hermiona,ona miała do perfekcji opanowane zaklęcia upiększające,a dodatkowo-wcale nie miała zamiaru z nich korzystać.Ku uciesze młodszej koleżanki wyciągnęła swój kuferek,który pełen był najróżniejszych specyfików.Gestem zaprosiła Rudą do salonu gdzie na środku stał fotel i stolik.Kiedy dziewczyna usiadła,spięła jej włosy wysoko w górze,tworząc niesforny koczek,który tylko dodawał jej uroku.Położyła na jej twarz bazę,następnie lekko upudrowała i kazała wybrać sobie odpowiednią kolorystykę.Padło oczywiście na zieleń i granat.Szybko wytuszowała koleżance rzęsy,dodała troszkę różu na policzki i wyczarowała lusterko,aby tamta mogła się przejrzeć.
-Miona!To naprawdę ja?!Wyglądam cudownie!-Rzuciła się brązowowłosej na szyję,prawie ją przewracając.
-Puść mnie wariatko,jeszcze nie skończyłam.-Ze śmiechem podeszła do prowizorycznej toaletki,wyciągnęła wisiorek w kształcie salamandry i zawiesiła go na szyi Rudej.Ta od razu wzięła go w dłonie.
-Jest piękny,wiesz?Dziękuję.
-Może akurat przyniesie ci szczęście?-Mrugnęła do niej i zaczęła sprzątać wszystkie akcesoria.
-Miona?
-Hm?
-Myślisz,że nas też kiedyś czeka szczęście?Mimo tego wszystkiego?
-Nie wiem..trochę wiary dzieciaku..jeśli ty nie będziesz wierzyć we własny happy end to kto będzie?
-Ty?-znów się śmiały,kiedy do pokoju wkroczył Blaise.
-Cześć dziewczyny,już gotowe?Zostało jeszcze parę ładnych godzin.
-Cóż ja muszę być gotowa wcześniej bo zaraz po 16 mam się zgłosić do dyrektora,podobno ma jakąś sprawę,potem nie będę miała czasu się upiększyć.
-Tak jakby było ci to potrzebne.-Zarumienił się ogniście,tak samo jak Ruda,oboje spojrzeli zmieszani na Hermionę.
-Mną się nie przejmujcie,już mnie nie ma,nic nie słyszę.-Wymaszerowała z pokoju z dziwna miną.
Dracona na szczęście nie było dziś w dormitorium bo odrabiał szlaban u McGonagall.Kiedy się o tym dowiedziała ucieszyła się,nie chciała bowiem,aby patrzył na jej przygotowania,wystarczyło jej,że sukienkę która jej się bardzo podobała,on chciał wyrzucić do kosza.Bo będziesz go nią torturować.Zdusiła protesty własnych myśli i skupiła się na tym,jak chce się dziś umalować.Postawiła na złoto i srebro,w tych samych kolorach dobrała dodatki,jednak nie przesadzała z makijażem,najlepiej się czuła w wersji naturalnej.Dla Blaise'a zresztą wcale nie musiała się malować,zapewniał ją o tym i w sumie,tylko na przekór niemu,zrobiła makijaż.Denerwowało ją,że stosunki w tym dormitorium jeszcze bardziej się popieprzyły,o ile to możliwe.Ona chciała Draco,on chyba chciał ją,Blaise chyba chciał Ginny i ona definitywnie chciała jego.Ale nie mogli dowolnie się przetasowywać.Musieli dostosować się do woli Dyrektora Hogwartu.Wymyślił sobie,że aby przemiana chłopaków z śmierciorzerczych maszynek do zabijania w normalnych "grzecznych obywateli magicznego świata",będzie miała moc sprawczą i wiążącą,tylko jeśli poślubią oni przedstawicielki znienawidzonego Gryfindoru.Dodatkowo,nie pozwolił im pisnąć o umowie słówka,co niestety się nie udało.Dziewczyny od dawna wiedziały,że biorą udział w grze,w której stawką było odkupienie win chłopców i choć niechętnie,godziły się na to. Draco musiał jakoś przekonać do siebie Ginny,a Blaise musiał rozkochać w sobie Hermionę.Nie dość,że żadna z tych misji jak na razie się nie powiodła,to jeszcze odniosła odwrotny skutek.Gorzej być nie może.Każdy z nich będzie musiał patrzeć,jak jego kumpel żeni się z jego wybranką serca i na dodatek pozwolić mu na to.Od tego zależało ich odkupienie i nie było nawet dyskusji,że mieliby poświęcić wieczny spokój,na rzecz pozornego szczęścia.Musieli niestety pogodzić się z rzeczywistością i uczestniczyć w niej najlepiej jak potrafią.Dlatego punkt 18 w salonie stanęli Blaise i Hermiona trzymając się za ręce i patrząc wszędzie tylko nie na siebie.Po chwili dołączyła do nich Ginny,lustrując parę uważnie.
-Herm wyglądasz niesamowicie,założę się,że Draco nie oderwie od ciebie oczu.
-EKHEM chyba Blaise..
-No a co ja niby powiedziałam..-Popatrzyła na ich niepewne miny i zorientowała się,że palnęła głupstwo.-Oj no już,mamy się bawić,a nie tylko zadręczać!Gdzie jest mój przyszły mężuś?
-Chyba jeszcze się ubiera.
-To może zajrzysz do niego,a my z Hermi sobie pogadamy chwilę?
-Jasne.-Kiedy tylko chłopak zniknął usiadły na kanapie i przez chwilę trwała cisza.
-Nie uwierzysz,czego się dowiedziałam od Starca!-Ginny nagle wydawała się promieniować jakimś dziwnym blaskiem.
-Noo mów,tyle czekałam aż mi powiesz,od razu jak wróciłaś to widziałam,że coś się święci.
-No więc powiedział mi,że wszystko jest na dobrej drodze,że dobrze wyglądamy z Draconem i że już nie może doczekać się wiosny i końca roku szkolnego.
-Nie rozumiem czym ty się tak podniecasz.-Herm posłała jej karcące spojrzenie i momentalnie pobladła.
-Nie rozumiesz?A podobno taki geniusz.-Dziewczyna prychnęła.
-Wytłumacz.
-Noo skoro on uważa,że wszystko jest po jego myśli i że układa się między nami wyśmienicie,to znaczy,że a-niczego nie zauważył,nie wie,że nie chcemy się z nimi żenić i be-że przemiana chłopców jest jak najbardziej realna i dzięki nam będą mogli spokojnie żyć.
-To wspaniale Ginn.-Nie wiedzieć czemu prefekt naczelna wyglądała bardziej jakby miała się rozpłakać,a nie skakać z radości tak jak Ruda.W tym momencie do pokoju wreszcie weszli ślizgoni.Czas się zatrzymał.Mimo iż Blaise zagadywał Draco,tamten tylko stał i patrzył na Hermionę ognistym wzrokiem.Tak jakby nikogo innego w pokoju nie było i w ogóle nikogo innego nie było. Weasley wyglądała wspaniale,kobieco i nęcąco,ale to nie ona zrobiła na nim największe wrażenie,bo Hermiona nawet w worku po kartoflach rzucała jego serce na kolana.Stali w milczeniu dobre kilka sekund mierząc się wzrokiem.W końcu ciemnoskóry chwycił swoją partnerkę,Ginny podeszła do smoka i wyszli przed dormitorium.
-Słuchajcie dziewczyny.Dziś ustaliliśmy ze smokiem,że nie ważne jakie są nasze stosunki i jak to sie wszystko ma skończyć,po prostu bawmy się.Jakby to był najszczęśliwszy dzień w naszym życiu.Co ma być to będzie,ale będzie później,a teraz się bawmy.
-Ok?-Dziewczyny niepewne co to w ogóle znaczy i czego mają się spodziewać kiwnęły tylko głowami i poprowadzone zeszły schodami do Wielkiej Sali.
Wszyscy musieli przyznać,że odwalili kawał dobrej roboty.Sala wyglądała cudownie przystrojona kolorami domów,jednak bez żadnej reguły,każdy mógł siedzieć gdzie chciał,a nie tam gdzie musiał.Sprowadzili palmy tropikalne,które nadały miejscu bajeczny klimat.Wszędzie wisiały różnokolorowe lampiony,nie które w kształcie serca.Ponadto,w powietrzu unosił się dym,insynuujący wnętrze mglistej jaskini.Sklepienie z kolei było upstrzone migoczącymi gwiazdkami i specjalnie na potrzeby balu,profesor McGonagall niektóre z nich zamieniła w gwiazdy spadające,tak by każdy z uczniów w tę szczególną noc mógł zaznać magii osobiście i pomyśleć życzenie,tuląc do siebie ukochaną osobę.Powoli robiło się tłoczno,chłopcy poprowadzili partnerki do stolika przy którym na ich nieszczęście siedzieli już Potter i Weasley z dziewczynami,których nawet nie kojarzyli.Ponieważ stolik był idealnie na środku i mieli dobry widok na parkiet,postanowili zostac i dzielić ten wieczór z pozostałymi gryfonami,co bardzo ucieszyło ale i zdziwiło Ginny i Hermionę.
Po chwili wszystkie światła zgasły,a jedno tylko skupione było na postaci Albusa Dumbledore'a,który stał na podium i gestem prosił o uwagę.Wszystkie oczy skupiły się na nim.Przemowa była krótka i zwięzła,potem zaprosił wszystkich do tańca,sam porywając solenizantkę.
Pierwszy taniec Hermiona podarowała Ronowi, a Ginny Harremu.Ślizgoni patrzyli na swoje wirujące partnerki i jak w zmowie,nachylili się do siebie i szepnęli.
-Muszę się napić.-Bez słowa wstali i odeszli w kierunku baru.Kiedy już wrócili niosąc przy okazji drinki dla dziewczyn,one siedziały już na swoich miejscach zarumienione i szczęśliwe.Chłopcom ten widok bardzo przypadł do gustu,rzadko widzieli je w takim stanie,a daliby wszystko,żeby jednak widzieć je takimi częściej.W końcu smok się odważył i zaproponował Rudej taniec.Jego kolega zrobił to samo i po chwili cała czwórka wirowała w tańcu,prezentując jak się okazało całkiem niezłe umiejętności taneczne.Wyczyniali najróżniejsze akrobacje przez dobrą godzinkę,w końcu usiedli by odpocząć.Obyło się bez nieprzyjemnych incydentów i choć często wymieniali partnerki z kimś innym,nie odważyli się zatańczyć w tej najbardziej upragnionej konfiguracji.Blaise rozmawiał o czymś z Potterem,Draco sączył Ognistą a dziewczyny pogrążone były w obgadywaniu sukienki Pansy,kiedy Dyrektor znów zabrał głos.
-Moi drodzy,przepraszam że przerywam,ale mam jeszcze tylko jedną malutką rzecz do powiedzenia.Dziś swoje kolejne urodziny obchodzi moja przyjaciółka,powierniczka i najbliższa memu sercu kobieta.Minerwo pozwól do mnie.Kiedy kobieta na miękkich nogach dotarła na podium,założył na jej szuję przepiękny naszyjnik,skrzący się milionem kolorów.Przez salę przebiegł szmer.
-Wszystkiego dobrego moja droga.-Albus pochylił się i na oczach całego magicznego nastoletniego świata pocałował Minerwę McGonagall prosto w usta.Kobieta była zbyt zaskoczona by cokolwiek zrobić,więc tylko oddała pocałunek.Cała sala zaczęła wiwatować.Dyrektor wyprostował się i trzymając mikrofon powiedział.
-Jako że prezent jest naszym wspólnym dziełem muszę podziękować dwójce pomocników.Panie Zabini Panno Weasley tę piosenkę dedykuję właśnie wam,bez was nie oczarowałbym kobiety mego życia,więc proszę dołączcie do nas na parkiecie.Panna Granger zatańczy z Panem Malfoyem,zapraszam.Muzyka rozbrzmiała na nowo.Młodzież nie wiedziała,czy Starzec zrobił to specjalnie czy nie,ale utarł im nosa.Musieli wyjść na środek i zatańczyć razem.Nie pewnie podali ręce swoim partnerom mimo woli i ruszyli w stronę tańczących par.Blaise ujął Ginny w talii i nie mógł opanować ogromnego uśmiechu kiedy obracał nią w takt wesołej muzyki.Troszkę inne emocje towarzyszyły drugiej parze,która nie mogła zgrać się w ruchach.Albo Draco źle trzymał rękę,albo ona zbyt nerwowo się ruszała i wychodziło im to niezdarnie.
-Hermiona...rozluźnij się,bo się pozabijamy,a chciałbym dożyć osiemnastki.
-Nie mogę...rozpraszasz mnie.
Chłopak wpadł na pomysł.Delikatnie przygarnął ją do siebie tak,że zmuszona była zarzucić mu ręce na szyje i wtulić się w niego maksymalnie.Ich ruchy od razu się upłynniły.Nie pomyślał jednak o jednej rzeczy.Teraz ich oczy były na podobnym poziomie i cały czas będzie musiał wpatrywać się w orzechowe tęczówki,które tak uwielbiał i które sprawiały mu tak wiele bólu.Znów zatopił się w jej spojrzeniu i nie zauważył,że piosenka się skończyła i teraz grano coś wolnego.Kołysali się w sobie tylko znanym rytmie,cały czas utrzymując kontakt wzrokowy.
-Chciałem cię przeprosić.Od razu tak to powiedziałem,to chciałem to odwołać.Wcale tak nie myślę.Uwierz mi.
-Jest bal,mamy być szczęśliwi,nie rozmawiajmy o tym teraz...-Popatrzyła na niego błagalnie.
-Ja muszę wiedzieć czy mi wybaczasz.
-Jeśli...przed końcem balu więcej ze mną nie zatańczysz,to ci nie wybaczę.-Wyślizgnęła się z jego objęć i wróciła do stolika. Draco poszedł za nią ale,że Ginny nie było to poprosił do tańca Pansy Parkinson,byleby tylko nie siedzieć z gryfonką samemu,bo znów palnie jakieś głupstwo.Kiedy tylko rzeczona gryfonka wróciła,starsza od razu zagadnęła,strszczając co blondyn jej powiedział i co kazała mu zrobić no i że teraz tańczy z tą wredną mopsicą.
-Ona jest taką suką nie sądzisz?-Miona nigdy nie przeklinała,to była nowość dla jej koleżanki.
-Jeeej i pomyśleć,że to z moim facetem ona tańczy,zachowujesz się jakby co najmniej był twój.
-Dobrze wiesz,że nie o to chodzi.
-Oni tylko tańczą!
-Nie krzycz,bo cię ktoś usłyszy!
-Jesteś nie możliwa,mam iść z nim zatańczyć czy ty pójdziesz?
-Hm...ok ty idź.
Kiedy Ruda się oddaliła,Hermiona poczuła się jak tchórz.Potrafiła zedrzeć z niego ubranie,a nie umie zatańczyć?O nie,musi pokazać,że nie jest tchórzem.Wyprzedziła Giny,poklepała ślizgona po barku i wyrywając go z objęć Parkinson,położyła jego ręce na swojej talii.
-Tańcz ślizgonie.-Popatrzyła mu hardo w oczy.
-Tak jest gryfonko.-Chłopak zasalutował i uśmiechnął się.Była zazdrosna,to dobrze.Albo raczej byłoby dobrze,gdyby mógł ustami lub językiem wybić jej ta zazdrość z głowy.Pod czujnym okiem Dyrektora nie mógł zrobić nic,więc tylko tańczył.
Znów kołysali się w rytm wolnego kawałka i dziewczyna położyła głowę na jego torsie i zamknęła oczy.
-Tęskniłem za tobą.-Mruknął w jej włosy,pewien że go nie słychać.Ona wsłuchując się w bicie jego serca,odpowiedziała,że też tęskniła.Podniósł jej podbródek i spojrzał w oczy.
-Przepraszam,tym razem szczerze.Nie chciałem tego powiedzieć i jedyne czego żałuje,to to że nie możemy razem zamieszkać w pokoju życzeń.
-Ja też,choć nie do końca.
-Co masz na myśli?
-Nie mielibyśmy często co jeść,taki z ciebie żarłok.-Uśmiechnęła się zalotnie,dając znać,że wybaczyła i dyskusja dobiegła końca.Potem tańczyli w ciszy.Chłopak jednak mając ją w ramionach,tutaj w tłumie ludzi i nie mogąc okazać jej uczuć,jakie by one nie były,poczuł się żałośnie.Ona chciała być z nim chciała z nim dzielić przyszłość,ale nie mogła.I to wszystko przez to,że zachciało mu się być śmierciożercą.Zniszczył swoje życie,ale czy musi również niszczyć jej?Dostał szansę,ale przez to czyni ukochaną nieszczęśliwą.Postanowił,że dłużej tak nie może.Zerwie z wszelkimi romantycznymi uczuciami do niej,aby mogła na nowo poczuć coś do Blaise'a i z nim być szczęśliwa.Wiedział,że jak nie zacznie od razu to nigdy nie starczy mu odwagi,by wcielić plan w życie.
-Ok myślę,że powinnaś wrócić do swojego chłopaka.-Nigdy tak o nim nie mówił,co bardzo zaniepokoiło dziewczynę.Udała się do toalety gdzie zastała Harrego namiętnie całującego jakąś krukonkę. Dobrze dla niego-pomyślała.Odświeżyła makijaż,lekko przeczesała włosy i wróciła na salę.Od progu w objęcia porwał ją Blaise nie wiedzieć czemu,wirował z nią w zawrotnym tempie,tak że po kilku sekundach już zabrakło jej tchu.
-Blaise zwolnij!Goni cię ktoś?-Śmiała się,ale była również zaniepokojona,chłopak wyglądał jakby zobaczył śmierć.
-Nie nie kochanie,po prostu się stęskniłem.-Kochanie?Nigdy tak do niej nie mówił.Zatrzymała się raptownie.
-Idę usiąść.-Wyrwała się,ale przytrzymał jej dłoń.
-Chodźmy do baru skończył ci się drink.
-Nie chcę już pić,jutro muszę się pouczyć.
-Chyba Harry nas woła,chodź.-Pociągnął ją w przeciwnym kierunku,ale i tak obejrzała się za ramię i stanęła jak wryta. Draco Malfoy dosłownie pożerał siedzącą mu na kolanach Ginny Weasley.Równocześnie trochę się obmacywali.Wielu uczniów przypatrywało się tej scenie,jednak Hermiona z łzami w oczach wybiegła,a za nią podążył Blaise.Za rogiem dziewczyna przystanęła i zaczęła szlochać.Obrócił ją do siebie i przygarnął.Płakała nawet nie przejmując się,że rozmazuje makijaż i brudzi mu koszulę.
-Hej spójrz na mnie.-Podniósł jej podbródek tak samo jak chwilę wcześniej blondyn.-Wiesz,że to musiało się tak skończyć,mnie też kraje się serce,ale inaczej się nie da.Żałuje tylko,że wybrał bal,aby zmienić front...głupio wyszło.Ale Mionuś nie płacz,ja...wiesz,że zrobię wszystko,żebyś była szczęśliwa.Może się między nami nie układało i nie ma między nami chemii,ale możemy to zmienić,spróbujmy,proszę.Wiesz,że to sprawa życia i śmierci.Gdyby ode mnie zależało,nie zmuszałbym cię do czegoś czego nie chcesz,tylko pogratulował Smokowi wyboru,ale w tej sytuacji nic nie da się zrobić.
Popatrzyła na niego spuchniętymi oczami,nogi się pod nią ugięły kiedy zrozumiała,że on chce ją pocałować.W sekundzie osunęła się w jego ramionach...zemdlała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)